sobota, 10 października 2015

Rozdział 3

Witam wszystkich serdecznie i zapraszam do przeczytania kolejnego rozdziału, przy okazji prosząc oczywiście o uwagi dotyczące zarowno treści, jak i błędów.
W zeszłym tygodniu rozpoczął się rok akademicki, zatem jest bardzo prawdopodobne, że kolejne rozdziały mogą pojawiać się z nieco mniejszą częstotliwością. Mam nadzieję jednak, że uda mi się nie dopuścić do zbyt dużych poślizgów.
Jak zwykle zaznaczam, że opowiadanie zostało napisane na podstawie modułu „A Dance with Rogues”, stworzonego przez Valine, do gry Neverwinter Nights i nie jest ono przeznaczone dla osób niepełnoletnich.

***

Elyana leżała na swoim niewielkim łóżku, wpatrując się w sufit szeroko otwartymi oczami. Walczyła z ogarniającą ją sennością, ale wiedziała, że żeby zrealizować swój plan, musi mieć pewność, że wszyscy śpią. Z pokoju Chelli dobiegało do niej ciche pochrapywanie, świadczące o tym, że kobieta jest pogrążona w głębokim śnie, ale potrzebowała jeszcze dłuższej chwili, żeby być pewną, że Nelina, stojąca przy schodach prowadzących na dół, zaśnie pod wpływem ziół, które Elyana dosypała jej ukradkiem do herbaty. Nie chciała jej oczywiście zaszkodzić – dawka była naprawdę niewielka, ale dziewczyna wiedziała, że nikt nie może zauważyć, jak wymyka się z „Niedźwiedziej Nory”, dlatego uznała, że lepiej będzie uśpić ewentualnych świadków.
Elyana spędziła w tej gospodzie sześć długich miesięcy, albo pracując w kuchni, albo śpiąc w swoim niewielkim pokoiku. Początkowo cieszyła się z tego, że ma bezpieczną kryjówkę, a ciężka praca, którą było obieranie warzyw i szorowanie podłogi, odciąga ją od ponurych myśli i wspomnień. Nocami jednak, gdy cisza przerywana była tylko szumem padającego deszczu lub odgłosami wydawanymi przez śpiących ludzi, wszystkie te wydarzenia wracały w koszmarnych snach, budząc ją niemal każdej nocy.
W tych snach kolejny raz musiała uciekać przed ścigającymi ją Dhornijczykami. Widziała ciała pozabijanych żołnierzy, zakrwawione korytarze, ciągnące się bez końca; przed oczami stawały jej twarze rodziców, każące jej uciekać, lub patrzące na nią niewidzącymi, martwymi oczami. Za każdym razem widziała też Vico, uśmiechającego się do niej zimnym, okrutnym, pozbawionym wszelkiej wesołości uśmiechem i wpatrującego się w nią ciemnymi, prawie czarnymi oczami, w których mieszały się nienawiść, pożądanie i jeszcze więcej okrucieństwa. Ona sama natomiast była w stanie stać tylko nieruchomo, sparaliżowana, wiedząc co zaraz nastąpi. Za każdym razem, gdy budziła się po tym śnie, jej oczy były zapuchnięte, mokre i czerwone od płaczu. Zawsze też przysięgała wtedy swojemu odbiciu w lustrze, że sprawi, że ten mężczyzna będzie leżał u jej stóp i błagał o litość.
A następnej nocy znów budziła się zapłakana w skopanej pościeli, z sercem szaleńczo bijącym ze strachu.
Dziewczyna zerwała się nagle, budząc się z drzemki i mrucząc pod nosem przekleństwa, zasłyszane podczas pracy w kuchni; osoby pracujące tam nie krępowały się i zawsze, gdy coś szło nie po ich myśli, uzewnętrzniali swoje niezadowolenie najbardziej wymyślnymi wiązankami. Upomnienia Chelli pomagały tylko na chwilę. Elyana początkowo była w szoku, że można używać aż takich wyrażeń, ale po pewnym czasie przyzwyczaiła się i od czasu do czasu sama pozwalała sobie na takie zachowanie, choć na pewno nie w obecności szefowej kuchni.
Szybki rzut oka na stojącą na stole palącą się świeczkę uspokoił ją; mogło to być co najwyżej piętnaście minut – akurat tyle, ile potrzebowała, żeby mieć pewność, że Nelina zasnęła po wypiciu swojej doprawionej herbaty.
Elyana zsunęła się powoli z łóżka, cały czas uważnie nasłuchując. Chella pochrapywała cicho, więc dziewczyna, ośmielona tym pierwszym powodzeniem, nasunęła buty na bose stopy. Wiedziała, że spacer po mokrym bruku bez butów z pewnością nie będzie należał do przyjemności. Z dumą pomyślała o tym, że była na tyle sprytna, że położyła się w swoim codziennym ubraniu, dzięki czemu uniknęła tego, że Chellę mogło obudzić skrzypienie starych drzwi szafy.
W kuchni było cicho i, co najważniejsze, pusto. Wielki piec, stojący na drugim końcu pomieszczenia, był wygaszony, a garnki i wszystkie inne sprzęty, służące do gotowania, były pogrążone w ciemności. Elyana szybko przemknęła przez kuchnię i zatrzymała się przy drzwiach, prowadzących na korytarz. Jedna ze świeczek szczęśliwie rzucała swój blask na twarz Neliny. Księżniczka z satysfakcją stwierdziła, że kobieta ma zamknięte oczy i pogrążona jest w głębokim śnie. Powoli ruszyła w stronę schodów, starając się iść tak, żeby przypadkiem jakaś świeczka nie spowodowała tego, że cień dziewczyny padnie na twarz Neliny. Elyana nie wiedziała, jak to możliwe, ale kilka razy widziała, jak takie niepozorne rzeczy wzbudzały alarm wśród stałych bywalców czy strażników „Niedźwiedziej Nory”.
Dziewczyna skradała się więc powoli, bacznie obserwując twarz kobiety, nagle jednak zamarła. Pogrążona tą obserwacją, nie zwracała większej uwagi na podłogę, przez co nie zauważyła, że następuje na lekko wystającą starą deskę, czym wywołała niemiłosiernie wręcz głośne skrzypnięcie.
Nelina poruszyła się lekko, mrucząc coś niewyraźnie pod nosem. Serce Elyany ruszyło galopem; dziewczyna niemal czuła je w gardle. Ale gdy kobieta spała dalej, księżniczka uspokoiła się trochę i na drżących nogach zaczęła schodzić po schodach, tym razem zwracając uwagę również na podłogę.
Po kilku chwilach Elyana znalazła się w sali przeznaczonej dla gości, która znów była cicha i pogrążona w mroku. Dziewczynie przypomniała się noc, kiedy Vico ją tu przyprowadził, szybko jednak odegnała od siebie to wspomnienie. Myślenie o tym mężczyźnie było absolutnie ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebowała.
Skoncentrowała się na drodze, która została jej do przebycia. Wiedziała, że na prawo od baru znajduje się niewielki schowek, zastawiony skrzyniami, oraz, co najważniejsze, niewielkie okno, którym mogła wydostać się na wolność. Oczywiście była wdzięczna Nathanowi, Chelli i innym za udzielenie jej schronienia. Od pewnego czasu jednak coraz bardziej czuła się tak, jakby była w klatce, nie mogąc wyjść dalej niż do kuchni. Pomysł, żeby spróbować zażyć odrobiny wolności powstał, gdy pewnego dnia, kiedy wszyscy klienci już wyszli i Chella kazała jej pójść posprzątać główną salę, gdyż jedna z kelnerek się rozchorowała, a druga nie dałaby sobie rady sama. Wtedy też Elyana, szukając miotły, zauważyła to okno i postanowiła je wykorzystać.
Dziewczyna, stąpając powoli, doszła do schowka. Było tam trochę jaśniej niż w głównej sali dzięki światłu wpadającemu przez okno z ulicy, ale i tak musiała zwracać uwagę na to, żeby przypadkiem nie wpaść na którąś ze skrzyń. Udało się jej i stanęła przy oknie. Ucieszyła się, widząc że jest ono naprawdę nisko nad ziemią, gdyż miała lęk wysokości i bała się, że nie dałaby rady wyjść przez nie, gdyby było trochę wyżej.
Elyana otworzyła okno, dziękując w duchu bogom, że nie zaskrzypiało. Wystawiła przez nie głowę, rozglądając się, czy ktoś nie idzie ulicą, choć nie spodziewała się, że o tej godzinie ktoś może mieć ochotę na nocny spacer.
Droga była czysta. Dziewczyna odetchnęła głęboko i postawiła nogę na parapecie, chwytając się obiema rękami ram okna. Parapet zatrzeszczał lekko, ale poza tym nic się nie stało. Elyana podziękowała bogom kolejny raz, tym razem za to, że nie jest zbyt ciężka. Poprawiła chwyt, żeby przypadkiem nie puścić ramy, gdy oderwie od ziemi drugą nogę.
– Co ty wyprawiasz? – rozległ się za nią głos, przez który o mało co księżniczka nie upadła. Odwróciła się szybko i ujrzała jedną z kelnerek, która podeszła do niej i złapała za ramię, wciągając ją z powrotem do schowka.
Elyana wymruczała tylko przekleństwo pod nosem, uznając że nie ma sensu udzielać odpowiedzi na to pytanie, gdyż była ona oczywista. Zastanawiało ją, gdzie mogła być ta kelnerka, że jej nie zauważyła podczas przemykania się przez główną salę. Doszła do wniosku, że musiała stać pochylona za kontuarem; innej możliwości praktycznie nie było.
Na schodach rozległy się kroki, a po chwili do schowka weszły Chella, która trzymała przed sobą kandelabr, oraz Nelina, cięgle jeszcze z zaspaną twarzą, ale widać było, że jest porządnie zdenerwowana. Obie z wyczekiwaniem patrzyły to na Elyanę, to na kelnerkę. Ta, druga, widząc że uciekinierka nie ma zamiaru się odezwać, powiedziała:
– Chowałam kufle i kieliszki do szafki, kiedy ją zobaczyłam, jak idzie do tego magazynku. Najpierw pomyślałam, że może po coś ją wysłałaś. – Kelnerka spojrzała krótko na Chellę. – Gdy otworzyła okno, a potem próbowała przez nie wyjść, to stwierdziłam, że lepiej dowiem się, o co chodzi.
– Bardzo dobrze. – Chella skinęła głową, po czym odwróciła się do Elyany. – Następnym razem, dziecko, gdy zachce ci się ucieczki, to zamykaj za sobą drzwi. Moje kości nie lubią przeciągów. – Mówiąc to, złapała Elyanę za rękę, ciągnąc ją lekko do głównej sali. Dziewczyna westchnęła; nie dość, że jej plan ucieczki spalił na panewce, to z samego rana będzie czekała ją pogadanka od Chelli oraz od Neliny, sądząc po jej naburmuszonej minie. Kobieta musiała się domyślać, że nie przypadkiem akurat tej nocy zasnęła na warcie, choć jeszcze nigdy jej się nie przytrafiło.
Chwilę później Elyana i Chella znalazły się z powrotem w pokoju. Starsza kobieta bez słowa udała się do swojego łóżka. Dziewczyna, widząc że nie ma innego wyjścia, zrobiła to samo, szybko pogrążając się w głębokim śnie.
Od czasu ucieczki z zamku była to jej pierwsza noc bez jakichkolwiek koszmarów.
***
Następnego dnia Elyana obudziła się nieco później niż zwykle. Zorientowawszy się po odgłosach dobiegających z kuchni, że zaspała, szybko zerwała się z łóżka, ubrała się i ochlapała twarz wodą, chcąc rozbudzić się jak najszybciej.
Gdy weszła do kuchni, prawie zderzyła się z jednym z kucharzy. Mężczyzna uśmiechnął się szeroko na jej widok i pomachał jej na przywitanie.
– Cześć, śpiochu! – wykrzyknął radośnie, sięgając po duży garnek. – W końcu wstałaś!
– Cześć, Willy – odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się blado. Uśmiech szybko zniknął z jej twarzy, gdy dobiegł do niej głos Chelli, która była w trakcie obsztorcowania drugiego kucharza. Widziała wyraźnie, że jest ona w złym humorze. Elyana westchnęła cicho, przygotowując się do nadciągającego wybuchu gniewu, spowodowanego jej wczorajszą eskapadą.
– Ach, dzień dobry, dziecko! – powiedziała, gdy zobaczyła zbliżającą się dziewczynę. Uśmiechnęła się szeroko; w ogóle nie wyglądała na wściekłą.
– Dzień dobry, Chello – rzekła Elyana ostrożnie. Nie spodziewała się tego, że szefowa kuchni będzie udawała, że nic się nie stało.
– Dobrze, że już wstałaś – kontynuowała starsza kobieta, nie zważając na jej niewyraźną minę. – Mistrz Nathan chce się z tobą zobaczyć.
Elyana niemal poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Nie spodziewała się oczywiście pochwał za swoją próbę ucieczki (przede wszystkim nie oczekiwała, że zostanie przyłapana), ale nie sądziła, że wywoła na tyle duże zamieszanie, że sam właściciel „Niedźwiedziej Nory” będzie chciał z nią porozmawiać, zwłaszcza że nie robił tego od czasu, gdy Vico przyprowadził ją do tej restauracji. Chella co prawda wspominała, że kilka razy o nią pytał, ale poza tym nie wykazywał większego zainteresowania tym, co się z nią dzieje.
Kobieta dostrzegła jej zaskoczenie i obawę, wymalowane na twarzy dziewczyny. Uśmiechnęła się ponownie i powiedziała:
– Idź, skoro się denerwujesz. Poczujesz się lepiej, gdy będziesz miała to za sobą. Ale najpierw coś zjedz! – dodała, gdy Elyana odwróciła się w stronę wyjścia. – Jeszcze trochę i będziesz chuda jak patyk.
 Nie jestem głodna – mruknęła dziewczyna, gdy jej wzrok padł na miskę z owocami i stojący nieopodal kosz z pieczywem. Szybko przełknęła ślinę. Stres, wywołany tą nieoczekiwaną nowiną, zaczął powoli ustępować miejsca adrenalinie. Obiecała sobie, że nie będzie zachowywała się jak mała dziewczynka. Teraz nie ma obok niej strażników, którzy broniliby jej przed wszelkim niebezpieczeństwem; mogła polegać tylko i wyłącznie na sobie. A strach z pewnością jej tego nie ułatwiał.
– Bzdura! – stwierdziła Chella, ale nie nalegała więcej. – Co pomyśli sobie mistrz Nathan, gdy usłyszy jak burczy ci w brzuchu?
– Może zapomni o tym, że ma na mnie nakrzyczeć – powiedziała Elyana, uśmiechając się niewinnie do starszej kobiety. Ta zaśmiała się na głos.
– Stłukę go tym wałkiem, jeżeli taki głupi pomysł wpadnie mu do głowy! – Chella machnęła wałkiem, trzymanym w dłoni dla podkreślenia swoich słów.
– Mam nadzieję, że to wystarczy, żeby go przestraszyć – rzuciła dziewczyna, wychodząc z kuchni. Za swoimi plecami usłyszała, jak kobieta wraca do krzyczenia na kucharza, który podczas ich rozmowy próbował wycofać się chyłkiem z zasięgu wzroku Chelli, co jednak mu się nie udało.
Księżniczka ucieszyła się, że to nie Nelina pilnowała teraz schodów. Była pewna, że prędzej czy później czeka ją niezbyt przyjemna rozmowa na temat dodawania różnych ziół do cudzych napojów, ale wolałaby, żeby to było trochę później.
Na jej widok z jednej ze skrzyń stojących przy ścianie zeskoczył młody mężczyzna, uśmiechając się szeroko i zastawiając jej drogę. Patrzył na nią rozbawiony, a radosne iskierki migotały w jego oczach.
– Cześć, Elyana! Jak leci? – zapytał, opierając się nonszalancko o skrzynię, gdy dziewczyna się przed nim zatrzymała.
– Nie pytaj, Caron – odpowiedziała, wzdychając ciężko, ale zaraz również się uśmiechnęła; rozmowy z nim zawsze poprawiały jej humor.
Elyana nie mogła zaprzeczyć: bardzo lubiła Carona. Był on starszy od niej o kilka lat. Chłopak był dość wysoki i mocno zbudowany. Włosy w kolorze ciemnego miodu miał jak zwykle rozczochrane, a orzechowo-brązowe oczy pobłyskiwały radośnie. Wiele osób uważało go za przystojnego; ona sama nie była pod tym względem wyjątkiem.
Odkąd przybyła do „Niedźwiedziej Nory”, zdążyła się z nim całkiem dobrze zaprzyjaźnić. Caron nauczył ją kilku przydatnych sztuczek, jak na przykład otwierania zamkniętych na zamek drzwi bez użycia klucza, czy też kradzieży komuś czegoś z kieszeni bez pozostania zauważonym. Elyana nie potrzebowała tego podczas pracy w kuchni; nie zakładała również, że gdy uda jej się wrócić na zamek, będzie wykorzystywała tego typu umiejętności. Niemniej jednak „lekcje” te stanowiły miły przerywnik w trudnej i męczącej pracy w kuchni i dziewczyna cieszyła się, że Caron poświęca jej swój wolny czas.
– No, słyszałem o twojej próbie ucieczki. – Chłopak uśmiechnął się szeroko, ale po chwili przybrał smutną i zmartwioną minę. – Nawet nie przyszłaś się ze mną pożegnać. Nieładnie, nieładnie…
– Nie chciałam uciec – prychnęła dziewczyna. – Siedzę w tych dwóch pokojach od kilku miesięcy, więc to chyba nic dziwnego, że chciałam w końcu stąd wyjść!
– No już, nie denerwuj się tak, żartuję przecież – roześmiał się Caron. – Ale Nathan czeka na ciebie, więc lepiej idź. Złapię cię później. – Z tymi słowami zszedł do głównej sali, pogwizdując wesoło. Elyana patrzyła za nim przez chwilę, po czym weszła na górę, gdzie znajdowało się biuro Nathana.
Przed drzwiami siedziało dwóch strażników, którzy zabijali nudę, grając w karty. Na widok dziewczyny uśmiechnęli się, nie przerywając gry. Najwyraźniej wiedzieli, że ma przyjść i nie robili jej problemów z przejściem.
Elyana weszła do pokoju, rozglądając się z zainteresowaniem. Nie była w tym pokoju od czasu, gdy Vico przyprowadził ją do „Niedźwiedziej Nory” tamtej pamiętnej nocy. Wszystko wyglądało jednak tak samo jak wtedy. Biurko było zarzucone różnymi papierami; wzdłuż ścian ciągnęły się regały, zastawione książkami. Po jednej stronie biurka stało proste, drewniane krzesło. Elyanie wydawało się, że to właśnie na nim siedziała te kilka miesięcy temu. Drugie krzesło bardziej przypominało fotel.
Za biurkiem, naprzeciwko wyjścia, obok regału, znajdowały się kolejne drzwi, w tym momencie lekko uchylone. Elyana próbowała zobaczyć, co tam się znajduje, ale nim zdołała cokolwiek dostrzec, drzwi otworzyły się szerzej.
Mężczyzna, który się w nich pokazał, również się nie zmienił. Łysina pobłyskiwała lekko w blasku rzucanym przez świece, w intensywnie zielonych oczach można było dostrzec niezwykłą inteligencję, a lekko przygarbione ramiona dodawały mu tylko powagi. Elyana miała wrażenie, że Nathan potrafi czytać jej w myślach, gdy za długo patrzy mu w oczy. Dziwnie zmieszana, opuściła wzrok i dygnęła lekko.
– Dzień dobry, mistrzu Nathanie – powiedziała drżącym głosem. Szybko przełknęła ślinę, chcąc pokonać nagłą suchość w gardle. W tej jednej chwili zrozumiała, dlaczego wszyscy wypowiadali się o nim z takim szacunkiem.
– A, Elyana, dobrze, że przyszłaś. Usiądź – rzekł mężczyzna, wskazując jej ręką na drewniane krzesło i samemu zajmując miejsce w swoim fotelu. Jednym ruchem odsunął papiery na bok biurka i spojrzał na siedzącą przed nim dziewczynę. Księżniczka ciągle nie podnosiła wzroku; w tej chwili o wiele bardziej interesowały ją własne stopy.
– Słyszałem, że próbowałaś wymknąć się poprzedniej nocy – powiedział Nathan spokojnym głosem, jakby rozmawiali o pogodzie. Elyana mimowolnie prychnęła lekko; powoli miała dosyć tego, że wszyscy zachowywali się tak, jakby popełniła nie wiadomo jakie przestępstwo. Poczuła jak całe zdenerwowanie ustępuje miejsca złości i irytacji.
– A nawet jeśli? Przecież nie jestem więźniem! – rzekła podniesionym głosem.
– Owszem, nie jesteś – przytaknął mężczyzna. Mówił spokojnie i powoli, jakby mówił do małego dziecka; w tym momencie Elyana czuła się właśnie jak małe, besztane dziecko. – Trzymamy cię tutaj dla twojego bezpieczeństwa. W czasie gdy cię ukrywaliśmy, Dhornijczycy wybrali burmistrza, który rządzi miastem w ich imieniu. Zabili każdego, kto w jakikolwiek sposób był związany z twoim ojcem. Każdego – powtórzył. Dziewczyna poczuła, że mimowolnie drży. – Nie muszę ci chyba mówić, co by się stało, gdyby się o tobie dowiedzieli – dodał jeszcze, patrząc jej prosto w oczy. Elyana, czując ten świdrujący wzrok, opuściła głowę. Wiedziała, że Nathan ma sporo racji: nie dość, że przez swoją lekkomyślność mogła stracić życie, to jeszcze, choć mężczyzna o tym nie wspomniał, naraziła również ich. Naiwnością byłoby sądzić, że Dhornijczycy nie będą chcieli ukarać tych, którzy ukrywali przed nimi poszukiwaną osobę.
Nathan dostrzegł malujące się na jej twarzy poczucie winy. Rozsiadł się wygodniej w fotelu i zaczął przyjaźnie:
– Powiedz mi, jak podoba ci się praca w kuchni.
– W porządku – odpowiedziała, nie wiedząc za bardzo, co innego mogłaby powiedzieć. Miała pewność, że przemyślenia na temat obierania ziemniaków i mycia podłogi go nie interesują. – Wszyscy są dla mnie bardzo mili. Jestem bardzo wdzięczna za udzielenie mu schronienia – dodała jeszcze po chwili, stwierdzając że dobrze będzie powiedzieć coś miłego. W końcu była księżniczką; umiejętne prowadzenie rozmów musiała mieć we krwi.
– To dobrze – stwierdził Nathan krótko. – Wierzę, że dobrze ci się to przysłużyło. Można byłoby jednak sprawdzić, czy mogłabyś robić coś innego – dodał po chwili, jakby cały czas zastanawiał się nad tym, czy to odpowiedni pomysł.
– Mam być kelnerką?
Coś na kształt uśmiechu przemknęło przez twarz mężczyzny, choć Elyanie trudno było wyobrazić go sobie śmiejącego się. Wydawało się jej, że powaga nigdy go nie opuszcza.
– Nie o tym myślałem – odpowiedział spokojnie, co tylko potwierdziło przypuszczenia dziewczyny, że coś musiało się jej przywidzieć. – Być może zauważyłaś, że nie prowadzimy tylko tej restauracji, ale zajmujemy się różnymi… innymi rzeczami.
Księżniczka zamyśliła się nad jego słowami, zastanawiając się, co też może mieć on na myśli. Owszem, czasami widziała z kuchni, jak na górę chodzą różni ludzie, ale brała ich za klientów lub kupców, którzy mieliby dostarczać towary do restauracji. Zaraz jednak skojarzyła, że większość z nich przychodziła późnym wieczorem lub nocą; nie raz i nie dwa, kiedy już leżała w łóżku, słyszała kroki nad głową, czasem nawet wielu osób. Klienci i kupcy nie przychodziliby do właściciela restauracji o tak dziwnych godzinach.
Gdy tak o tym myślała, do jej głowy wpadało coraz więcej faktów i sytuacji, które potwierdzały to, co wyraźnie zasugerował jej starszy mężczyzna. Strażnicy przy schodach i przed biurem Nathana. Jaki właściciel restauracji potrzebował strażników? I ten niezwykły sposób, w jaki Vico pukał do drzwi, gdy ją tu przyprowadził. Co innego mogło to być, jeśli nie hasło? Dziwne skrzynie stojące na korytarzu, do których nikt nie pozwalał jej zajrzeć, choć wiedziała, że w części z nich są składniki do gotowania. Zawsze wysyłano po nie kogoś innego; widocznie nie chcieli, żeby przypadkiem odkryła, co znajduje się w pozostałych.
No i sam Vico. Był on ostatnią osobą, którą podejrzewałaby o to, że mogłaby zajmować się jakąkolwiek uczciwą pracą. Na bogów, dokąd ona trafiła?
Z przestrachem spojrzała na Nathana. Ten jednak skinął lekko głową, tak jakby czytał w jej myślach i wiedział, do jakich wniosków udało jej się dojść.
– Najpierw musimy oczywiście sprawdzić, jak się do tego nadajesz – odezwał się mężczyzna po chwili milczenia, w czasie której Elyana zdała sobie ostatecznie sprawę, z kim ma do czynienia.
– Domyślam się – odpowiedziała nieco piskliwie; nerwowość za nic nie chciała ustąpić.
– Od teraz możesz swobodnie poruszać się po mieście, choć chyba nie muszę ci mówić, że musisz uważać na Dhornijczyków – rzekł Nathan. – Co prawda jest bardo możliwe, że już o tobie zapomnieli, ale lepiej uważać.
– Zapłacą za wszystko, co zrobili – warknęła Elyana, nie zastanawiając się za bardzo nad tym, co mówi. Każda wzmianka o wrogim królestwie, przez które całe jej życie legło w gruzach, sprawiała że bardzo łatwo traciła panowanie nad sobą.
– To potężni przeciwnicy, więc lepiej nie próbuj niczego głupiego – odrzekł ostro mężczyzna, patrząc na nią surowo. – I, co najważniejsze, nikomu nie powiesz, kim jesteś. Niektórzy wiedzą, a ci, którzy nie wiedzą, nie muszą. Jeśli ktoś będzie pytał, to mów, że tu mieszkasz, że podczas ataku straciłaś rodzinę i że teraz ja udzielam ci schronienia, rozumiesz? – Gdy Elyana skinęła głową, dodał: – A teraz idź do Chelli. Ona ci powie, co masz zrobić.
Nathan sięgnął po papiery, dając jej tym samym do zrozumienia, że rozmowa jest już skończona. Dziewczyna wstała więc z krzesła i ruszyła do wyjścia, ale zatrzymała się przy drzwiach. Nie miała pojęcia, czy powinna go o to zapytać; Nathan w gruncie rzeczy wyglądał jednak na porządnego człowieka, więc, być może, będzie w stanie coś tym zrobić.
Po kilku sekundach milczenia, w czasie których próbowała przezwyciężyć obezwładniające ją poczucie wstydu, choć zdawała sobie sprawę, że to nie ona powinna się wstydzić, zapytała cicho:
– Wiesz, co Vico zrobił tamtej nocy, prawda?
Mężczyzna nie odzywał się przez dłuższą chwilę. Elyana przypuszczała, że być może jej nie usłyszał, ale zauważyła, że choć co prawda wpatruje się on w leżące przed nim dokumenty, to jego oczy nie poruszają się.
– Dlaczego do tego wracasz? – odezwał się w końcu, ale nie patrzył na nią; jego głos był wyprany z jakichkolwiek emocji.
– Dlaczego? – powtórzyła dziewczyna z niedowierzaniem, czując ogarniającą ją falę złości. Odskoczyła od drzwi i przypadła do biurka, opierając na nim dłonie. Spojrzała z góry na Nathana, którego twarz przypominała kamienną maskę; z jakiegoś powodu zdenerwowało ją to jeszcze bardziej. – Chcę, żeby cierpiał za to, co mi zrobił! – krzyknęła, czując krew napływającą jej do twarzy.
Mężczyzna podniósł się powoli z fotela. Choć był od niej niewiele wyższy, to Elyana znów poczuła się jak rozkapryszone dziecko, które zaraz dostanie naganę. Wiedziała jednak, że nie może pozwolić mu tak po prostu jej zbyć. Nie tym razem.
– Przykro mi – powiedział krótko. Choć księżniczka widziała w jego oczach, że faktycznie jej współczuje, to zrozumiała też, że nie zamierza on w żaden sposób ukarać Vico.
– Nie potrzebuję twojej litości! – krzyknęła ponownie, czując pieczenie w kącikach oczu. Nie wiedziała tylko, czy są to łzy gniewu czy bezradności. – Gdybym była na twoim miejscu i wiedziała, że taki… taki śmieć dla mnie pracuje, to wywaliłabym go już dawno! Mógłbyś zrobić przynajmniej tyle!
– To był pierwszy raz, że coś takiego się stało – odrzekł Nathan, cały czas cierpliwym głosem. Westchnął jednak lekko; Elyana widziała, że ma on wyraźnie dość tej rozmowy i chce, żeby skończyła ją jak najszybciej.
– I co z tego? – prychnęła. – To niczego nie zmienia!
– Vico powiedział, że szukał zemsty i że było błędem to, co ci zrobił – odpowiedział, już trochę poirytowany. Usiadł ponownie w fotelu i sięgnął po papiery, kolejny raz dając jej znać, że rozmowa dobiegła już końca.
– Jestem pewna, że wyrzuty sumienia nie pozwalają mu spać – stwierdziła z przekąsem, nie ruszając się z miejsca.
– Śmierć czasem sprawia, że człowieka może zaślepić rozpacz – rzekł spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. Elyana dostrzegła w nich dziwny błysk, jakby mężczyzna nie do końca był obecny myślami; dziewczyna postanowiła to jednak zignorować.
– Własna śmierć na pewno zmartwi go bardziej – rzekła z wściekłością i zawiścią. Nie wiedziała, czy w tym momencie jest bardziej wściekła na Vico za to, co jej zrobił, na Nathana, że w ogóle nie był zainteresowany tym, żeby jej pomóc, czy też na siebie, że w ogóle poruszyła ten temat.
– Dlaczego z nim nie porozmawiasz? Powinniście to wyjaśnić między sobą – odpowiedział mężczyzna, tym razem już naprawdę zniecierpliwiony.
– Nie chcę z nim rozmawiać, chcę go zabić! – powtórzyła z uporem w głosie, czując narastające upokorzenie. Niezmiernie żałowała tego, że poruszyła ten temat.
– Zostawię to między wami – stwierdził Nathan i wrócił do czytania dokumentów. Elyana prychnęła ponownie i ruszyła do drzwi, chcąc jak najszybciej wyjść z tego pokoju. Zatrzymał ją jednak głos mężczyzny.
– Vico wie, że jesteś teraz pod moją opieką i możesz być pewna, że to się nie powtórzy – rzekł. – To wszystko, co mam do powiedzenia.
Dziewczyna milczała; w tym momencie nie wiedziała, czy bardziej nienawidzi Vico, czy Nathana. Nie chcąc powiedzieć czegoś, czego później będzie żałować, potrząsnęła tylko głową i wyszła, z całej siły zatrzaskując za sobą drzwi. Strażnicy spojrzeli na nią z zaskoczeniem, ale Elyana przeszła tylko obok nich, kolejny raz próbując przezwyciężyć łzy. Opanowała się jednak szybko; wiedziała, że Chella zaraz będzie ją wypytywać, co się stało, że płacze, a sama nie sądziła, że będzie w stanie opowiedzieć jej, o czym rozmawiała z Nathanem.
Stając w drzwiach kuchni była już opanowana; dla pewności otarła jeszcze oczy rękawem, po czym podeszła do Chelli. Kobieta najwyraźniej skończyła już krzyczeć na kucharza, gdy stała spokojnie przy piecu, bacznie obserwując pracę ludzi w kuchni; uśmiechnęła się szeroko na jej widok.
– No i jak poszło? – zapytała.
– Nienajgorzej – odpowiedziała Elyana zdawkowo, pomijając drugą część rozmowy. Szybko chciałaby zepchnąć ją w najgłębsze otchłanie umysłu.
– Ale co powiedził?! – krzyknęła nagle Chella, starając się zagłuszyć odgłos przewracających się garnków. Z niesmakiem spojrzała na drugiego z kucharzy, winnego całego zamieszania.
– Że zobaczymy, czy mogę dla niego pracować, i że mam się z tym zgłosić do ciebie.
Kobieta nic na to nie powiedziała. Zamiast tego, złapała ją delikatnie za ramię i zaprowadziła do pokoju, w którym spały. Obie usiadły na łóżku Elyany, po czym Chella zaczęła:
– Czyli Nathan uważa, że jesteś gotowa? No dobrze – prychnęła lekko, jakby nie zgadzając się ze zdaniem mężczyzny. Po chwili kontynuowała już o wiele bardziej rzeczowym głosem: – W związku z tym, że jesteś księżniczką, wiele osób na ulicy może cię rozpoznać, a tym samym, za kilka złotych monet, sprzedać Dhornijczykom. Wydaje mi się, że wolałabyś tego uniknąć.
Dziewczyna przytaknęła tylko ruchem głowy, choć na końcu języka miała uwagę, że po pracy w kuchni wygląda tak, że nie ma ryzyka, by ktokolwiek podejrzewał, że może mieć królewskie pochodzenie; powstrzymała się jednak.
– Żeby nie ściągać na siebie niechcianych spojrzeń, dobrze będzie udawać biedaka. Ludzie nie będą na ciebie patrzeć, jeśli będziesz ubrana w łachmany, a twoja skóra będzie pokryta błotem. Musisz się więc przebrać za żebraczkę – stwierdziła Chella triumfalnie.
Elyana bardzo starała się nie pokazać swojego niezadowolenia, wywołanego pomysłem kobiety. Ta nie zwróciła na to jednak najmniejszej uwagi, ciągnąc swój wywód.
– Pobrudzić się nie będzie trudno, ale ubiór może stanowić pewien problem. Odkąd Dhornijczycy zajęli miasto, pozbyli się większości żebraków albo wsadzając ich do więzienia, albo po prostu zabijając. Portowa dzielnica straciła chyba połowę mieszkańców w tamtym czasie – stwierdziła Chella ponuro i zamilkła na chwilę, dziewczyna zaś zamyśliła się.
Dhornijczycy w niezwykle brutalny i szybki sposób pozbyli się ludzi żebrzących na ulicach. Elyana zdawała sobie sprawę z tego, że w Betancurii musieli być jacyś żebracy, choć nigdy nie przypuszczała, że mogło być ich aż tylu. Niemal natychmiast nasunęło się jej pytanie, dlaczego jej ojciec nic z tym nie robił. W gruncie rzeczy nie wiedziała, czy faktycznie niczego nie robił; nie była oczywiście dopuszczana do spraw państwowych.  Kojarzyła tylko jedną wojnę. A potem kolejną. I następną.
– Tak czy inaczej, jeśli nie uda ci się trafić na jakiegoś żebraka w porcie, możesz spróbować dostać jakieś przebranie w sklepie Gastona, ale on pewnie będzie chciał dostać za nie całkiem sporo pieniędzy. O właśnie, przy okazji – Chella uśmiechnęła się ciepło i wyszła na kilka chwil do swojego pokoju. Gdy wróciła, wcisnęła dziewczynie do ręki kilka złotych monet.
– To za pracę tutaj, dziecko – powiedziała, przytulając ją mocno. – Tylko nie wydaj wszystkiego naraz! – dodała, wstając i wychodząc do kuchni, zatrzymała się jednak przy drzwiach i spojrzała na nią z poważną miną. Elyana przerwała zapinanie płaszcza.
– Pamiętaj też, żebyś uważała na marynarzy, gdy będziesz w porcie. Odkąd Dhornijczycy pozamykali wszystkie domy publiczne w mieście, stali się oni dość… zdesperowani – rzekła kobieta, cały czas spoglądając na nią z troską.
Pomimo poruszonego przez Chellę tematu, Elyanie zrobiło się przyjemnie, gdy zobaczyła, że ktoś się o nią martwi. Ostatnią osobą, którą obchodziło jej bezpieczeństwo, był jej ojciec, gdy rozmawiał z nią na kilka dni przed upadkiem miasta.
– Będę ostrożna, obiecuję – rzekła dziewczyna, uśmiechając się uspokajająco do Chelli, i jednocześnie notując sobie w pamięci, żeby dla pewności w pierwszej kolejności zaopatrzyć się w sztylet.
– To dobrze – kobieta kiwnęła głową, choć zaniepokojenie jeszcze nie całkiem zniknęło z jej twarzy. Nie powiedziała jednak już nic więcej, tylko wyszła do kuchni.
Elyana szybko dokończyła zapinać płaszcz, czując ogarniające ją powoli uczucie podniecenia. W końcu uda się jej się wyjść na świeże powietrze, poza cztery ściany jej niewielkiego pokoju i ciągle gwarnej kuchni.
Dziewczyna zbiegła po schodach i wpadła na główną salę, po raz pierwszy widząc ją zapełnioną gośćmi. Dziewczyna szybko zorientowała się, że ma do czynienia z lepiej usytuowanymi ludźmi, najprawdopodobniej kupcami, może też z kimś z drobniejszej szlachty; ci bogatsi raczej jadali w domach posiłki przygotowane przez służbę.
Księżniczka nie przyglądała się sali zbyt długo. Niemal biegiem dopadła do drzwi i wyszła na zewnątrz. Drobna, zimna i nieprzyjemna mżawka natychmiast zwilżyła jej twarz, przez co dziewczyna naciągnęła mocniej kaptur i otuliła się płaszczem.
Już dawno nie czuła się tak dobrze.

3 komentarze:

  1. Może lepiej umieścić informacje o grupie docelowej i kanonie gdzieś w kolumnie albo na górze, by się tak nie powtarzać? Mówiąc szczerze, czytanie tego po raz enty jest trochę irytujące.

    Na miejscu Elyany postępowałabym zupełnie inaczej, ale pewnie ma też racjonalne pobudki. Oni jej pomogli (choć z Vico było, jak było), a ta dosypuje czegoś Chelli? A jakby źle dawkę wymierzyła? Przecież to jednak jeszcze dziecko, księżniczka, chyba że często ludzi usypiała... No i dokąd, dziewczyno, pójdziesz, jak tę Norę opuścisz, hm? Gdzie Ci będzie lepiej? Patrzenie na Vico z pewnością nie jest przyjemne, ale dziewczyna przecież zaskakująco dobrze trzyma się po gwałcie. Jest jedynie wściekła i marzy o zemście. Przynajmniej na razie.

    Wcale nie mówię do postaci, wcale...

    Agr. Nie lubię przeskoków czasowych, bardzo, bardzo, bardzo, ale ten ma chociaż jakiś cel i pokazujesz, że Elyana ma mózg i nie podejmuje pochopnych decyzji.

    Ach, skrzypiące deski od zawsze utrudniały życie fikcyjnym postaciom.

    Dobrze, że to tylko kelnerka. Spodziewałam się Vico i ataku złości na Elyanę. Brak koszmarów, mmh, niech ucieka codziennie.

    Naprawdę lubię Chellę, coraz bardziej, jest takim pozytywnym promyczkiem w brutalnym świecie. Ciekawe, czy rozwiniesz wątek Carona.

    Boję się, co wyniknie z tej nienawiści Elyany. Jeszcze zrobi coś głupiego i to się na niej odbije. Jest trochę niewdzięczna, ale nie potrafię jej ganić.

    Zostawmy techniczną stronę opowiadania, powtórzenia, ortografy i przecineczki... Opowiadanie zaczyna się rozwijać. Nie mam pojęcia, w którą stronę zmierza akcja. Naprawdę nie wiem, czego mogę się spodziewać i to jest najlepsze. Portrety psychologiczne postaci są wiarygodne, a ludzkość bohaterów to bardzo istotna kwestia. Wiem tyle: nie będzie kolorowo, ale za to interesująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zamiar dodać zakładkę z odpowiednim komunikatem; wcześniej miałam spore problemy z ogarnięciem Bloggera, więc nie chciałam, żeby przypadkiem coś mi się posypało.

      No właśnie to wszystko ma pokazywać, że księżniczka jest nieodpowiedzialna; po prostu miała szczęście, że nie przesadziła z dawką i nie otruła Neliny (nie Chelli). ;)

      Tak, Elyana jest niewdzięczna, ale przez to jej zachowanie chcę pokazać, że ona wcale nie zdaje sobie sprawy, że w tym momencie prawie nikogo nie obchodzi fakt, że jest księżniczką.

      Wiem, skrzypiąca deska to klasyk, ale nie mogłam się oprzeć temu, żeby nie użyć tego motywu. :P

      Tak, na techniczną stronę spuszczamy zasłonę milczenia. Od połowy sierpnia zaczynam poprawki, no i oczywiście, tak jak obiecałam, lekturę Twojego tekstu.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Faktycznie, zaspałam. Za Chellę miałaby ode mnie jeszcze większą burę, hah.

      U siebie w domu mam nawet kilka skrzypiących desek, więc wybaczę.

      Usuń