czwartek, 31 grudnia 2015

Rozdział 5

Witam serdecznie wszystkich i zapraszam do czytania. Przy okazji życzę wszystkim wszystkiego najlepszego z okazji Nowego Roku. Mam nadzieję, że ten upływający był dobry, a przyszły będzie jeszcze lepszy.
Jak zwykle przypominam również, że opowiadanie zostało napisane na podstawie modułu „A Dance with Rogues”, stworzonego przez Valine, do gry Neverwinter Nights i zdecydowanie nie jest przeznaczone dla osób niepełnoletnich.

***

Elyana siedziała oparta o łóżko, cały czas łkając. Nie czuła się najlepiej; ciągle widziała nieruchome ciało żebraka i jego szeroko otwarte, pusto patrzące oczy. Dziewczyna bez przerwy próbowała przekonać samą siebie, że nawet gdyby nie zaczęła go straszyć sztyletem, to i tak coś by się stało, ale wiele jej to nie dało. Wiedziała, że lepiej byłoby uderzyć go kamieniem i w ten sposób pozbawić przytomności, a potem zdjąć z niego ubranie.
Takie myślenie nie pomagało jej jednak w niczym, gdyż ciągle miała w pamięci, czego ten człowiek chciał za swoje ubranie. Wtedy zdawała sobie sprawę, że nie ma żadnych wyrzutów sumienia, a nawet czuje coś na kształt ponurej satysfakcji.
Jej rozmyślania zostały przerwane lekkim szarpnięciem za klamkę. Księżniczka zerwała się na równe nogi i doskoczyła do miednicy z wodą, chcąc opłukać twarz i ewentualnie wytłumaczyć Chelli, że jej twarz jest zaczerwieniona od szorowania, a nie od płaczu.
Ku jej zdziwieniu do pokoju weszła nie Chella, tylko Caron, który, pogwizdując cicho, uśmiechał się pod nosem. Gdy zobaczył Elyanę, przestał gwizdać i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– No proszę, kogo tu widzę! – zawołał, zamykając za sobą drzwi. Codzienne kuchenne odgłosy ucichły, choć po brzęku garnków można było domyślić się, że ktoś jest w trakcie ich zmywania. – Myślałem, że szwendasz się gdzieś po mieście.
– Nie – mruknęła dziewczyna, czując jak to drobne uczucie pocieszenia, którego doznała przed chwilą, ulatnia się z niej niemal momentalnie. To, co ona czuła, to jedno, ale co pomyślą inni, gdy dowiedzą się, co zrobiła? Zdaniem ludzi z kuchni nie przejmowała się aż tak bardzo, zwłaszcza że i tak nigdy się z nimi nie zaprzyjaźniła, ale Chella na pewno będzie zawiedziona. Może jeśli jej powie, że zrobiła to w samoobronie, to przyjmie to ze zrozumieniem. O wiele większy problem stanowił Mistrz Nathan, który z pewnością nie będzie zachwycony, że już pierwszego dnia na wolności kogoś zabiła.
Wzdychając cicho, dziewczyna otarła twarz ręcznikiem i spojrzała na Carona. Po jego minie stwierdziła od razu, że musi wyglądać naprawdę źle.
– Elyana, co się stało? – zapytał zmartwiony, kładąc dłoń na jej ramieniu. Księżniczka wzdrygnęła się lekko, czując, że ją dotyka, ale nie strąciła jego ręki.
– To nieco dłuższa historia – westchnęła po raz kolejny, stwierdzając, że może lepiej będzie, jeśli Caron dowie się wszystkiego bezpośrednio od niej, niż gdyby miała dotrzeć do niego przeinaczona przez innych wersja; była pewna, że prędzej czy później większość współpracowników Nathana będzie wiedziała, co się stało. Poza tym miała nadzieję, że gdy się wygada, to poczuje się trochę lepiej.
– Siadaj i mów – rzekł chłopak, pociągając ją lekko w stronę łóżka, po czym usiadł na podłodze i wskazał Elyanie miejsce obok siebie. Ona również oparła się o łóżko i, nie patrząc na Carona, tylko raczej na swoje stopy, zaczęła opowiadać, nie pomijając żadnych szczegółów. Ten słuchał jej uważnie, nie odzywając się w trakcie nawet słowem. Gdy skończyła, objął ją lekko ramieniem, ale gdy tylko poruszyła się niespokojnie, puścił ją i poklepał pocieszająco po plecach.
– Dobrze, że nic ci się nie stało – powiedział. Księżniczkę zaskoczyła powaga w jego głosie i w końcu na niego spojrzała.
– Nie słuchałeś mnie? On był bezbronny! To ja miałam sztylet, nie on! – wykrzyknęła, po czym szybko spojrzała na drzwi. Nie miała najmniejszej ochoty na to, by ktokolwiek usłyszał tę rozmowę. Pominęła jednak przy okazji fakt, że z każdą chwilą czuła coraz mniejsze wyrzuty sumienia z powodu jego śmierci. Czy gdyby nie miała broni, to czy nie zostałaby znów zgwałcona, tak samo jak wtedy, gdy Vico wyprowadził ją z zamku? Czuła, że tak mogłoby się to skończyć i na samą myśl o tym mimowolnie zadrżała.
– To, że nie miał broni, nie znaczy, że był bezbronny – stwierdził Caron, nadal niezwykle poważny. Elyana zaczęła czuć się nieco niezręcznie; w przeciągu tych kilku miesięcy nigdy nie zachowywał się on  w taki sposób – zwykle żartował, nie zwracając uwagi na to, czy jakiś temat nadaje się do żartów, czy też raczej nie.
– Zastanów się – powiedział, widząc, że dziewczyna nie do końca rozumie, o co mu chodzi. – Gdyby ktoś zaczął grozić ci bronią, zaczęłabyś się z nim szarpać, czy raczej próbowałabyś uciekać? Albo, załóżmy, oddałabyś mu pieniądze, gdyby chciał cię okraść?
– Uciekałabym, zawołałabym straż, no cokolwiek… Chyba że nie miałabym innego wyjścia i nic do stracenia – stwierdziła po chwili, przypominając sobie tę ostatnią okropną noc, którą spędziła na zamku, szarpiąc się najpierw z Dhornijczykami, a potem z Vico.
– Walka o życie to inna sprawa. Ale jeśli ty masz broń, a ktoś inny nie, i mimo to ta osoba cię atakuje, choć nie chcesz jej zabić, znaczy to po prostu tyle, że dobre wie, jak cię rozbroić – rzekł, patrząc jej prosto w oczy. – Dopóki nie nauczysz się dobrze posługiwać bronią, nie pchaj się w żadne awantury – dodał jeszcze, podnosząc się z podłogi i podając jej rękę, by pomóc jej wstać. Elyana skorzystała z jego pomocy. Jej wzrok padł na stertę szmat, leżącą na podłodze, cały czas przypominające jej, co się stało. Caron zauważył, na co spojrzała.
– Jeśli chcesz pracować dla Rodziny, to pamiętaj o tym, że to przeważnie jest brudna robota. W przenośni i dosłownie – zaśmiał się krótko. Mimo że ten żart nie rozbawił jej aż tak bardzo, poczuła ulgę, że ta trochę zbyt poważna jak na niego rozmowa dobiegła końca. Ulżyło jej też z tego powodu, że mogła się komuś wyżalić i że Caron wcale nie miał do niej pretensji o nierozważne zachowanie.
Gdy chłopak wyszedł, księżniczka z obrzydzeniem pomyślała o tym, że zaraz będzie musiała ubrać się w te brudne, śmierdzące, zawszone szmaty. Wzdrygnęła się mocno, nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić, do pokoju ponownie wszedł Caron, niosąc coś ostrożnie w dłoniach. Na jej zdziwioną minę uśmiechnął się szeroko.
– Pomyślałem, że skoro masz wyglądać na żebraczkę, to trzeba cię trochę wybrudzić – stwierdził, wskazując głową na swoje dłonie, w których, gdy Elyana przyjrzała się bliżej, znajdował się popiół. – Przebierz się, a potem coś wymyślimy – dodał.
Dziewczyna westchnęła ciężko i podniosła ubrania żebraka, po czym poszła do pokoju Chelli, żeby się tam przebrać.
– Nie podglądaj – rzuciła przez ramię, przymykając za sobą drzwi. Odpowiedziało jej ciche parsknięcie śmiechem, zdecydowała się więc je całkiem zamknąć. Nie podejrzewała w prawdzie, żeby Caron faktycznie miał ją podglądać, ale nie chciała ryzykować. Sama myśl o tym, że miałaby mieć jakikolwiek fizyczny kontakt z mężczyznami, napełniała ją wstrętem i aż za dobrze przypominała o tym, co Vico jej zrobił podczas ucieczki z zamku.
To wspomnienie wywołało u niej przypływ gniewu, jak zwykle, gdy myślała o tym mężczyźnie. Po raz kolejny przysięgła sobie, że zemści się na nim i na Dhornijczykach za to, co jej zrobili, wiedziała jednak, że na pewno nie uda jej się tego dokonać w przeciągu najbliższych kilku dni.
Elyana z rezygnacją zdjęła z siebie robocze ubranie i złożyła je w nieco nierówną kostkę. Chella nauczyła ją tego wkrótce po jej przybyciu do Niedźwiedziej Nory; wcześniej zajmowała się tym jej służba, ale starsza kobieta wyraźnie dała jej do zrozumienia, że musi nauczyć się żyć bez takich udogodnień.
Księżniczka wzięła ubranie żebraka i, wstrzymując oddech, założyła je na siebie. Było ono na nią o wiele za duże, podwinęła więc nogawki do kostek, rękawy do łokci i zawinęła się w stary i podarty płaszcz, którego żebrak używał do przykrywania się nocami, po czym krytycznie spojrzała w lustro. Workowate ubranie doskonale zamaskowało jej figurę, ale cały czas można było ją bez problemu rozpoznać. Miała nadzieję, że popiół, przyniesiony przez Carona, choć trochę jej pomoże.
Gdy wyszła, Caron stał odwrócony plecami do drzwi. Poczuła się trochę głupio z powodu podejrzeń w stosunku do niego, ale ten, usłyszawszy, że już wyszła, odwrócił się i uśmiechnął się do niej szeroko.
– No dobra, nie jest tak źle – stwierdził, przyglądając się jej krytycznie. – Do czego mogę to przesypać? – zapytał, podnosząc nieco dłonie, w których miał popiół.
– Zaczekaj chwilę – mruknęła, rozglądając się po pokoju. W końcu wyciągnęła podstawkę spod doniczki w kwiatkiem i postawiła ją na brzegu stołu. Caron skinął głową z aprobatą.
– To się nada. Zmocz sobie trochę włosy – powiedział i przesypał popiół do podstawki. Elyana była nieco zaskoczona tym nietypowym poleceniem, ale nic nie powiedziała. Nabrała trochę wody w dłonie i wylała ją na włosy, przeczesując je palcami, chcąc je tym samym trochę poczochrać.
– Dobrze – rzekł Caron, po czym bez ostrzeżenia zaczął wcierać popiół w jej włosy.
– Co ty wyprawiasz?! – krzyknęła, odskakując od niego ze złością. Jego śmiech zdenerwował ją jeszcze bardziej.
– Pomagam ci upodobnić się do żebraczki, więc nie marudź, tylko chodź – stwierdził z niewinnym uśmiechem i sięgnął po nową porcję popiołu. Dziewczyna podeszła do niego z rezygnacją, zastanawiając się, jak długo będzie musiała myć włosy, żeby doprowadzić je do w miarę normalnego stanu.
Caron cierpliwie kontynuował brudzenie jej. Skończywszy z włosami, wysmarował jej twarz, szyję, ramiona i dłonie, po czym kazał jej ponownie zawinąć się w płaszcz i stanąć przed lustrem.
Efekty przeszły jej najśmielsze oczekiwania: sama ledwo mogła się rozpoznać, a co dopiero inni! Z szerokim uśmiechem spojrzała na chłopka.
– No, powinno  być dobrze – stwierdził z udawaną powagą, ale w jego oczach pobłyskiwały lekko iskierki rozbawienia. – Pamiętaj tylko, żeby unikać patrzenia na innych, bo wbrew pozorom najłatwiej jest rozpoznać kogoś właśnie po oczach.
Księżniczka przytaknęła tylko i wybiegła do kuchni. Ignorując zaskoczone spojrzenia innych, podbiegła do Chelli, zajętej doprawianiem zupy. Kobieta spojrzała na nią najpierw ze zdziwieniem, po czym uśmiechnęła się szeroko.
– No, bardzo dobra robota – powiedziała, kiwając z uznaniem głową. – Zobaczymy, czy dasz radę nabrać innych – dodała i złapała ją za rękę, ciągnąc w stronę wyjścia z kuchni.
– Dokąd idziemy? – zapytała Elyana, zaintrygowana.
– Na górę. Zobaczymy, czy uda ci się nabrać Warenta i Wesha. Z jednej strony mam nadzieję, że tak, z drugiej wolałabym, żeby cię rozpoznali, bo inaczej trzeba będzie poszukać nowych strażników – zaśmiała się głośno.
Dziewczyna słuchała jej tylko jednym uchem, Warent i Wesh pilnowali drzwi prowadzących do gabinetu Nathana. Nie widywała ich zbyt często ani oni jej, mimo to z pewnością wiedzieli, jak wygląda. Opanowała drżenie rąk i ruszyła za Chellą.
Gdy już były na górze, zgodnie ze wskazówką Carona, opuściła wzrok i wpatrywała się w swoje stopy. Starsza kobieta zatrzymała się i Elyana zrobiła to samo, cały czas nie podnosząc głowy.
– Czego chcesz, Chella? – zapytał Warent, przyglądając się im obu uważnie i zatrzymując spojrzenie dłużej na Elyanie.
– Przyłapałam tego małego szczura, jak okrada klientów. Pomyślałam, że przyprowadzę ją do mistrza Nathana – skłamała bez zająknięcia, dodając swojemu głosowi odpowiedniej surowości.
– Nie wygłupiaj się – prychnął drugi ze strażników, Wesh. – Dobrze wiesz, że do środka nie wejdzie nikt, kto nie ma pozwolenia.
– Jestem pewna, że Nathan będzie zachwycony, gdy ją zobaczy. – Chella uśmiechnęła się szeroko.
– Jeśli tylko spróbuje przejść przez próg, będzie martwa. Nie będzie drugiego ostrzeżenia – warknął Warent, wyciągając broń. Chella uśmiechnęła się tylko ponownie i starła popiół z twarzy Elyany.
– Poznajecie ją teraz? – zapytała z satysfakcją. Wesh zaczął się śmiać, a Warent schował broń, mrucząc coś pod nosem, choć księżniczka widziała, że również jest rozbawiony. Odwróciła się do Chelli, która patrzyła na nią z dumą.
– Świetna robota – stwierdziła i przytuliła ją, ale szybko wypuściła z objęć. – Idź się lepiej wykąp i przebierz, a ja pójdę do mistrza Nathana i powiem mu, jak dobrze sobie poradziłaś.
Dziewczyna przytaknęła i zbiegła na dół, nie mogąc doczekać się chwili, w której będzie mogła zdjąć te okropne szmaty i doprowadzić swój wygląd do względnie normalnego stanu. Z kuchni wzięła trochę gorącej wody, stojącej w wielkim garnku na piecu i wlała do niewielkiej balii, stojącej w jej pokoju. Dolała trochę zimnej wody z miednicy, z ulgą zrzuciła śmierdzące ubranie żebraka, wskoczyła do wanny i zaczęła zawzięcie szorować się mydłem, chcąc jak najdokładniej zmyć z siebie cały brud. Gdy skończyła, woda zdążyła już wystygnąć i, drżąc lekko, Elyana pobiegła do pokoju Chelli, gdzie zostawiła swoje robocze ubranie. Zakładając je, obiecała sobie w duchu, że już nigdy nie będzie na nie narzekać. Spróbowała jeszcze doprowadzić włosy do jako takiego ładu, lecz te uparcie sterczały we wszystkie strony, chociaż były jeszcze dość wilgotne. Pocieszając się tym, że i tak jest lepiej niż było tuż po ich ścięciu, dziewczyna weszła do kuchni. Planowała iść pozwiedzać trochę miasto, ale zatrzymała ją Chella, która też już wróciła z góry.
– Mistrz Nathan chce się z tobą zobaczyć – powiedziała szybko,  nie dodając nic więcej, gdyż w kuchni panował spory chaos, nad którym starsza kobieta bezskutecznie próbowała zapanować. Księżniczka przytaknęła tylko, dając jej tym samym znać, że usłyszała, po czym pobiegła na górę, zastanawiając się, czego Nathan może od niej chcieć. Uśmiechnęła się lekko na myśl, że może pochwali ją za tak dobrą robotę przy przebraniu się i radośnie wpadła do gabinetu.
Jej dobry humor zniknął w jednej chwili, gdy zobaczyła sztylet leżący na jego biurku, ten samym, którym niespełna kilka godzin temu zabiła żebraka. Nathan patrzył na nią z wyczekiwaniem.
– Masz mi na ten temat coś do powiedzenia? – zapytał w końcu, gdy Elyana milczała, kompletnie nie wiedząc, co powiedzieć.
– Skąd to masz? – wypaliła, nie odrywając wzroku od broni.
– To nieważne – rzekł twardo Nathan. – Nie obchodzi mnie również to, dlaczego go zabiłaś, bo zakładam, że skoro to zrobiłaś, to miałaś jakiś powód.
– To w takim razie o co chodzi? – zapytała cicho. Nie miała pojęcia, co mężczyzna może mieć na myśli, jeśli nie pytanie o kierujące nią powody.
– O ślady – odpowiedział trochę łagodniej. – Zostawiłaś na miejscu ciało i sztylet, a potem od razu przybiegłaś tutaj. Gdyby ktoś cię śledził, trafiłby tutaj za tobą bez problemów. Spójrz zresztą na sam sztylet – dodał, podnosząc broń z biurka. – Odkąd Dhornijczycy są tutaj, płatnerze muszą oznaczać swoją broń. – Palcem pokazał jej wygrawerowane na ostrzu, tuż przy rękojeści, inicjały „I W”. – Płatnerzy w mieście jest niewielu, a takich o inicjałach I W jeszcze mniej. Dhornijczycy dowiedzieliby się od niego bardzo szybko, kto kupił ten sztylet.
Elyana słuchała uważnie, czując jak z każdym słowem Nathana robi się coraz bardziej czerwona. Widziała teraz jak na dłoni, jak wiele głupich błędów popełniła. W końcu odważyła się odezwać.
– To w razie potrzeby gdzie mogę się ukryć? Przecież nie wejdę obcym ludziom do mieszkania!
Nathan pokiwał w zamyśleniu głową, przyglądając się jej uważnie, zastanawiając się, czy powinien jej to powiedzieć. Dziewczyna milczała, czekając na jego odpowiedź.
– Idź do Drago. Pracuje on w porcie w jednym z magazynów – powiedział mężczyzna po dłuższej chwili. – Od niego się wszystkiego dowiesz. A tak przy okazji, ma on również nieoznakowaną broń. Pewnie ci się przyda.
– Przecież powiedziałeś, że broń musi być znaczona – rzekła dziewczyna ze zdziwieniem. Dhornijczycy tak kazali.
– Zawsze znajdzie się ktoś, kto zakazu nie posłucha – stwierdził Nathan, a kąciki jego ust uniosły się niemal niezauważalnie.
– A co mam zrobić z ewentualnym ciałem? – zapytała, gdy przypomniały się jej słowa Carona o brudnej robocie. Biorąc pod uwagę to, co przed chwilą usłyszała od starszego mężczyzny, on również dobrze wiedział, że czeka ją coś takiego.
– Na pewno nie zostawiać na ulicy – odpowiedział. – Ukryj je w jakimś opuszczonym budynku, po oblężeniu miasta dużo takich zostało. Albo wyrzuć do rzeki. Cokolwiek, ale nie zostawiaj w miejscu, w którym kogoś zabiłaś.
– Ale przecież gdy wrzucę je do rzeki, to wypłynie – rzekła, przypominając sobie sytuację z rana, gdy żołnierze wyłowili ciało Dhornijczyka.
– Zgadza się – przytaknął Nathan. – Ale po pierwsze, wypłynie dopiero po kilku dniach, po drugie raczej nie w miejscu, w którym je wrzuciłaś, a po trzecie jest szansa, że popłynie wraz z prądem i wynurzy się już za miastem.
Elyana ponownie zamilkła. To wszystko było tak oczywiste, że dziwiła się, jak mogła nie wpaść na to sama. Nathan miał rację: miała naprawdę dużo szczęścia, że nikt jej nie śledził.
Nagle przebiegł jej po plecach dreszcz i doznała podobnego uczucia do tego, jakby szła po schodach i nie trafiła w stopień.
– Ten… ten sztylet – wyjąkała. – Ktoś za mną szedł!
– Oczywiście, że tak – stwierdził Nathan spokojnie. – Chyba nie sądziłaś, że wypuszczę cię do miasta bez jakiejkolwiek ochrony? Nie po to cię tu ukrywamy, żebyś zaraz wpadła w ręce Dhornijczyków.
– Dziękuję – powiedziała po chwili. Nie spodziewała się, że aż tak będzie im zależało na jej bezpieczeństwie, choć, jak nadal sądziła, troska o bezpieczeństwo członków rodziny królewskiej należała do głównych obowiązków mieszkańców Betancurii. Jednak przez te pół roku, spędzone w Niedźwiedziej Norze, nasłuchała się dość, by stwierdzić, że ludzie nie pałali zbytnią sympatią do prawowitych władców, choć i tak woleli ich niż dhronijską armię. Wiedziała, że wielu mieszkańców Betancurii obwiniało króla za wplątanie ich w wojnę z cesarstwem Dhornu. Przecież ona sama w ciągu jednej nocy straciła wszystko, właśnie z powodu nadmiernych ambicji ojca. Czy mogła winić innych ludzi, że mają o to do niego pretensje?
Nathan przyglądał się jej w milczeniu, wyraźnie widząc targające nią emocje. Dał jej jeszcze chwilę na poukładanie sobie tego wszystkiego, po czym rzekł:
– Weź ten sztylet i idź do herbaciarni. Prowadzi ją Hatori. On nauczy cię, jak dobrze posługiwać się bronią.
– Dobrze – przytaknęła księżniczka, chowając sztylet do pochwy, a tę ukrywając pod płaszczem.
– Potem idź jeszcze do Joanny – dodał, gdy dziewczyna odwróciła się do wyjścia. – Mieszka w porcie, Rzeczna siedemnaście, drugie piętro, trzecie drzwi po lewej. To wszystko, możesz iść.
Elyana skinęła mu głową na pożegnanie i wyszła z gabinetu. Stwierdziła, że nie będzie tracić czasu i od razu uda się do Hatoriego. Wiedziała, że nie nauczy się walczyć od razu, a z tego co słyszała od Carona i pośrednio od Nathana, jeśli faktyczne będzie chciała pracować dla Rodziny i przede wszystkim zemścić się na Vico i Dhornijczykach, będzie musiała nauczyć się, jak zabijać szybko i skutecznie.
Choć nad miastem wisiały ciężkie, ołowiane chmury, to tylko lekko mżyło. Dziewczynę bardzo to ucieszyło, bo nie miała bladego pojęcia, gdzie znajduje się herbaciarnia. Ruszyła więc trochę na oślep, chcąc przy okazji nauczyć się jak najlepiej rozkładu ulic. Wciąż nie mogła uwierzyć w to, że pomimo siedemnastu lat spędzonych w Betancurii, nie znała swojego miasta.
W końcu, po około półgodzinie kluczenia między wąskimi uliczkami, dostrzegła niewielką drewnianą tabliczkę z napisem „Herbaciarnia”. Zadowolona, że poszło jej to tak szybko, niemal podbiegła do drzwi. Jeszcze przed wejściem uderzył ją aromat herbaty, przypominający jej zimowe wieczory, w czasie których piła najczęściej właśnie herbatę ze swoim ulubionym syropem śliwkowym.
Weszła do środka. Tu zapach herbaty był o wiele mocniejszy, i Elyana kichnęła nagle. Jak na zawołanie obok niej pojawił się wysoki mężczyzna o gładko ogolonej twarzy i głowie. Nos miał trochę skrzywiony, jakby był kilkukrotnie złamany, a lewy policzek przecinała szramowata blizna. Ciemnobrązowe oczy patrzyły na nią czujnie, ale nie nieżyczliwie. Jego ubranie było luźne i w żaden sposób nie ograniczało ruchów. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że mężczyzna ten jest o wiele groźniejszy niż można byłoby się tego spodziewać na pierwszy rzut oka.
– Dzień dobry – przywitała się w końcu, gdy zorientowała się, że cały czas przygląda się mu w milczeniu.
– Dzień dobry – odrzekł tamten. Głos miał niski i bardzo przyjemny dla ucha. – W czym mogę pomóc?
– Czy nazywa się pan Hatori? – zapytała, rozglądając się po wnętrzu. Światło było przyciemnione, przez co cała sala tonęła w półmroku. Przy stolikach dla gości nikt nie siedział.
– Tak – odpowiedział mężczyzna. – W czym mogę pomóc? – powtórzył.
– Przysłał mnie tu mistrz Nathan na szkolenie – rzekła księżniczka, zaczynając czuć się trochę nieswojo w tym zaciemnionym pokoju.
– Rozumiem – stwierdził Hatori. – Wejdź i rozgość się, zaraz zaparzę nam herbaty – powiedział i niemal momentalnie rozmył się w cieniu. Elyana stała przez chwilę niepewnie, w końcu zdecydowała się go posłuchać. Zdjęła płaszcz i powiesiła go na oparciu krzesła, po czym usiadła. Zastanawiała się, dlaczego jest tu tak pusto; nie dość, że nie było żadnych klientów, to nie widziała również żadnych kelnerek czy innych osób, pracujących zwykle w takich miejscach.
– Klienci schodzą się dopiero wieczorami – powiedział Hatori, materializując się przed nią z parującym dzbankiem i dwiema filiżankami.
– Aha – bąknęła, nie bardzo wiedząc, co innego mogłaby powiedzieć. Mężczyzna postawił przed nią filiżankę, na dnie której znajdowało się kilka brązowych listków, po czym zalał je wodą z dzbanka. To samo zrobił z drugą filiżanką, i po sali zaczął rozchodzić się zapach herbaty i jeszcze innych ziół, których aromat Elyana wprawdzie kojarzyła, ale nie pamiętała nazwy.
– Czy Nathan powiedział ci, czego się ode mnie nauczysz? – odezwał się Hatori po chwili milczenia, gdy dziewczyna bez słowa wpatrywała się w listki, pływające po powierzchni wody.
– Powiedział, że nauczysz mnie walczyć – odpowiedziała, unosząc wzrok. Mężczyzna patrzył na nią uważnie.
– Po co? Dlaczego chcesz walczyć? – zapytał ostro. Księżniczka spojrzała na niego z zaskoczeniem. Nie spodziewała się po nim tak gwałtownej reakcji. Uznała, że lepiej będzie dobrze sobie przemyśleć kolejne odpowiedzi i zaczęła się nad tym zastanawiać. Odpowiedź przyszła jednak niemal natychmiast, gdy tylko przypomniała sobie to, co obiecywała sobie każdego wieczora, odkąd trafiła do Niedźwiedziej Nory.
– Chcę odpłacić pewnym ludziom za to, co mi zrobili – odrzekła drżącym z gniewu głosem, zaciskając mocno pięści.
– A zastanawiałaś się kiedyś, co to właściwie znaczy? – Hatori wstał i zaczął przechadzać się w tą i z powrotem. – Co to znaczy walczyć? Co to znaczy kogoś zranić? Odebrać życie? Czy rozumiesz, że każda istota jest kimś, tak samo jak ty? Że ma swoje marzenia, swoją własną historię? Że jest wyjątkowa, niemożliwa do zastąpienia, gdy już odejdzie? Naprawdę chcesz być odpowiedzialna za ich zniknięcie z tego świata? Tego właśnie chcesz? – Mężczyzna zatrzymał się przed nią, opierając dłonie na stole i patrząc jej prosto w oczy, Elyana nie odwróciła jednak wzroku. Przed oczami miała twarz Vico, na zmianę z zakutym w zbroję Dhornijczykiem, który chciał ją ściąć.
– Tak – odpowiedziała krótko. Głos już miała spokojny. – W niektórych przypadkach rzeczywiście chciałabym być za to odpowiedzialna.
– A kim ty jesteś, żeby decydować o tym, kto ma żyć, a kto nie? – zapytał Hatori, cały czas patrząc jej prosto w oczy; jego spojrzenie niemal paliło. – Każdy głupiec potrafi zabić mrówkę. Ale czy potrafisz ją stworzyć?
– Jeżeli ktoś mnie krzywdzi, to chcę mu za to odpłacić, a nie płakać w kącie, że spotkała mnie tragedia i nic z tym nie robić – powiedziała, rozumiejąc bardzo dobrze, że nigdy się ze sobą na ten temat nie zgodzą. Do Hatoriego też to dotarło, gdyż płomień w jego oczach przygasł, a on sam usiadł na swoim miejscu, zrezygnowany.
– Jesteś młoda i przepełniona gniewem – stwierdził. Dziewczynie zdawało się, że w jego głosie pobrzmiewa coś na kształt smutku. – Ale zaufaj mi, gdy kogoś zabijesz po raz pierwszy, to cię to zmieni. Bardzo. I na pewno nie na lepsze. Część ciebie również umrze.
Elyana milczała, mając nadzieję, że jej rumieniec nie jest dobrze widoczny w ciemnym pomieszczeniu. Trudno jej było stwierdzić, czy zmieniła się na gorsze po zabiciu tego żebraka, chyba że tą zmianą był fakt, że nie czuła się aż tak winna, zwłaszcza po rozmowie z Caronem, gdy ten stwierdził, że żebrak wcale nie był taki bezbronny, jak mogłoby się to wydawać.
– Proszę, pamiętaj o tym. Jeśli nie będziesz akceptować ludzi takimi, jacy są, staniesz się zwykłym mordercą bez serca – mówił dalej Hatori. Tym razem to on nie patrzył jej w oczy. – Śmierć, ból, zemsta… Nie to powinno dominować twoje myśli. Przemoc prowadzi do jeszcze większej przemocy, i tylko my sami możemy to powstrzymać, nikt inny.
– Przestanę, gdy ci, którzy na to zasługują, zapłacą za swoje czyny. Tyle – stwierdziła krótko, biorąc łyk herbaty. W trakcie tej rozmowy zdążyła już wystygnąć, ale i tak była smaczna. Oprócz samego smaku herbaty czuła jeszcze jakiś inny, ale ciężko było jej określić, co to dokładnie jest.
– Jest mi bardzo przykro widzieć, że twoje życie zdążyło napełnić cię już taką nienawiścią – westchnął Hatori, również sięgając po swoją filiżankę. – Mam nadzieję, że pewnego dnia ujrzysz prawdę w moich słowach, i modlę się, żeby nie było wtedy dla ciebie za późno. No ale na razie wystarczy, potrzebujesz czasu, żeby to wszystko sobie przemyśleć – dodał, wypijając resztę swojej herbaty. – Powiedz mi lepiej, jak masz na imię.
– Elyana – odrzekła, nim zdążyła się zastanowić. Przeklęła w myślach swoją głupotę, choć tym razem nie była to aż tak niebezpieczna sytuacja; wydawało się jej, że Nathan dobrze zna Hatoriego i w związku z tym nic jej nie grozi. Mimo to wiedziała, że musi zapanować nad tym głupim odruchem i wybrać sobie jakieś inne imię do podawania obcym.
– W takim razie to wszystko na dzisiaj – powiedział Hatori, wstając. Księżniczka również podniosła się z krzesła. – Przyjdź jutro po zachodzie słońca, wtedy zaczniemy trening. – I jeszcze jedno… - Mężczyzna zniknął na chwilę, po czym wrócił, trzymając w ręku coś ze skóry.
– Idź z tym do Igora Wilkino, płatnerza, on zrobi ci z tego zbroję. Nie możesz ćwiczyć w tym, co masz na sobie, musisz nauczyć poruszać się w pancerzu – powiedział, podając jej kawałki skóry. Odprowadził ją do drzwi, jednak zatrzymał ją tuż przy wyjściu.
– Pomyśl o tym, co ci dzisiaj powiedziałem.
– Dobrze – przytaknęła dziewczyna, chcąc jak najszybciej stamtąd wyjść. Zapach herbaty stawał się aż za bardzo przytłaczający.
Mężczyzna skinął jej na pożegnanie i zamknął za sobą drzwi, Elyana natomiast postanowiła pójść szybko do sklepu Igora, jako że wiedziała już, gdzie on się znajduje, a później złożyć wizytę Joannie.
Igor, tak samo jak poprzednim razem, pracował przy kowadle, ale nie było to aż tak pilne, gdyż gdy tylko usłyszał, że ktoś wchodzi, odłożył młot i odwrócił się w stronę drzwi.
– No proszę, kto to znów do mnie zawitał! – uśmiechnął się szeroko, wycierając dłonie o spodnie. – Mam nadzieję, że nie z reklamacją sztyletu?
– Nie – odpowiedziała Elyana, podając mu kawałki zbroi. – Możesz coś z tego zrobić?
– Owszem, mogę – stwierdził, przyglądając się materiałowi i przesuwając po nim palcami. – O ile powiesz mi, skąd to masz.
– Co, znowu chcesz mnie oskarżyć o kradzież? – prychnęła lekko. – Dostałam to od Hatoriego, jeśli już musisz wiedzieć.
– No już, nie obrażaj się tak – zaśmiał się Igor, sięgając po miarkę. – Przypuszczam, że nie masz całego dnia, żeby tu stać, co? Tak myślałem – dodał, gdy Elyana przytaknęła. – W takim razie zmierzę cię dokładnie, a ty stój przez chwilę bez ruchu.
Przymiarka trwała dobre kilkanaście minut, ale w końcu mężczyzna skończył. Dziewczyna westchnęła z ulgą; powoli wszystko zaczynało jej już drętwieć.
– Przyjdź jutro rano, zbroja będzie gotowa – powiedział, uśmiechając się do niej szeroko. Księżniczka zaczęła zastanawiać się, czy cokolwiek jest w stanie wyprowadzić go z dobrego humoru.
– Ile mam za to zapłacić? – zapytała, wychodząc.
– Na koszt firmy – stwierdził, mrugając do niej. – Ale nie przyzwyczajaj się za bardzo, nie wydam ci połowy sklepu za nic.
Elyana krzyknęła szybkie podziękowanie i wybiegła na ulicę, kierując się w stronę portu, gdzie mieszkała Joanna. Dziewczyna kojarzyła nazwę tej ulicy, ale nie pamiętała skąd. Przypomniała sobie jednak szybko, gdy przeszła przez bramę i znalazła się na głównej ulicy w porcie. To tam wyłowili przecież ciało dhornijskiego żołnierza! Podeszła w tamto miejsce i nie myliła się: na niewielkiej tabliczce widniał napis „Riverroad”. Zadowolona, że nie będzie musiała tracić czasu na poszukiwania, bez problemu znalazła dom, oznaczony numerem siedemnaście. Weszła na drugie piętro i zastukała w trzecie drzwi po lewej.
Otworzyła jej kobieta o długich, lśniących czarnych włosach, ubrana w przepiękną czerwoną suknię. Oczy kobiety były otoczone siateczką zmarszczek pokazujących, że często się śmiała. Elyana stwierdziła, że była ona w wieku jej matki.
– A któż to do mnie zawitał? – zapytała, uśmiechając się ciepło. Jej głos był niezwykle melodyjny, i chociażby z tego powodu księżniczka cieszyła się na rozmowę z nią.
– Przysłał mnie tu mistrz Nathan. Pani Joanna, prawda? – odpowiedziała dziewczyna, patrząc na nią niepewnie. Najpierw powinna była się upewnić, z kim rozmawia, a dopiero potem podawać jakiekolwiek imiona.
– Owszem. Wejdź proszę – rzekła kobieta, cofając się o krok i Elyana weszła do środka. Joanna zaprowadziła ją do niewielkiego, ale gustownie urządzonego saloniku i wskazała na sofkę, stojącą przy niewielkim stoliku, po czym na chwilę wyszła. Dziewczyna usiadła, a Joanna wróciła z butelką wina i dwoma kieliszkami. Rozlała do nich napój i jeden podała Elyanie.
– Nie pijam wina – rzekła księżniczka niepewnie. Nie chciała urazić kobiety, ale nie miała też ochoty zmuszać się do czegoś, czego nie lubiła.
Joanna uśmiechnęła się lekko.
– Spróbuj tylko. Jeśli nie będzie ci smakowało, to przecież nie musisz go pić – powiedziała i usiadła obok niej na sofce. – Lepiej mi powiedz, jak się nazywasz.
– Tina – odrzekła, rzucając pierwsze lepsze imię, jakie jej przyszło do głowy.
– Bardzo ładnie – stwierdziła Joanna, uśmiechając się znowu. Nie dała po sobie poznać, czy w to uwierzyła czy nie.
– Nie bój się, o nic więcej nie pytam – dodała kobieta, widząc niepewną minę Elyany i wypiła łyk wina. – Ale może ty chciałabyś się czegoś dowiedzieć?
– Owszem – przytaknęła dziewczyna, próbując wina. Miało dla niej zdecydowanie za ciężki smak i ledwo powstrzymała się od tego, żeby się nie skrzywić. – Mistrz Nathan powiedział, że czegoś mnie pani nauczy.
– Jesteś pewna, że nie chcesz najpierw trochę pogawędzić? – zapytała, cały czas się uśmiechając. Księżniczka poczuła, że zaczyna jej to powoli działać na nerwy, pomimo miłego głosu kobiety. Zdecydowanie o wiele bardziej lubiła rozmawiać z Nathanem, którego twarz zwykle przypominała po prostu kamienną maskę. Z nagłym przypływem irytacji odstawiła kieliszek z winem na stół.
– Tak. Niech mi pani powie, co mam zrobić – rzekła, chcąc jak najszybciej wyjść z tego mieszkania.
– W porządku. – Joanna również odstawiła kieliszek. – Chcę nauczyć się jak najlepiej wykorzystywać twój wygląd.
Elyana mimowolnie prychnęła cicho, wyobrażając sobie, jak prosi Dhornijczyków o opuszczenie Betancurii i powrót do siebie, używając do tego tylko błagalnych spojrzeń i nieśmiałych uśmiechów.
– Widzę, że się ze mną nie zgadzasz – stwierdziła kobieta. – Dlaczego? – zapytała, gdy księżniczka pokręciła głową.
– Są inne sposoby, żeby dostać to, czego się chce – odrzekła dziewczyna, przed oczami mając obraz Vico, błagającego o wybaczenie tego, co jej zrobił, podczas gdy ona trzyma miecz tuż przy jego szyi.
– Na przykład?
– Na przykład to – powiedziała Elyana, wskazując na sztylet u jej pasa.
– Nie bądź głupia – rzekła Joanna z nutą poirytowania w głosie. – Przemoc nigdy nie jest rozwiązaniem.
– To pani tak twierdzi – mruknęła dziewczyna z niezadowoleniem, zdając sobie sprawę, że swoim zachowaniem przypomina naburmuszone dziecko, co wywołało u niej jeszcze większą złość.
– Nie sądzę, żeby Nathan chciał, żebyś stała się tępym zabijaką, więc lepiej słuchaj. – Uśmiech zniknął z twarzy Joanny, a jej głos stał się nieprzyjemnie twardy, jednak gdy odezwała się ponownie, brzmiał już normalnie, choć nadal się nie uśmiechała.
– Jesteś naprawdę śliczna i wątpię, żebyś miała jakiekolwiek problemy z przekonaniem ludzi do zrobienia tego, czego chcesz, jeśli będziesz wystarczająco mądra – stwierdziła kobieta, przyglądając się jej uważnie. – Uroczy uśmiech w dobrą stronę, lekkie zakołysanie biodrami w odpowiednim momencie, i każdy mężczyzna po prostu padnie ci do stóp.
– Nie wiem, czy chcę, żeby mężczyźni padali mi do stóp – powiedziała Elyana, nie patrząc na Joannę i walcząc ze łzami napływającymi do oczu.
– Uwierz mi, to bardzo miłe uczucie, gdy się wie, że potrafi się tak zrobić – zaśmiała się kobieta, sięgając po kieliszek z winem i wypijając kolejny łyk.
– Na razie mam dość mężczyzn – rzekła dziewczyna, nieświadomie dotykając cieniutkiej blizny na szyi, którą zostawił sztylet Vico.
– Tak, wiem… - westchnęła Joanna smutno, biorąc Elyanę za rękę i ściskając ją lekko. – Nathan powiedział mi, co się stało. Bardzo mi przykro, że coś takiego miało miejsce, naprawdę. Zobaczysz jednak, że wykorzystywanie swoich wdzięków w ten sposób może cię uratować nawet w takiej sytuacji. Mężczyźni potrafią być całkiem opiekuńczy, jeśli tylko sprawisz wrażenie wystarczająco delikatnej, naprawdę.
– Rozumiem – mruknęła dziewczyna, uwalniając dłoń z uścisku Joanny. Miała dość tej rozmowy.
– Wracając do sprawy – rzekła kobieta rzeczowym głosem. – Mój syn ma do wykonania dość trudne zlecenie. Musi okraść sławną bardkę, która zatrzymała się w gospodzie "Pod Lwim Łbem".
– Co mam zrobić? – zapytała Elyana, ciesząc się ze zmiany tematu.
– Pia, bo tak ma na imię, bardzo obawia się tego, że zostanie okradziona, dlatego podróżuje ze strażnikiem. Nie wiemy, gdzie trzyma to, co mój syn ma skraść, ale przypuszczamy, że ma to przy sobie – kontynuowała Joanna, popijając wino.
– Mam się więc zająć strażnikiem? – upewniła się dziewczyna, czując, że w ogóle nie podoba się jej ten pomysł.
– Nie – odrzekła kobieta, uśmiechając się. – Masz zająć się bardką. Pia jest znana ze swojej… sympatii do ładnych dziewczyn.
– Chyba pani żartuje – wyjąkała księżniczka po chwili. Kompletnie nie wiedziała, co powiedzieć.
– Spokojnie, nie ma co panikować – uspokoiła ją Joanna. – Musisz tylko z nią trochę pogawędzić, może wypić trochę wina. Bądź naprawdę miła. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to zaprosi cię do swojego pokoju i nie sądzę, żeby wzięła też strażnika. Mój syn zaczeka na was na górze, a gdy przyjdziecie to pozbawi ją przytomności. Weźmiecie to, co trzeba, uciekniecie, i wszyscy będą zadowoleni.
Elyana przytaknęła, trochę oszołomiona tym, co usłyszała. Zastanawiała się, czy Nathan wie, co Joanna każe jej zrobić. Przypuszczała, że pewnie wiedział; on zdawał się wiedzieć niemal wszystko, co się z nią działo.
– I jeszcze jedno – dodała po chwili kobieta. – Musisz sobie kupić jakieś ładne ubranie, inaczej Pia zacznie coś podejrzewać. Gdy będzie miała na co popatrzeć, z pewnością pójdzie ci łatwiej. – Joanna mrugnęła do niej porozumiewawczo, po czym wstała i podeszła do stojącej w kącie komody. Wysunęła jedną z szuflad, wyjęła z niej pękatą sakiewkę i podała dziewczynie.
– W sklepie Talony, niedaleko herbaciarni Hatoriego, znajdziesz na pewno coś ładnego. Potem spotkaj się przed gospodą z moim synem. Ma takie same włosy jak ja, więc łatwo go rozpoznasz – mówiła Joanna, odprowadzając księżniczkę do drzwi. – Ustalcie wszystkie szczegóły, tak żeby całość poszła zgodnie z planem.
Obie stanęły przy drzwiach: Elyana ciągle jeszcze oszołomiona, a Joanna na powrót z pogodnym uśmiechem.
– No, to powodzenia, moja droga! – powiedziała kobieta i pocałowała ją na pożegnanie w policzek. Dziewczyna skinęła tylko głową i szybko zbiegła na dół, chcąc jak najszybciej wydostać się na świeże powietrze.

Cały czas nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Próbowała przekonać samą siebie, że to tylko sen, ale ciężka sakiewka wyraźnie udowadniała jej, że to wszystko wydarzyło się naprawdę.

7 komentarzy:

  1. Hej:) jestem tutaj w związku z Twoim zgłoszeniem do Konstruktywnej Krytyki Blogów i bardzo się z tego powodu cieszę. Dziwię się, ze nie ma tutaj żadnych komentarzy, ponieważ opowiadanie jak na razie jest naprawdę b.dobre. Pojęcia nie mam o tej grze komputerowej, ale dla mnie wyglada to tak, jakbys kreowała swój własny świat. Mimo ze jest inny niz nasz, to nie sposob się w nim pogubić. A to dlatego, ze nie zawalisz czytelnika na wstępie milionem nazw miejsc i osob, tylko wszystko wprowadzasz stopniowo. Duża wagę przyglądasz do różnorodnych opisów, budujesz tło, wpływasz na emocje, zaskakujesz... Styl tez masz dobry,czasem, ale b.rzafko zdarzają sie błędy interpunkcyjne oraz powtórzenia (np.w I rozdziale cały czas pisałaś w pierwszym opisie słowo miasto), ogólnie jednak jest swietnie. Przejdźmy do szczegółów(pewnie bedzie troche chaotycznie, ale próbuje zawrzeć tutaj moje odczucia co do wszystkich pięciu rozdziałów. Mam nadzieje, ze szósty pojawi sie niedługo).
     Nie spodziewałam się w trakcie lektury pierwszego rozdziału, ze tak szybko zmienisz rządy w kraju ;). Ogólnie początek bardzo dobry. Juz wtedy każdy bohater inaczej reagował na zagrożenie, król chciał walczyć, choc pewnie po czesci z poczucia winy, jego żona nie mogła znieść myśli, ze ktos mógłby się do niej dobrać albo ja zabić i sama postanowiła to zrobić, zas ich corka, mało świadoma wszystkiego, została przypadkowo wlasciwie uratowana. Mało napisałaś o tym, jaka E była kiedyś, ale wydaje mi sie ze wzmianka o tym, iż myślała tylko o czekającej na nią książce, az za dobrze to pokazuje... Dziewczyna niestety nie znała prawdziwego zycia i teraz ma bardzo szybka i często bolesna lekcje zycia. Zaczęło sie juz w zamku, kiedy Vilo uratował jej zycie, jednocześnie odbierając Godność. Ten zabieg chyba spodobał mi się najbardziej... Ta niejednoznaczność sytuacji. Bo nie mozna powiedzieć, zeby Vilo był z gruntu zły. Widac było jego cierpienie, No i nienawiść do rodziny królewskiej, ktora łatwi zrozumieć. Mimo to rozumiem takze E, jej wsciekłość, upokorzenie; a jednocześnie zawdzięcza mu zycie... Ciężka sytuacja, naprawdę.
    Ciesze sie, ze dziewczyna znalazła schronienie. Początkowo mocno sie zdziwiłam, ze postanowiłaś przeskoczyć w akcji az pół roku, byłam ciekawa początków pracy kogoś takiego jak księżniczka w kuchni, ale wlasciwie to chyba dobra decyzja, bo przeszłaś do właściwej akcji, a i tak w retrospekcjach 
    O tym wspominałaś. Niko początkowo wydawał się troche straszny, ale teraz uwazam, ze to mądry mężczyzna, który moze okazać sie kiedyś znacznie ważniejsza postacią, niz sie wydaje, ma duża wiedzę, znajomosci; jest odważny; od razu wiedział, ze Eyelena jest księżniczka... Ch to taka matka, a chłopak na C tez jest jak na razie w porządku, niby taki śmieszek, ale potrafi byc poważny i pomoc bliskim. Ciekawe, co z tego wyjdzie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wróćmy do fabuły: bardzo sie ciesze, ze księżniczka dostała pierwsze zadania i ze wychodzi na zewnątrz (początkowo obawiałam sie, zd moze, mimo iż Niko chyba sie tym brzydzi, chcą, by została prostytutka, pewnie takie było Twoje zamierzenie). Choc zdziwiło mnie, ze początkowo wlasciwie mało co jej powiedziano. Dopiero pozniej Niko powiedział jej wprost, do kogo ma sie udać. Ale moze to dobrze; dziewczyna musi byc samodzielna, ale i tak ja przecież pilnował, w końcu kiedy zabiła tego żebraka, faktycznie nie myślała o własnym bezpieczeństwie. Mysle, ze właściciel herbaciarni ma racje co do walk i dobrze, Że powiedział to dziewczynie, ona nie powinna zatracać sie w chęci zemsty, choc jednocześnie nie powinna tez rezygnować z królestwa. Ale teraz naprawdę nie ma wlasciwie żadnych możliwości, wiec powinna dobrze poznac otaczający ja świat; zdobyć sojuszników. Musi umieć walczyć, chociażby w obronie własnej, No i wlasciwie nie zabiła żebraka z premedytacja, miała szczęście tak naprawdę, ale takie wydarzenie z pewnością ja zmieni, podobnie jak to, co stało sie na początku. Juz widac te zmianę. Moze nadal nie zna dobrze tego świata, ale nie narzeka ba własny los (No moze z wyjątkiem chwili, kiedy patrzyła się z zazdrością na suknie w sklepie), jest o wiele bardziej zaradna niz bym się tego spodziewała. Troche mnie jednak dziwi, ze nie zadaje wiecej pytań mistrzowi, ja bym pewnie zadawała. No i tez ot tak po prostu słucha takiej J., ktora jej mówi, ze ma pomoc w kradzieży. Choc z drugiej strony mozna to zrozumieć, świat księżniczki składa sie obecnie wlasnie z takich wydarzeń... Ciekawe, jaki bedzie ten syn :D zapraszam Cię na mój blog, na którym znajdziesz opowiadania autorskie i ff: zapiski-Condawiramurs Ja tymczasem lecę odpisać na Twoj mail ze zgłoszeniem ;)

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za tak wnikliwy komentarz. Odniosę się po kolei do Twoich uwag.
      1. Fanfik jest co prawda do gry komputerowej, ale z jej fabuła nie ma nic wspólnego; jest to tylko moduł, stworzony na tym samym silniku. Sam moduł nie jest dobrze znany w Polsce, ja sama trafiłam na niego właściwie przypadkiem ;)
      2. Przyznaję, interpunkcja czasami mnie gubi, powtórzeń czasami po prostu nie widzę, choć staram się nad tym panować, ale, jak widać nie zawsze z sukcesami. W wolnych chwilach staram się coś poprawiać, teraz trzeba będzie zająć się rozdziałem pierwszym.
      3. To, jaka bohaterka była w swoim "wcześniejszym" życiu mam zamiar pokazywać głównie przez retrospekcje, tak żeby można było obserwować, jak się stopniowo zmienia w nowym środowisku.
      4. Ten moment ataku i ukrycia się u złodziei jest tak naprawdę rozpoczęciem nowego życia, którego musi szybko się nauczyć, żeby przetrwać, stąd też wynika to słuchanie zarówno Nathana, jak i Joanny. Chella faktycznie stanowi swojego rodzaju kontrast dla matki Elyany, która martwiła się o córkę, ale z pewnością nie dawała tego po sobie poznać.
      5. Na pewno nie chciałam, żeby księżniczka zajmowała się prostytucją ;) Tego jeszcze w tekście nie widać, ale założenie jest takie, że odkąd Dhornijczycy zajęli Betancurię, postanowili usunąć z niej wszelki element przestępczy, podczas gdy dla króla najważniejsze było to, żeby wygrywać wojny; mieszkańców tak naprawdę zostawił samych sobie. Ale mówię, o tym będzie trochę później, więc nie będę wdawać się w szczegóły ;)
      6. To, że nie mówią jej wiele, wynika z tego, że tak naprawdę jeszcze nie wiedzą, czy mogą jej zaufać, i, przede wszystkim, żeby przypadkiem nie zdradziła jakichś ważniejszych informacji. Nie pisałam o tym w tekście, ale księżniczka jest jeszcze dość młoda, i swoim zachowaniem często przypomina jeszcze dziecko, a nie dorosłą osobę. Dlatego też pilnują jej, żeby przypadkiem nie wpadła w większe kłopoty ;)
      7. To prawda, Elyana raczej nie narzeka na swój los, w głównej mierze dlatego, że czuje się o wiele bardziej wolna niż wtedy, gdy jeszcze żyła na zamku, a jedyny dyskomfort, jakiego doświadcza, to brak pieniędzy.
      8. Jeśli chodzi o niezadawanie pytań Nathanowi, to wynika to z pewnego rodzaju szacunku do niego, choć przyznaję, że to mogło mi nie wyjść za dobrze :) Chodzi mi o to, że nie chce po prostu niepotrzebnie zawracać mu głowy, chociaż jak tak teraz o tym myślę, skoro jest księżniczką, to mogła zażądać wyjaśnienia pewnych faktów. Ja postać Nathana interpretuję tak, że w jego obecności często zapomina się, co chce się powiedzieć, trochę tak jak na uczelni rozmawia się z surowym i wymagającym, ale jednak sprawiedliwym profesorem ;)

      Kolejny rozdział powinien pojawić się dzisiaj koło wieczora :)

      Jeszcze raz dziękuję za tak szczegółowy komentarz i obiecuję, że na pewno zerknę na Twojego bloga.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. To znowu ja, wzięło mnie za czytanie, toteż od razu zostawiam po sobie ślad. Słaba pamięć, jednak trochę skleroza i wszelkie tendencje do zapominalstwa.

    Nawiązując do komentarza Condawiramurs, przyznaję się bez bicia, że także myślałam, iż Elyana ma zajmować się prostytucją.

    Masz wielkiego plusa. Nie lubię, gdy bohaterowie po pierwszym zabójstwie, którego się dopuścili, szybko dochodzą do siebie, mimo rzekomych wyrzutów sumienia i okropieństwa sytuacji..

    O Elyanę troszczy się więcej osób, niż jej się wydaje. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie.

    Rodzina skojarzyła mi się z sektą o tej nazwie z Lotu Komety A. Onichimowskiej. Czytałaś może?

    Strach przed fizycznym kontaktem. I dobrze. Znaczy... wiarygodnie.

    Rozkręca się, rozkręca. Pozostaje tylko pytanie: w jakie tym razem kłopoty wpakuje się Elyana?

    Powinnam zerknąć tu jeszcze pod wieczór, ale nie obiecuję. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko święta, jakim cudem? :O Wydawało mi się, że chociażby zachowanie Nathana wyraźnie sugeruje, że absolutnie nie będzie to prostytucja. To też będę musiała jakoś doprecyzować.

    Tak, troszczą się o nią. W końcu, jakby nie patrzeć, jest księżniczką, a wiadomo, że dobrze jest mieć wysoko postawionych znajomych. ;)

    Nie, nie czytałam. Polecasz?

    Pozdrawiam również i dziękuję za komentarz. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy polecam? Sama nie wiem. Główną bohaterkę pokroiłabym żywcem, ale książka ciekawie napisana, z sympatyczną męską częścią populacji i przesłaniem.

      Usuń
    2. O, w takim razie chyba się skuszę. :)

      Usuń