niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 4

Witam serdecznie kolejny raz. Tradycyjnie zapraszam do lektury i proszę o wskazanie wszelkich błędów, które zauważycie podczas czytania.
Przypominam, że opowiadanie zostało napisane na podstawie modułu „A Dance with Rogues”, stworzonego przez Valine, do gry Neverwinter Nights i zdecydowanie nie jest przeznaczone dla osób niepełnoletnich.

***

Elyana z ciekawością rozglądała się dookoła, nie zważając na mżący deszcz. Uliczki z jednej strony wydawały się jej obce, z drugiej zaś w niezwykły sposób znajome. Wtedy też zdała sobie sprawę z tego, że nie przypomina sobie sytuacji, w której oglądałaby je z perspektywy zwykłego pieszego. Nigdy nie opuszczała terenów zamku samotnie; zawsze podróżowała w towarzystwie rodziców i służących i, przede wszystkim, w powozie.
Na ulicach, pomimo dość nieprzyjemnej pogody, było wielu ludzi. Dziewczynie rzuciło się w oczy, że starają się oni omijać dhornijskich żołnierzy, którzy patrolowali miasto w dwójkach lub trójkach. Dopiero wtedy też zauważyła, że jest ich naprawdę sporo, przechadzających się lub stojących, lustrujących otoczenie i przechodniów wrogimi spojrzeniami.
Księżniczka poczuła, że mimowolnie drży, bynajmniej nie z zimna. Otuliła się tylko mocniej płaszczem i pochyliła głowę, chcąc ściągać na siebie jak najmniej uwagi. Wolała nie myśleć, co mogłoby się stać, gdyby któryś z Dhornijczyków ją rozpoznał.
Po kilkunastu minutach krążenia po uliczkach Elyana wyszła na niewielki ryneczek. Kupcy starali się jak najdokładniej okryć swoje towary, żeby ochronić je przed deszczem, ale i tak nie przynosiło to pożądanych efektów; zaczął zrywać się dość mocny wiatr, którego dziewczyna nie odczuwała między wąskimi uliczkami.
Nie mogąc trafić na żaden drogowskaz lub tabliczkę, które informowałyby ją, gdzie dokładnie znajduje się sklep Gastona, Elyana zdecydowała się zapytać o to jednego z przechodniów. Czuła się trochę niepewnie; wszystkie ostrzeżenia Nathana i Chelli dzwoniły jej w głowie i nie mogła pozbyć się myśli, co się stanie, jeśli ktoś ją rozpozna. Jeśli zacznie uciekać, tym samym potwierdzi te podejrzenia, ściągając na siebie niewyobrażalne kłopoty. Jeśli zacznie zaprzeczać, to kłótnia może przyciągnąć Dhornijczyków, pilnujących porządku na ulicach.
W ferworze tych myśli księżniczka zorientowała się, że kobieta, którą spytała o drogę, wskazała jej pierwszą uliczkę w lewo i odeszła bez słowa, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem. Dziewczyna odetchnęła cicho i ruszyła we wskazany kierunku, notując sobie jednocześnie w pamięci, że na rogu znajduje się sklep płatnerza, gdzie będzie mogła kupić sobie broń.
Sklep „U Gastona” rzucił się jej w oczy, gdy tylko odrobinę zagłębiła się w uliczkę. Wyróżniał się on na tle ponurych, szarych budynków niezwykle kolorową wystawą. Elyana z zachwytem przyglądała się wystawionym na pokaz sukniom. Przypominały jej suknie balowe, które miała na zamku, choć te jej nie były aż tak ozdobne, jak te na wystawie.
Tkaniny mieniły się niemal wszystkimi kolorami; sprawiały wrażenie, jakby były utkane z chmur, tak lekko i zwiewnie wyglądały. Księżniczka, straciwszy poczucie czasu, przypatrywała się im ciągle, choć wiedziała, że i tak nie stać jej na to, żeby kupić tam chociaż rękawiczkę. W tym momencie była pewna, że oddałaby praktycznie wszystko, żeby tylko odzyskać należną jej władzę i pozycję, odebrane jej przez dhornijskich najeźdźców. Nie wiedziała jednak jeszcze, jak tego dokonać: żołnierze wypuszczali z miasta tylko nieliczne osoby, wpuszczali również niewiele. Nawiązanie kontaktów z jakimkolwiek sojuszniczym królestwem też było praktycznie niemożliwe; wszystkie wiadomości były czytane przez Dhornijczyków, a żeby uzyskać jakąkolwiek pomoc, musiałaby ujawnić swoją tożsamość, co oczywiście nie wchodziło w rachubę, nie wspominając o tym, że tak czy inaczej trudno byłoby jej potwierdzić królewskie pochodzenie. Poza tym nie było też pewności, że ktokolwiek chciałby ryzykować wywołanie wojny z potężnym cesarstwem Dhornu.
Dziewczyna westchnęła ciężko, ostatni raz rzucając tęsknym wzrokiem na suknie. Kątem oka dostrzegła wtedy wyraźnie swoje odbicie w szybie. Twarz miała bladą i wychudzoną, usta spękane, a oczy podkrążone. Włosy, wcześniej jej największy powód do dumy, jej miękkie i lśniące fale, zostały bezlitośnie ścięte przez Chellę w noc, kiedy Vico przyprowadził ją do „Niedźwiedziej Nory”. Przez te pół roku wprawdzie trochę odrosły, ale za to sterczały niemal we wszystkie strony, przez co wyglądała tak, jakby przed chwilą wstała. Jedynym pocieszeniem był fakt, że sięgały jej już do ramion, dzięki czemu mogła je związać i choć odrobinę w ten sposób nad nimi zapanować.
Z nagłym przypływem gniewu odwróciła się i ruszyła z powrotem w kierunku rynku. Nie było szans na to, żeby ktokolwiek uwierzył w to, że pochodzi z rodziny królewskiej. Jej samej, gdy tylko widziała w lustrze swoje odbicie, trudno było uświadomić sobie, że jeszcze pół roku temu wszystko wyglądało zupełnie inaczej, łącznie z nią samą.
Elyana weszła do płatnerza, Igora Wilkino, jak głosiła tabliczka umiejscowiona po prawej stronie drzwi. Wewnątrz było o wiele cieplej niż na dworze i księżniczka niemal natychmiast poczuła, jak kosmyki przyklejają się jej do czoła. Zdjęła płaszcz i, przerzuciwszy go sobie przez rękę, weszła w głąb pomieszczenia.
Źródło gorąca szybko stało się dla niej jasne, gdy dostrzegła ogromny piec i buchające z niego płomienie, które miały za zadanie roztapiać stal, używaną do wytwarzania broni.
Przy kowadle stał potężnie zbudowany mężczyzna o rudych włosach. Dziewczyna nie widziała jednak jego twarzy, gdyż był on odwrócony do niej plecami. Jak się domyślała, musiał być to właściciel sklepu.
– Zaraz podejdę! – krzyknął donośnym, niskim, ale przyjemnym dla ucha głosem, nie przerywając miarowego uderzania młotem. Księżniczka przytaknęła tylko, niemal natychmiast zdając sobie sprawę z tego, że Igor przecież i tak tego nie zobaczy. Nie wiedząc, ile czasu zajmie mu jeszcze kucie broni, zaczęła uważnie rozglądać się po pomieszczeniu, ostatnim spojrzeniem lustrując nagie plecy mężczyzny, błyszczące w blasku ognia od potu powstałego zarówno od wysokiej temperatury, jak i wysiłku fizycznego. Wyraźnie widziała poruszające się w rytm uderzeń mięśnie, wyrobione w pracy w kuźni. Przypomniało się jej, jak jedna z dziewczyn pracujących w kuchni, starsza od niej o dwa, może trzy lata, opowiadała jej o kilku poznanych mężczyznach i jak przejęta była ich budową i muskulaturą. Ona sama nie widziała w tym nic fascynującego. Wzruszając lekko ramionami, przeniosła wzrok na ściany.
Były one obwieszone wieloma rodzajami broni, zarówno tymi jej znanymi, jak i takimi, które pierwszy raz w życiu widziała na oczy. Każda z nich wyglądała wspaniale. Płomienie odbijały się w ich ostrzach i migotały, przez co sama stal wyglądała tak, jakby płonęła. Dziewczyna podeszła do rzędu, w którym wisiały sztylety; wiedziała, że będzie miała szczęście, jeśli będzie ją stać na chociaż tak niewielką broń.
Ich ostrza prezentowały się doskonale. Płomienie odbijały się w nich i migotały, przez co sama stal wyglądała tak, jakby płonęła; księżniczka była pewna, że musiały być magiczne.
– W czym mogę pomóc? – rozległ się głos za jej plecami. Dziewczyna, pogrążona w oglądaniu sztyletów, nie zdała sobie sprawy z tego, że przestała słyszeć regularne, donośne uderzenia młota. Elyana odwróciła się i spojrzała na mężczyznę. Zarzucił już na siebie poszarzałą koszulę, ale na odsłoniętych fragmentach klatki piersiowej, widocznej dzięki rozdarciu materiału, zobaczyła, oprócz rudawych włosków, wyraźne blizny po oparzeniach. Przypuszczała, że mogły one powstać w wyniku pryśnięcia rozgrzanego do czerwoności i płynnego metalu, ale nie była tego pewna, a wydawało się jej, że byłoby wielkim nietaktem o to zapytać.
– Chciałam kupić broń – powiedziała, przenosząc wzrok na twarz rozmówcy. Ciemnobrązowe, inteligentne oczy spoglądały na nią z rozbawieniem, ale w miły sposób. Igor uśmiechał się uprzejmie typowym uśmiechem handlarza chcącego coś sprzedać, choć zmarszczki wokół oczu świadczyły o tym, że śmiał się dużo i często także poza interesami. Jego twarz również nie była wolna od oparzelizn, ale nie były one aż tak widoczne jak te na torsie.
– Jesteś u płatnerza. Zdziwiłbym się, gdybyś chciała kupić chleb – zaśmiał się, przyglądając się jej uważnie. Dziewczyna poczuła się nieswojo; strach, że zostanie rozpoznana, powrócił. Było to na tyle silne uczucie, że fakt, że zupełnie obcy człowiek zwrócił się do niej na „ty”, nie zrobił na niej aż takiego wrażenia. Do tej pory zawsze, gdy rozmawiała z kimś obcym, to jej rozmówca zachowywał wszelkie normy i zwracał się do niej „pani” lub „księżniczko”, a czasami „wasza wysokość”, gdy ktoś nie do końca znał się na dworskiej nomenklaturze.
Igor odczytał jej milczenie jako złość. Zaśmiał się raz jeszcze i uniósł ręce w obronnym geście.
– No już dobrze, nie ma na co się obrażać. Jakiej broni szukasz? – zapytał rzeczowym tonem, spoglądając na wiszące egzemplarze. – Sztyletu?
Elyana przytaknęła. Igor uśmiechnął się do niej raz jeszcze i podał jej broń o długim, eleganckim ostrzu, lśniącym lekko niebieskawym blaskiem. W rękojeści tkwił pięknie oszlifowany szafir.
– Polecam ten – stwierdził mężczyzna, podając jej go do ręki. – Trzyma się go bardzo wygodnie, a ukłuć potrafi jak mało który.
– Nie stać mnie na niego – westchnęła dziewczyna, patrząc tęsknym wzrokiem na sztylet, który podobał się jej bardzo. Poczuła, jak płoną jej policzki; nie sądziła, że może to być aż tak zawstydzające uczucie, nie mieć na coś pieniędzy. W poprzednim życiu po prostu dostawała to, na co miała ochotę. Teraz wszystko wyglądało inaczej.
Igor spojrzał na nią dziwnie, nie powiedział jednak słowa. Odwiesił sztylet na miejsce i sięgnął po kolejny. Był on o wiele skromniejszy od tego poprzedniego, ale i tak wyglądał wspaniale.
– W takim razie może ten? Bardzo elegancki i poręczny, jedynie za pięćset sztuk złota
Księżniczka jęknęła w duchu. Pięćset było zdecydowanie za dużą kwotą w porównaniu z czterema sztukami złota, które zaciskała mocno w dłoni, schowanej w kieszeni. Nie sądziła, żeby mężczyzna chciał zejść aż tyle z ceny.
– A nie ma pan czegoś tak do czterech sztuk złota? Bo tylko tyle mam – dodała szeptem, czując że jej policzki kolorem są zbliżone do czerwonych płomieni nadal buchających z pieca.
– Do czterech? Coś mógłbym znaleźć – mruknął i wyszedł na chwilę do niewielkiego schowka, sąsiadującego z głównym pomieszczeniem. Po kilku minutach wrócił do niej i podał jej niewielki, niepozorny sztylet z ostrzem wyszczerbionym z jednej strony. W porównaniu z tymi wystawionymi na ścianie wyglądał on po prostu żałośnie.
– Ten kosztuje trzy. Wygląda niespecjalnie, ale swoje zadanie spełnia – stwierdził Igor, znów przypatrując się jej uważnie. Uśmiech zniknął z jego twarzy. – Dla kogo ten sztylet? – zapytał, gdy Elyana podała mu pieniądze.
– Dla mnie – odrzekła niepewnie, nie mając pojęcia, o co mu chodzi. Wyciągnęła dłoń po broń, ale mężczyzna nie zareagował.
– Dla ciebie? – powtórzył z niedowierzaniem. – Po co?
– To chyba moja sprawa? – warknęła. – Ale jeśli chcesz wiedzieć, to chcę mieć czym się bronić.
Mężczyzna skinął głową, ale nie wyglądał na przekonanego; wciąż nie podawał jej ostrza.
– Skąd masz pieniądze? – zapytał. – Skoro nie jesteś służącą, to pewnie ukradłaś, co?
Dziewczyna spojrzała na niego z wściekłością, nie wierząc w to, co właśnie usłyszała. Nie dość, że ten człowiek wziął ją najpierw za służącą, to teraz jeszcze za złodziejkę? Ostatkiem sił zwalczyła w sobie nagłą chęć wykrzyczenia mu w twarz, kim jest.
– Zarobiłam – powiedziała, próbując zachować panowanie nad sobą. – Pracuję w „Niedźwiedziej Norze” w kuchni. Możesz zapytać Chelli albo mistrza Nathana, jeśli mi nie wierzysz, ja tu mogę zaczekać.
Elyana nie wiedziała, co stało się w następnej chwili. Igor zaśmiał się ponownie oraz podał jej sztylet wraz z pieniędzmi, które za niego zapłaciła.
– To wszystko wyjaśnia – rzekł, klepiąc ją przyjacielsko po ramieniu. – Pozdrów go ode mnie, jak go zobaczysz. Jak w ogóle masz na imię?
– Elyana – wypaliła, nim zdążyła zorientować się, co właśnie robi. Z przestrachem spojrzała na Igora, ale on nie dał niczego po sobie poznać, tylko uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Dobrze. Jak będziesz czegoś jeszcze potrzebować, to wpadnij do mnie. I jeszcze jedno – dodał, gdy księżniczka, ciągle przeklinając się w duchu za swoją głupotę, ruszyła w stronę wyjścia. – Pamiętaj, żeby nie biegać z bronią na wierzchu, gdyż przyciąga to Dhornijczyków jak lep na muchy, a mogą cię za to wtrącić do więzienia. Wyciągaj ją tylko w przypadkach, gdy już nie będzie innego wyjścia, dobrze ci radzę.
Dziewczyna przytaknęła, zakładając płaszcz i chowając broń do pochwy, którą Igor dał jej do kompletu. Spotkanie z Dhornijczykami było ostatnią rzeczą, na którą miała ochotę.
Elyana z radością przywitała chłodne, wilgotne powietrze, gdy wyszła na dwór. Stanowiło ono niezwykle miłą odmianę po gorącu panującym u Igora; miała tylko nadzieję, że nie złapie zaraz przez te zmiany temperatury przeziębienia. Dopiero co udało jej się wyrwać na wolność i nie miała ochoty wracać po jednym dniu do „Niedźwiedziej Nory”.
***
Księżniczka skierowała swoje kroki do Portu. Była tam tylko kilka razy: albo odwiedzić z rodzicami jakąś szlachecką rodzinę, albo popływać statkiem; zawsze jednak ktoś jej towarzyszył. Teraz była sama, zdana tylko i wyłącznie na siebie. Nie czuła się zbyt pewnie; cały czas zaciskała dłoń na rękojeści sztyletu, co choć trochę pomagało jej opanować drżenie rąk. W tym momencie zdała sobie sprawę, że miała szczęście, że jej ucieczka została udaremniona – gdyby jej się udało, z pewnością wróciłaby szybciej, niż by tego chciała.
Elyana wyprostowała się trochę, chcąc dodać sobie w ten sposób odwagi i rozejrzała się dookoła.. Dzielnica wyglądał w miarę normalnie i nie wydawała się być mocno zniszczona podczas ataku Dhornijczyków. Przypuszczała jednak, że mogło to wynikać stąd, że być może wrodzy żołnierze zamierzali po prostu zająć te domy dla siebie podczas stacjonowania w Betancurii.
Uwagę dziewczyny przyciągnęło kilkuosobowe zbiegowisko, tuż przy kanale, na jakie podzielona była rzeka, oddzielająca tym samym port od domów zamieszkiwanych przez bogatszych obywateli, a także niektóre rodziny szlacheckie, których większość żyła jednak w zachodniej części miasta.
Gdy księżniczka podeszła bliżej, szybko stało się dla niej jasne, skąd to zamieszanie, Między ludźmi leżało ciało Dhornijczyka, ociekające wodą. Było ono już białawe i napuchnięte, a na szyi, między fałdami skóry, można było dostrzec głęboką ranę. Przy żołnierzu klęczało dwóch innych Dhornijczyków, którzy w milczeniu starali się położyć ciało na prowizorycznie przygotowanych noszach.
Do uszu Elyany dotarły krótkie komentarze i uwagi, rzucane przez przyglądających się wszystkiemu gapiów.
– Znaleziono go dziś rano…
– Ktoś go musiał zamordować, widzicie to cięcie na szyi?
– Lepiej nie stać tu zbyt długo, nie ma co ściągać na siebie podejrzeń.
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, gdy usłyszała ostatni głos tuż przy uchu, ale nie zobaczyła nikogo. Postanowiła jednak posłuchać tej rady, zwłaszcza że dhornijscy żołnierze w końcu ułożyli ciało kolegi na noszach. Szybko zawróciła i ruszyła w stronę mostu, łączącego główny port ze zwyczajną częścią miasta. Cały czas powtarzała sobie, że nie powinna biec, żeby nie przyciągać uwagi, ale trudno jej było się przed tym powstrzymywać.
Na samym moście musiała zwolnić; był on dość wąski i krążyło po nim sporo ludzi, co właściwie udaremniało nawet szybszy marsz. Najpierw ją to trochę zirytowało, potem stwierdziła, że dzięki temu może być trudniej ją zauważyć.
– Pani Elyano! Pani Elyano! Proszę zaczekać! – rozległ się nagle piskliwy głos, niewątpliwie należący do dziecka. Księżniczka miała wrażenie, że ziemia ucieka jej spod nóg, a twarz zaczyna płonąć. Wydawało się jej, że wszyscy się na nią patrzą, zdecydowała się więc udawać, że to nie o nią chodzi i dalej szła naprzód.
Głos nie ustawał w swych nawoływaniach i zbliżał się coraz bardziej, aż w końcu dziewczyna zobaczyła, kto tak uparcie ją wołał: był to chłopczyk, na oko siedmio-ośmioletni, z gęstą, brązową czupryną. Gdy podszedł bliżej, dostrzegła że w ręku trzyma on wymiętą kartkę.
– Pani Elyano! Dobrze, że panią znalazłem! – wykrzyknął zdyszany. Wykorzystując fakt, że dziecko łapało oddech, księżniczka przyklęknęła przy nim i powiedziała:
– Nie krzycz tak! Skąd w ogóle znasz moje imię? – dodała, gdy chłopiec spojrzał na nią wytrzeszczonymi ze strachu oczami.
– Taki jeden pan mi powiedział, jak ma pani na imię i jak pani wygląda – odrzekło dziecko, cały czas wystraszone.
– Pan? Jaki pan? Jak wyglądał? – zapytała Elyana o wiele spokojniej, nie chcąc dalej go straszyć, choć w tym momencie miała wrażenie, że ona sama jest bardziej przerażona niż ten chłopiec. Ktoś wiedział, kim ona jest, jak wygląda i gdzie można ją znaleźć, Nie wróżyło to niczego dobrego.
– Był wysoki i miał ciemne włosy i wyglądał… No, wyglądał jak zwykły pan. Kazał przekazać pani tę wiadomość – dodał i uśmiechnął się szeroko, wyciągając do niej dłoń z pogniecioną kartką.
– To wiele wyjaśnia – westchnęła Elyana ciężko, ale wzięła od chłopca pergamin. Już miała go rozwinąć i przeczytać, kiedy spostrzegła, że chłopczyk ciągle stoi obok niej z wyciągniętą przed siebie rękę i patrzy na nią błagalnie z nieśmiałym uśmiechem. Przez chwilę nie miała pojęcia, o co może mu chodzić, ale po kilku sekundach nagle ją olśniło i sięgnęła do kieszeni płaszcza, w której miała otrzymane od Chelli monety i wyjęła jedną, starając się odegnać od siebie myśl, że zostaną jej tylko trzy.
Chłopiec radośnie wykrzyknął szybkie podziękowania, po czym niemal momentalnie zniknął w tłumie ludzi. Dziewczyna zdecydowała, że przeczyta wiadomość dopiero jak zejdzie z mostu, żeby już dłużej nie hamować ruchu. Szybko schowała niewielką kartkę do kieszeni i ruszyła, mając nadzieję, że całe zamieszanie nie ściągnęła na nią zbyt wiele uwagi. Na szczęście nikt nie przyglądał się jej dłużej niż było to konieczne.
Gdy Elyana znalazła się już po drugiej stronie mostu, poczuła się tak jakby znalazła się w zupełnie innym mieście. Uliczkami krążyli marynarze o najróżniejszej karnacji, kupcy zachwalali swoje towary i przekrzykiwali siebie nawzajem, a przy ich straganach zatrzymywali się przechodnie i oglądali wystawione przez kupców produkty. W tym tłumie ginęli nawet Dhornijczycy, którzy, jak zwykle, parami lub w trójkach patrolowali ulice.
Dziewczyna wynurzyła się z tej barwnej masy ludzi i odeszła na bok, chcąc w spokoju przeczytać wiadomość. Wyjęła nieco pognieciony i pobrudzony zwitek pergaminu z kieszeni, kompletnie nie mając pojęcia, czego właściwie mogłaby się spodziewać. Pierwszą rzeczą, która przyszła jej na myśl, było to, że ktoś ją rozpoznał i teraz będzie próbował ją szantażować, grożąc zdradzeniem jej tożsamości Dhornijczykom.
Księżniczka spróbowała szybko odsunąć od siebie tę myśl, czując że miękną jej nogi w kolanach. Przekonywała samą siebie, że takie gdybanie do niczego dobrego jej nie doprowadzi, i w końcu, lekko drżącymi dłońmi, rozwinęła kartkę.

„Spotkaj się ze mną dziś w nocy przy Starym Nabrzeżu. Muszę z Tobą omówić bardzo ważną sprawę.
Przyjaciel.
PS To nie jest pułapka.”

Elyana zwinęła pergamin i wsunęła go do kieszeni, kompletnie nie wiedząc, co ma o tym wszystkim myśleć. Wiadomość ta doskonale pasowała do jej teorii o możliwym szantażu, a nawet i o doprowadzeniu jej wprost w ręce Dhornijczyków, skoro tajemniczy nadawca proponował jej spotkanie w nocy w rzadko uczęszczanym miejscu. Jego zapewnienia o tym, że to nie jest pułapka, tylko potwierdzały, że to jest zasadzka. Wszystkie zmysły wręcz krzyczały w niej, że nie powinna tam iść.
Z drugiej strony nie mogła oprzeć się temu, żeby przyjść, i wiedziała, że nigdy nie wybaczyłaby sobie, gdyby nawet nie spróbowała dowiedzieć się, o co chodzi. Obiecując samej sobie, że jeszcze to sobie przemyśli, zwłaszcza że do nocy było mnóstwo czasu, dziewczyna wbiła się z powrotem w tłum, rozglądając się na wszystkie strony w poszukiwaniu jakiegokolwiek żebraka, od którego mogłaby zdobyć potrzebne jej ubranie.
Zgodnie z przewidywaniami Chelli, nie było to łatwym zadaniem. Dhornijczycy najwyraźniej bardzo skrupulatnie zajęli się problemem biedaków na ulicach; Elyana wątpiła w to, że żołnierze zdecydowali się przydzielić każdemu z żebrzących dom.
Krążąc tak, księżniczka opuściła w końcu tłum ludzi i znalazła się w typowo portowej części. Więcej było tu marynarzy i dokerów, zajętych wnoszeniem i znoszeniem ładunków na statki i ze statków. Przenosili oni towary do magazynów, rozmieszczonych w porcie, skąd, jak przypuszczała, trafiały później do poszczególnych kupców. Elyana zaczęła zastanawiać się, czy Dhornijczycy próbowali może zamknąć port, żeby odciąć Betancurię od wszelkich dostaw, wyglądało jednak na to, że wszystko było w porządku. Żołnierze, oczywiście, byli obecni na ulicach, ale nie wydawali się być zainteresowani tym, co jest przywożone. Dziewczyna wzruszyła lekko ramionami; może nie chcieli doprowadzić do całkowitego upadku miasta.
Księżniczka zatrzymała się nagle, przyglądając się stojącemu przed nią budynkowi i zastanawiając się, co jej w nim nie pasuje. Zerknęła na szyld; był on w kształcie serca, pomalowanego różową farbą, choć Elyana przypuszczała, że wcześniej była to czerwień, która po prostu trochę wyblakła. W samym środku szyldu wyryty był napis „Dziki kociak”. Drzwi były zabite grubymi deskami i dziewczyna zdała sobie sprawę, że to był właśnie element, który jej nie pasował: żaden inny budynek, który widziała do tej pory, nie był zamknięty w ten sposób.
Do jednej z desek, trochę krzywo, przybita była tabliczka. Elyana podeszła, chcąc zobaczyć, co jest na niej napisane.

„Z rozkazu rządu dhornijskiego wszystkie domy publiczne w mieście zostały zamknięte.”

Dom publiczny! Dziewczyna przypomniała sobie słowa Chelli, która ostrzegała ją przed zapuszczaniem się samotnie do portu, gdyż wszystkie przybytki tego typu zostały zamknięte, przez co marynarze byli trochę zdesperowani.
Szybko odeszła od drzwi, nie chcąc ściągać na siebie spojrzeń zarówno żeglarzy, jak i żołnierzy. Przypuszczała, że zbyt długie stanie przed zamkniętymi drzwiami domu publicznego mogłoby być zrozumiane trochę opacznie.
Księżniczka szła dalej, powoli tracąc już nadzieję, że uda jej się trafić na jakiegokolwiek żebraka. Zastanawiała się, czy nie byłoby dobrym pomysłem posprawdzać magazyny, gdyż, być może, ukryli się oni tam, żeby schronić się przed chłodem i deszczem, ale po dłuższej chwili uznała, że wchodzenie samej do budynku, gdzie może być nawet kilkunastu marynarzy, może być po prostu głupie.
Nagle zauważyła mężczyznę, stojącego pod wąskim daszkiem, który ewidentnie próbował choć odrobinę ukryć się przed deszczem. Elyana najpierw pomyślała, że to może zwykły przechodzień, ale był on ubrany w takie łachmany, że nawet ona, w swoim roboczym ubraniu, poczuła się jak prawdziwy bogacz. Dziewczyna postanowiła przyjrzeć się mu uważniej.
Pierwszą rzeczą, która rzuciła się jej w oczy, była jego wychudzona twarz, pokryta nierówno rosnącym, brudnym zarostem. Podobnie wyglądały jego włosy, długie i skołtunione; trudno też było rozpoznać ich kolor spod warstwy nagromadzonego brudu. Nie miała pojęcia, w jaki sposób udało się mu przez tak długi czas uniknąć dhornijskich patroli; żołnierze, przyzwyczajeni do spotykania ludzi z przeróżnych warstw społecznych, musieli na pierwszy rzut oka wiedzieć, z kim mają do czynienia.
– Witaj, śliczna dziewczynko! Masz może jakąś zbędną monetę? – Mężczyzna uśmiechnął się do niej szeroko, prezentując zestaw zepsutych zębów i ukłonił się lekko. Elyana zdała sobie sprawę, że musiała przyglądać się mu zbyt długo, przez co ściągnęła na siebie jego uwagę. Wahając się, podeszła trochę bliżej i zapytała:
– Jesteś może żebrakiem?
Mężczyzna zaśmiał się głośno ochrypłym rechotem.
– No proszę, ale mądrala mi się trafiła – powiedział w końcu, cały czas chichocząc. Księżniczka zignorowała ten przytyk i podeszła o jeszcze kilka kroków, ale zatrzymała się, gdy poczuła odór jego niemytego przez długi czas ciała. Przełknęła szybko ślinę, żeby uspokoić żołądek, po czym zadała kolejne pytanie, chcąc mieć to wszystko jak najszybciej za sobą.
– Czy mógłbyś… sprzedać mi swoje ubranie? – wypaliła. Mężczyzna spojrzał na nią ze zdumieniem i znów zaczął się śmiać.
– Mówię poważnie – mruknęła obrażonym głosem, coraz bardziej żałując tego, że w ogóle tu przyszła. Nie chciała jednak wracać z niczym.
– A na co ci moje ubranie? Twoje jest przecież o wiele lepsze. Poza tym – dodał po chwili, patrząc na nią od góry do dołu – i tak nie będzie na ciebie pasowało.
– Ile chcesz? – warknęła ze zniecierpliwieniem. – Trzy złote monety wystarczą? – rzekła, żałując że tak lekkomyślnie pozbyła się na moście monety, dając ją chłopcu, który i tak z pewnością dostał złoto od tajemniczego nadawcy za dostarczenie wiadomości.
Żebrak znów zaczął się śmiać. Po kilku chwilach, w trakcie których Elyana miała ochotę odwrócić się na pięcie i odejść jak najszybciej, odpowiedział, ocierając łzy z kącików oczu:
– Chcę pięćdziesiąt. I do tego jakieś nowe ubranie. No wiesz, żebym nie zmarzł.
– Pięćdziesiąt?! Nie mam tyle! – sapnęła księżniczka. Biorąc pod uwagę, że cztery monety dostała za pół roku pracy, do pięćdziesięciu udałoby się jej dojść za kilka lat.
Mężczyzna wzruszył ramionami, uśmiechając się kpiąco. Dziewczyna zauważyła, że znów przygląda się jej od góry do dołu, jakby się nad czymś zastanawiając. Miała nadzieję, że może dotrze do niego, że nie wygląda, jakby mogła mieć przy sobie tyle złota, i że przez dłuższy czas tyle mieć nie będzie.
– Ładna z ciebie dziewczynka – powiedział w końcu, uśmiechając się do niej szeroko. Elyana szybko zerknęła w bok, nie chcąc patrzeć na jego zepsute zęby dłużej niż to konieczne. – Może dogadamy się jakoś inaczej, co?
– O czym ty mówisz? – zapytała drżącym głosem, nieświadomie zaciskając dłoń na rękojeści sztyletu, ukrytego pod płaszczem. Wiedziała, że nie spodoba się jej to, co zaraz usłyszy.
– Widzę, co tam chowasz – stwierdził z uśmiechem, zerkając na jej dekolt. – Nie miałbym nic przeciwko, żeby sobie trochę popatrzeć.
Dziewczyna poczuła krew szumiącą jej w uszach i napływającą do twarzy. Na widok obleśnej miny tego człowieka miała ochotę uderzyć go z całej siły. Tylko pamięć o ostrzeżeniu Igora, żeby nie wyciągać broni przy Dhornijczykach, powstrzymywała ją od sięgnięcia po sztylet.
Żebrak źle odczytał jej przeciągające się milczenie, gdyż dodał:
– Nie zgrywaj takiej świętoszki. Jestem pewny, że taka ślicznotka jak ty nieraz słyszała takie rzeczy.
Elyana myślała gorączkowo, jak wybrnąć z tej sytuacji. Wiedziała, że najlepiej byłoby po prostu odejść, ale była tak wściekła, że nie chciała nawet o tym słyszeć. Zastanawiała się, czy może, gdyby udało się jej szybko wyjąć sztylet i przyłożyć do brzucha mężczyzny, to może dhornijscy żołnierze nie zauważyliby nic podejrzanego, a jej samej udałoby się zastraszyć żebraka i zmusić go do oddania ubrań. Gdyby podeszła trochę bliżej, może pod pozorem pokazania mu tego, co chciał zobaczyć, to może mogłoby się to udać…
– Zgoda – odpowiedziała głucho, przygotowując się do wyciągnięcia broni i do szybkiego doskoczenia do mężczyzny.
– Dobra, ale nie tutaj. Gdyby zobaczyli nas Dhornijczycy, to wsadziliby nas do więzienia – powiedział, rozglądając się dookoła. – Niedaleko jest taka przyjemna, opustoszała uliczka, tuż przy rzece. Nikt nam nie będzie tam przeszkadzał.
Księżniczka skinęła głową i ruszyła za nim, wypuszczając na chwilę rękojeść sztyletu i wycierając spoconą od nerwów dłoń w wewnętrzną stronę płaszcza. Wiedziała, że żebrak ma rację; w uliczce nie było nikogo: ani Dhornijczyków, ani zwykłych przechodniów, ani nawet marynarzy.
Po kilku minutach mężczyzna zatrzymał się i ponownie rozejrzał, upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu, po czym odwrócił się do dziewczyny i uśmiechnął się szeroko.
– No dobrze, złociutka, pokaż mi, co tam masz – powiedział, ponownie zerkając na jej dekolt i oblizując usta. Elyana zadrżała z obrzydzenia.
– Mam lepszy pomysł – odrzekła drżącym z nadmiaru emocji głosem i wyjęła sztylet, przystawiając go mężczyźnie do brzucha. Ten spojrzał na nią z zaskoczeniem, po czym zaczął się śmiać.
– Co, dziewczynko, chcesz mnie tym nastraszyć? Zabawna jesteś! – Mówiąc to, szybko złapał ją za rękę, w której trzymała broń. Elyana odskoczyła szybko, wyrywając się tym samym z jego uścisku i machnęła sztyletem, chcąc utrzymać go z dala od siebie. On tylko znów się zaśmiał i dopadł do niej, chcąc jak najszybciej ją rozbroić.
Dziewczyna cofnęła się o krok, biorąc kolejny zamach. Tym razem poczuła jednak, jak ostrze zwolniło, wbijając się w przeszkodę, po czym zatrzymało się zupełnie. Spojrzała na twarz przeciwnika, na której zastygł wyraz zdumienia i wściekłości.
– Ty dziwko! – zawył, chwiejąc się na nogach. Elyana wyszarpnęła ostre z jego brzucha i cofnęła się o kilka kroków, z niedowierzaniem patrząc na zakrwawiony sztylet i na rosnącą plamę na ubraniu żebraka.
Mężczyzna, cały czas głośno jęcząc i trzymając się za brzuch, osunął się na kolana, a potem upadł i zwinął się w pół. Z jego gardła wydobywał się ni to krzyk, ni to szloch, cały czas przeplatany najrozmaitszymi przekleństwami.
Dziewczyna rozejrzała się dookoła, zastanawiając się gorączkowo, co powinna teraz zrobić; miała kompletną pustkę w głowie, a coraz głośniejsze wrzaski bólu mężczyzny doprowadzały ją niemal do szaleństwa.
– Cicho bądź! – krzyknęła w końcu, powstrzymując się od płaczu. – Zaraz ściągniesz tu Dhornijczyków!
– I bardzo dobrze! – zawył w odpowiedzi, patrząc na nią z nienawiścią. – Zasługujesz na to, żeby zgnić… w pierdlu… - wycharczał, wypluwając trochę krwi. – Ty… suko, ty zdradliwa… szmato…
– Zamknij się! – warknęła ponownie, podbiegając szybko do rogu uliczki i rozglądając się, czy nikt nie idzie w ich stronę, jednak na jej szczęście wszędzie było pusto. Zawróciła i podeszła trochę bliżej do mężczyzny, który tym razem nie obrzucił jej kolejnym stekiem wyzwisk, ani nawet nie jęczał już z bólu.
Elyana szturchnęła go lekko nogą, a on odwrócił się bezwładnie. Oczy miał szeroko otwarte i pusto spoglądające przed siebie; na jego twarzy zastygł wyraz cierpienia i nienawiści.
Dziewczyna oparła się ręką o ścianę i zwymiotowała gwałtownie, wypuszczając sztylet, który cały czas trzymała w dłoni. Powoli docierało do niej, że przed chwilą z zimną krwią, za kilka nędznych, brudnych i zawszonych szmat, zabiła człowieka.
Nie wiedziała, ile czasu spędziła w tej alejce przy zwłokach żebraka: czy było to dziesięć minut, czy może dwie godziny. Gdy w końcu otrząsnęła się z pierwszego szoku, drżącymi dłońmi zdjęła z niego ubranie, czując do siebie tak wielkie obrzydzenia, że była pewna, że już nigdy nie będzie w stanie spojrzeć w swoje odbicie w lustrze.
W drodze powrotnej do „Niedźwiedziej Nory” próbowała przekonać samą siebie, że gdyby mężczyzna nie zaczął się z nią szarpać albo gdyby nie złożył swojej obrzydliwej propozycji, to nie doszłoby do tego wszystkiego. Podskórnie wiedziała, że tylko szuka dla siebie wymówki, przez co poczuła się jeszcze gorzej.
Przemknęła przez kuchnię, nie witając się z nikim, po czym wpadła do swojego pokoju, rzucając stertę ubrań na ziemię. Jej wzrok padł na niewielkie lusterko, zawieszone obok szafy, stojącej u nóg jej łóżka. Odniosła wrażenie, że z jej twarzy każdy może odczytać to, co przed chwilą zrobiła.
Elyana osunęła się na kolana i zaczęła płakać.

2 komentarze:

  1. Już nie czytam wstępu, bo sklerozy (jeszcze) nie mam, a nie chcę się irytować, heh.

    Byłam bardzo ciekawa, jak poradzi się nasz wypuszczony ptaszek.

    Myślę, że w poprawionej wersji warto wspomnieć o przystosowywaniu się Elyany do nowych warunków. Nie chcę robić z niej rozkapryszonej damulki, ale na pewno nie przywykła do trudnych warunków i ciężkich prac. Fajnie podkreśliłaś to przyglądaniem się luksusowemu sklepowi i pięknym ciuszkom. Uwielbiam takie smaczki, zamiast wpychanie suchych stwierdzeń do narracji.

    Naturalnie wypadło to bezcelowe kiwanie głową. Sama mam tak często, gdy rozmawiam z kimś przez telefon i dopiero po chwili uświadamiam sobie, że przecież nie zobaczy żadnego mojego gestu.

    Kupno sztyletu skojarzyło mi się z bronią matki Elyany, której ta użyła do popełnienia samobójstwa? Podobieństwo nieprzypadkowe? Zabieg celowy czy po prostu sztylet jest najwygodniejszy dla młodej panny? Te dziewczyny w filmach latające z mieczami... Na rekonstrukcji bitwy pan pozwalał nam próbować podnieść prawdziwy miecz... Samo podniesienie nie jest łatwe...

    Chcę więcej Igora w przyszłości. Boję się więc, że to tylko chwilowo potrzebna postać epizodyczna.

    Fandomowcy już znają takich przyjaciół...

    Czyżby Igor rozpoznał księżniczkę przez imię i współpracował z Dhornijczykami? Takie moje pierwsze skojarzenie. Zwykły pan to zwykły pan...

    No, no, no, z Elyany robi się trochę mroczna księżniczka. Zabójstwo w afekcie, obrona własna, ale często od tego się zaczyna. Nie ganię, tylko jej współczuję... Do jakich desperackich czynów będzie się musiała jeszcze posunąć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, chyba trochę niepotrzebnie wyszłam z założenia, że opowiadanie będzie jednak o innej tematyce, w związku z czym nie chciałam wrzucać do tekstu za dużo tego typu wstawek, ale widzę, że mogłam się aż tak nie hamować. W poprawkach na pewno coś dorzucę.

      Z kiwaniem głową mam dokładnie tak samo, dlatego właśnie uznałam, że będzie to dość wiarygodne.

      Sztylet ma charakter wyłącznie praktyczny, żadnych nawiązań do matki tu nie chciałam dawać, prędzej tylko pokazać, że Elyana na własnej skórze cały czas odczuwa, co to znaczy nie mieć pieniędzy.

      Igor faktycznie jest postacią epizodyczną, więc będzie pojawiał się raczej rzadziej niż częściej, ale to chyba zawsze coś, skoro go polubiłaś.

      Takie drastyczne wydarzenia mają pokazać, jak bardzo zmieniło się życie księżniczki - teraz każdy dzień może być jej ostatnim, bo nigdy nie wie, czy ktoś jej czasem nie rozpozna na ulicy albo sama nie wpakuje się w jakieś kłopoty. Ale cóż, nie będę ukrywać, prawdziwa "zabawa" dopiero przed nią.

      Usuń