czwartek, 10 marca 2016

Rozdział 7

Opowiadanie zostało napisane na podstawie modułu „A Dance with Rogues”, stworzonego przez Valine, i zdecydowanie nie jest przeznaczone dla osób niepełnoletnich.
Wiersz, który pojawia się w tekście, to utwór Edgara Allana Poe „Od lat najmłodszych” (tytuł oryginału: „Alone”), tłumaczenie: Roman Klewin.
***
Wnętrze gospody było przytulne, pomimo jej dość sporych rozmiarów. W kominku płonął ogień, wypełniając całą salę przyjemnym ciepłem. Z kuchni dało się wyczuć smakowity aromat pieczonego mięsa, przeplatany wonią nieco rozgotowanych warzyw; nad tym wszystkim dominował jednak zapach zwietrzałego piwa.
Sala była pełna; goście rozmawiali głośno, śmiali się i, przede wszystkim, pili. Kelnerki uwijały się jak w ukropie, chcąc obsłużyć wszystkich jak najszybciej.
Elyana ruszyła ostrożnie w stronę baru, pełniącego również funkcję recepcji, starając się z nikim nie zderzyć. Nie chciała zwracać na siebie za bardzo uwagi, pamiętając, że tak naprawdę przyszła tu, żeby wziąć udział w popełnieniu przestępstwa.
Bez problemów dotarła do stojącego za barem mężczyzny, zajętego nalewaniem piwa do trzech kufli. Gdy skończył, spojrzał na dziewczynę bez najmniejszego zainteresowania, choć księżniczce wydawało się, że na jej widok uniósł lekko brwi.
– Co podać? – zapytał ze znudzeniem, jakby panujący w sali harmider w ogóle go nie interesował.
– Chciałabym wiedzieć, czy zatrzymała się tu niejaka Pia? Bardka?
– A i owszem – odrzekł mężczyzna tym samym tonem. – Ćwiczy tu, w sali obok. Mówi, że ma tu lepszą akustykę – dodał, wzruszając ramionami. – Mówiła co prawda, żeby jej nie przeszkadzać, ale możesz spróbować szczęścia.
– Dobrze. – Elyana westchnęła z ulgą. Ucieszyła się, że pomimo spóźnienia udało się jej jeszcze złapać Pię. – Chciałabym wziąć jeszcze pokój na noc.
– Dziesięć złotych monet – powiedział karczmarz, biorąc się za wycieranie szklanek.
– Ile?! – Dziewczyna sapnęła ze zdumienia, widząc w wyobraźni, jak pozbywa się połowy złota. – Nie ma czegoś tańszego? – zapytała jeszcze, próbując szczęścia.
– Pokój wspólny, siedem monet. Są jeszcze wolne miejsca w sześcioosobowym – odrzekł mężczyzna, kątem oka zerkając na tworzącą się za księżniczką kolejkę.
– To i tak sporo – mruknęła z niezadowoleniem, ale wyciągnęła z kieszeni sakiewkę z pieniędzmi.
– Zawsze możesz iść spać do portu, jak coś ci się nie podoba – prychnął, najwyraźniej tracąc już cierpliwość. – Tam nie będziesz musiała płacić złamanego grosza. Miejsce w pustym magazynie zawsze się znajdzie.
– No już, wezmę ten wspólny – powiedziała Elyana, kładąc na ladzie odliczone pieniądze. Karczmarz zgarnął je jednym ruchem i podał księżniczce klucz.
– Pierwsze piętro, trzecie drzwi po lewej. – Po tych słowach, nie zwracając już na nią uwagi, zwrócił się do następnego klienta. Dziewczyna wzruszyła lekko ramionami, ignorując nieuprzejmość mężczyzny, i ruszyła do swojego pokoju.
Zdążyła się już przyzwyczaić do tego, że ludzie nie zwracali się do niej z należytym szacunkiem, choć pamiętała dobrze, że pierwsze dni pracy w kuchni były dla niej z tego powodu prawdziwym szokiem. O ile jeszcze mogła wytłumaczyć zachowanie Chelli, która praktycznie od razu zaczęła traktować ją jak własną córkę, tak postępowanie reszty osób było czymś, z czym jeszcze nigdy się nie spotkała. Zwracali się do niej po imieniu, poganiali, kucharzom zdarzało się nawet na nią krzyknąć, choć Chella temperowała ich dosyć szybko. Elyana czasami miała ochotę powiedzieć im, kim naprawdę jest, ale zaraz przypominała sobie słowa Nathana z tej nocy, gdy trafiła do „Niedźwiedziej Nory”: powinna ukrywać swoją tożsamość, zwłaszcza że Dhornijczycy jej poszukiwali. Zaciskała więc zęby i pracowała w milczeniu, z biegiem czasu przyzwyczajając się do tego, że jest dla tych ludzi jedną z wielu osób, która ucierpiała podczas ataku Cesarstwa.
Stopniowo i ona przyzwyczaiła się do takiej sytuacji, odkrywając przy tym jedną z największych zalet jej nowego życia: brak dworskiej etykiety. Nikt nie wymagał od niej cichego siedzenia praktycznie bez ruchu przez kilka godzin, wymuszonego uśmiechu i ciągłego potakiwania, ale tak naprawdę dopiero zwolnienie z tych oczekiwań uświadomiło jej, jak bardzo jej to wcześniej przeszkadzało. Była zmuszona przyznać przed sobą samą, że wcześniej po prostu nie znała innego stylu życia.
Nagle przed oczami stanęła jej sytuacja z poprzedniego dnia, gdy Justan przed nią uklęknął. Pomimo tego, że od ataku na zamek minęło dopiero nieco pół roku, to już zdążyła odzwyczaić się od takiego widoku.
Wspomnienie o mężczyźnie skierowało jej myśli na inne tory. Zdając sobie sprawę z tego, jak blisko otarła się o śmierć, zadrżała. Nie wiedziała, czy Justan i jego skryty w cieniu towarzysz byli Dhornijczykami w przebraniu, próbującymi ją schwytać lub wyciągnąć z niej kryjówkę złodziei, czy też może jakimiś zwykłymi mieszkańcami Betancurii, którzy rozpoznali ją na ulicy i liczyli na nagrodę za jej głowę, Nie wiedziała też, w jaki sposób w ciągu kilku godzin udałoby im się zdobyć mundur Gwardii Królewskiej i do wieczora zaaranżować całe spotkanie. Wiedziała tylko to, że Justan na pewno nie był tym, za kogo się podawał.
Wchodząc do wynajętego pokoju, odsunęła od siebie te myśli, chcąc skupić się na czekającym na nią zadaniu, obiecując sobie tylko na koniec, że już nigdy więcej nie zachowa się tak lekkomyślnie.
Wewnątrz stały trzy piętrowe łóżka, z czego na jednym już ktoś spał, pochrapując cicho. Na pozostałych dwóch górnych posłaniach leżały różne drobiazgi, należące do nieobecnych w tym momencie lokatorów. Tuż obok drzwi ustawiona była sporych rozmiarów komoda, na której znajdował się nieco zwiędnięty kwiatek w wyszczerbionej i popękanej doniczce.
Elyana podeszła do łóżka, nad którym ktoś spał, i rzuciła na nie niesioną przez siebie zbroję. Przyszło jej do głowy, że marnotrawienie pieniędzy na to, by móc się tylko przebrać, było czystą głupotą, ale stwierdziła, że gdyby zapytała karczmarza, czy może się gdzieś przebrać, to zostałaby po prostu wyśmiana. Pomyślała o „Niedźwiedziej Norze”, ale tylko wzruszyła ramionami, ściągając płaszcz. Paradowanie przed Dhornijczykami w kusej koszuli nocnej byłoby proszeniem się o kłopoty. Nie miała, co prawda, zbyt wiele do czynienia z wrogimi żołnierzami, jeśli nie liczyć ostatnich chwil na zamku, ale kilkukrotnie słyszała rozmowy kelnerek o tym, że często zatrzymywali oni i aresztowali kobiety, oskarżając je o prostytucję. Elyana była pewna, że gdyby pojawiła się na ulicy w takim stroju, to bez cienia wątpliwości ściągnęłaby na siebie ich uwagę.
Uznając ostatecznie, że siedem monet nie jest wygórowaną ceną za bezpieczeństwo, odłożyła płaszcz na łóżko i wyciągnęła z jego kieszeni zakupioną bieliznę. Spojrzała na nią i westchnęła cicho z zażenowania, obrzucając w myślach najróżniejszymi wyzwiskami Joannę, Lentona, Pię i siebie. Nie wiedziała, dlaczego zgodziła się wziąć w tym wszystkim udział, skoro nie miała żadnego doświadczenia w działaniu pod przykrywką.
Dziewczyna ściągnęła z siebie swoje codzienne ubranie, żałując, że nie zamknęła drzwi na klucz, Obawiając się, że ktoś zaraz mógłby wejść do pokoju, szybko założyła bieliznę i zdjęła ze ściany wiszące nad komodą lusterko, by zobaczyć, jak wygląda.
Koszula, sięgająca jej do połowy ud, ozdobiona była starannie wykonaną koronką. Czarny materiał połyskiwał lekko w świetle świec; księżniczka podziękowała w myślach wszystkim bogom za to, że nie prześwitywał. Dekolt nie był zbyt głęboki, co również przyjęła z ulgą. Ucieszyła się, że koniec końców nie wyglądało to wszystko aż tak źle, jak się spodziewała. Poprawiła trochę włosy, przeczesując je palcami. Po tym, jak wzięła szybką kąpiel po zakończeniu treningu, były one jeszcze trochę wilgotne; dziewczyna wiedziała, że w przeciągu najbliższej godziny zaczną jej stać we wszystkie strony, ale nic nie mogła na to poradzić.
Dziewczyna niczego nienawidziła w swoim wyglądzie tak bardzo jak swoich włosów. Nawet piegi na twarzy i dekolcie nie przeszkadzały jej tak bardzo, gdyż dobrze widoczne były tylko wtedy, gdy słońce świeciło przez dłuższy czas, czyli tak naprawdę tylko przez kilka miesięcy.
Po jej przybyciu do „Niedźwiedziej Nory” sytuacja stała się jeszcze gorsza, gdyż Chella ścięła włosy na tyle krótko, że w zasadzie nic nie można było z nimi zrobić. Co prawda na początku swojego pobytu w restauracji nie zwracała na to w ogóle uwagi – przez długi czas nie mogła otrząsnąć się z tego, co spotkało ją w dniu zdobycia zamku przez Dhornijczyków. Po kilku miesiącach zaczęła jednak przyglądać się swojemu odbiciu w lustrze i dobrze widziała, jak zmieniła się przez ten czas. Blada cera, podkrążone oczy, spierzchnięte usta oraz włosy, które wyglądały tak, jakby nie czesała ich przez co najmniej kilka dni.
Księżniczka po raz kolejny westchnęła ciężko, wracając myślami do stojącego przed nią zadania. Odwiesiła lusterko i dokładnie ukryła swoją zbroję i codzienne ubranie pod pościelą, po czym spojrzała krytycznie na łóżko. Na pierwszy rzut oka trudno było zauważyć, by cokolwiek, oprócz kołdry i poduszek, leżało na posłaniu. Stwierdzając, że i tak nie wymyśli niczego lepszego, założyła na siebie płaszcz, nie chcąc paradować przed połową klienteli w samej bieliźnie, i wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz.
Elyana przemknęła szybko przez salę, zatrzymując się przed salą, wskazaną wcześniej przez karczmarza. Dało się usłyszeć dobiegające z niej dźwięki lutni, od czasu do czasu przerywane silnie brzmiącym, czystym kobiecym głosem. Dziewczyna odetchnęła głęboko, zbierając w sobie odwagę, po czym zastukała do drzwi na tyle mocno, aby jej pukanie zostało usłyszane poprzez muzykę i rozmowy klientów.
Dźwięki lutni nie ucichły, ale po chwili do jej uszu dotarły ciężkie kroki. Drzwi uchyliły się; stanął w nich mężczyzna, ubrany po wojskowemu, nie była to jednak ani dhornijska czerwień, ani granat Gwardii Królewskiej. Dziewczyna stwierdziła, że musiał on być jakimś najemnikiem.
– No? – zapytał ze zniecierpliwieniem, gdy księżniczka się nie odzywała. – Czego chcesz?
– Czy jest tu może Pia? Chciałabym się z nią spotkać – odpowiedziała drżącym głosem, zdając sobie sprawę z tego, że jeśli coś pójdzie nie tak, to ten człowiek z pewnością ją zabije.
– Pani Pia jest teraz zajęta – odrzekł strażnik, patrząc jej prosto w oczy, ale pomimo tych słów nie zamknął drzwi.
Elyana cały czas miała w głowie to, co Joanna powiedziała jej o bardce. Nie mając innego pomysłu, puściła trzymany wokół siebie płaszcz, pokazując tym samym mężczyźnie, w co była ubrana. Ten skinął lekko głową, a następnie otworzył drzwi trochę szerzej i odsunął się na bok.
– Wchodź. Pani Pia z pewnością będzie zadowolona tym, co zobaczy.
Księżniczka minęła go, ignorując jego ciekawskie spojrzenie, i skierowała wzrok na kobietę, która brzdąkała na lutni, rozsiadłszy się wygodnie na jednym z krzeseł. Była zmuszona przyznać, że już naprawdę dawno nie widziała kogoś tak pięknego: jej jasne, nieomal platynowe włosy spływały miękkimi kaskadami, sięgając za ramiona, oczy błyszczały radośnie w blasku świec, a ich błękit doskonale podkreślał fiolet szat, które miała na sobie. Ich krój niezwykle umiejętnie eksponował wspaniałą figurę Pii.
Gdy dziewczyna podeszła bliżej, bardka odłożyła lutnię i wstała, uśmiechając się do niej szeroko. Z bliska Elyana stwierdziła, że kobieta dobiega powoli trzydziestki, co podkreślały przede wszystkim drobniutkie zmarszczki wokół oczu, które świadczyły o tym, jak bardzo Pia lubi się śmiać.
– A kogo my tu mamy? – zaszczebiotała, mierząc księżniczkę krytycznym wzrokiem, ale uśmiechała się przyjaźnie. Elyana poczuła, że rumieni się pod wpływem tego taksującego spojrzenia, ale głowę trzymała uniesioną.
– Dziewczyna powiedziała, że chciała się z tobą spotkać – odezwał się strażnik, wzruszając lekko ramionami. – A że prosiła tak ładnie…
– No proszę, i jest trochę nieśmiała! – wykrzyknęła bardka, uśmiechając się szeroko. – Nie bój się, nie gryzę. Chyba że chcesz. – Zachichotała cicho i mrugnęła do niej porozumiewawczo.
Elyana nie wiedziała, co na to odpowiedzieć, ale kobieta najwyraźniej nie oczekiwała od niej żadnej reakcji, gdyż odwróciła się do stolika, nalała wina do dwóch kieliszków i wskazała jej, żeby usiadła. Dziewczyna zrezygnowała z uwagi, że nie lubi tego trunku, uznając, że musi zrobić wszystko, żeby Lenton i ona wypełnili powierzone im zadanie.
Pia usiadła naprzeciwko dziewczyny, kładąc sobie lutnię na kolanach, i spojrzała na nią przyjaźnie.
– No dobrze, to powiedz mi, moja droga, co mogę dla ciebie zrobić? I dlaczego jesteś w koszuli nocnej?
– Byłam w swoim pokoju na górze, ale usłyszałam twój śpiew – odrzekła, uśmiechając się niepewnie, w myślach zaś żałując, że nie pomyślała, żeby przygotować sobie jakąś wiarygodną historyjkę.
– I jak, podobało ci się?
– Nie wiem – wypaliła księżniczka. – Nie słyszałam wszystkiego, tylko pojedyncze słowa – dodała szybko na widok zaskoczenia na twarzy kobiety.
– W takim razie trzeba to zmienić! Weź kieliszek w swą dłoń, śliczna dziewczyno, i pozwól mi zaśpiewać piosenkę tylko dla ciebie! – rzekła Pia w nieco egzaltowany sposób, biorąc lutnię z kolan i zaczynając lekko szarpać jej struny.
Elyana zamoczyła usta w winie. Miało ono mocny, ciężki i przede wszystkim słodki smak, nie mogła jednak powiedzieć, by w ogóle jej nie smakowało. Odstawiła kieliszek na stół i zaczęła słuchać.

Od lat najmłodszych, lat dziecinnych
Żyć ani patrzeć tak jak inni
Nie mogłem; ze wspólnego zdroju
Nie płynie też namiętność moja.

Ani się zrodził w owej strudze
Mój smutek; ni radosny zbudził
Ton, który inne serca dotknie –
Co miłowałem, kochałem samotnie.

Potokiem bystrym, wodotryskiem,
Szkarłatem gór i skał urwiskiem,
I słońcem, gdy się toczy wokół
W złocie jesiennej pory roku,

I błyskawicą, gdy po niebie
Mija mnie, dążąc gdzieś przed siebie,
Piorunem, burzą lub obłokiem
(Gdy niebo czyste i wysokie),
Który się stawał najwyraźniej
Demonem mojej wyobraźni.

– To smutna piosenka – stwierdziła księżniczka po chwili, gdy Pia skończyła grać; nic innego nie przyszło jej do głowy. Nie znała się na muzyce na tyle, by ocenić, czy melodia jest rytmiczna, czy kobieta śpiewała czysto, czy lutnia była dobrze nastrojona. Na zamku miała, co prawda, lekcje muzyki, a także tańca, ale nigdy ich nie lubiła; uznała, że najbezpieczniej będzie odnieść się do słów.
– Owszem – zgodziła się bardka, odkładając lutnię na stojące przy stole jeszcze jedno wolne krzesło, po czym trzema łykami opróżniła swój kieliszek, gasząc pragnienie. – Wesołe piosenki są dobre do śmiechu, ale tylko te smutne potrafią dotknąć serca.
Elyana skinęła tylko głową, wpatrując się w jakiś nieokreślony punkt; sama nie wiedziała, dlaczego ten utwór wywarł na niej aż takie wrażenie.
Pia przyglądała się jej przez kilka chwil w milczeniu; lekki uśmiech błąkał się na jej ustach.
– Jesteś niezwykle urocza – powiedziała w końcu, a dziewczyna spojrzała na nią niepewnie. – Masz za to bardzo smutne oczy… Jak zimowy poranek: pełne światła jak zimowy poranek, ale zimne.
Księżniczka ponownie nie wiedziała, co na to powiedzieć; skierowała wzrok na stół, po czym wypiła łyk wina.
Kobieta uśmiechnęła się lekko, cały czas się jej przyglądając, a następnie napełniła swój kieliszek.
– No dobrze, lepiej mi powiedz, moja kochana, jak się nazywasz.
– Tina – odpowiedziała, ciesząc się ze zmiany tematu. Była też zadowolona, że w końcu udało się jej nie zająknąć przy tym pytaniu.
– Nie wiem, czy ono do ciebie pasuje – odrzekła Pia, przechylając lekko głowę. – Może wybrałabyś sobie nowe? Co powiedziałabyś na Elyanę?
– Dlaczego takie? – zapytała ze zdumieniem, starając się opanować nagłe drżenie rąk i przyspieszony oddech, choć miała wrażenie, że traci grunt pod nogami. W duchu modliła się tylko o to, żeby nie zarumienić się za bardzo. Jeśli kobieta wiedziała, kim ona jest i jakie nosi imię, miała naprawdę wielkie kłopoty.
– Nie podoba ci się? – Pia zaśmiała się wesoło. – Takie imię miała córka króla. A ty na pewno jesteś tak śliczna jak księżniczka. – Mrugnęła do niej ponownie, wypijając łyk wina.
– To… bardzo miłe z twojej strony, że tak mówisz – odrzekła dziewczyna niepewnie. Nie wiedziała,  czy kobieta zna jej tożsamość, czy też może jednak faktycznie tak uważa; księżniczka przypomniała sobie słowa Joanny, dotyczące upodobań bardki; może chciała jej po prostu sprawić komplement.
Elyana zerknęła na nią z wahaniem; kobieta uśmiechała się do niej tajemniczo, jakby znała jej myśli.
– Lepiej powiedz mi, czym się zajmujesz – powiedziała Pia, zmieniając temat.
– Pomagam w kuchni w „Niedźwiedziej Norze” – odrzekła, a następnie ugryzła się w język. Po co zdradziła miejsce? Dlaczego zawsze musiała się czymś pogrążyć?
– To czemu jesteś tutaj? – Bardka spojrzała na nią ze zdumieniem.
– Słyszałam, że masz zamiar się tutaj zatrzymać, a ja tak bardzo chciałam cię poznać – rzekła trochę niepewnie, zastanawiając się, czy Pia w to uwierzy. Ta jednak tylko uśmiechnęła się ciepło.
– To bardzo miłe. – Mówiąc to, kobieta delikatnie dotknęła grzbietu dłoni księżniczki, gładząc go delikatnie czubkami palców.
Elyana powstrzymała się od tego, by zabrać rękę ze stołu, pamiętając, że od jej odpowiedniego zachowania zależy powodzenie misji, poczuła jednak, że cała sytuacja coraz mniej się jej podoba.
– Tak sobie pomyślałam – zaczęła kobieta, wypijając swoje wino do końca – że może chciałabyś zobaczyć mój pokój? Jest tam o wiele przyjemniej i cieplej niż tutaj. – Uśmiechnęła się do niej niewinnie.
– Chętnie. – Księżniczka przytaknęła, wstając od stołu i czując, jak mocno bije jej serce. Była z siebie dumna, że tak dobrze jej poszło; teraz całą resztą powinien zająć się Lenton, który czaił się gdzieś po drodze.
Pia wzięła ją za rękę, prowadząc do swojego pokoju. Elyana chciała zaprotestować, ale poczuła lekkie zawroty głowy, choć przecież wypiła tak niewiele. Nie miała pojęcia, jakim cudem bardka trzymała się jeszcze na nogach.
– Mój pokój jest na drugim piętrze – rzuciła przez ramię, gdy szły po schodach. Dziewczyna tylko przytaknęła; miała nadzieję, że Lenton jest gotowy. Nie widziała jednak żywego ducha; stwierdziła, że chłopak czeka pewnie na górze.
Po chwili obie znalazły się przed pokojem bardki, a Elyana poczuła nieprzyjemny skurcz żołądka: Lentona nigdzie nie było. Dla pewności rozejrzała się jeszcze szybko, ale nikogo nie zauważyła.
Tymczasem Pia otworzyła drzwi i czekała, aż księżniczka wejdzie; gdy przekroczyła próg, kobieta poszła za nią. Dziewczyna podskoczyła, gdy zgrzytnął zamek.
– Zamknęłam drzwi na klucz, żeby nikt nam nie przeszkadzał – wyjaśniła z szerokim uśmiechem i, chwiejąc się lekko, podeszła do stolika, na którym stało wino oraz dwa kieliszki i zajęła się otwieraniem butelki.
Księżniczka stała nieruchomo, myśląc intensywnie, jak wybrnąć z tej sytuacji. Nie wiedziała, co się stało z Lentonem – nie dostał się do środka? Został złapany? Może gdzieś zasnął? Nie miała pojęcia, co powinna zrobić. Uciec? Wtedy nie wykonałaby zadania, a szansa na skradzenie tych dokumentów mogłaby się już nie powtórzyć. Rozejrzała się szybko za czymś, czym mogłaby ogłuszyć Pię, ale doniczka z kwiatkiem była zdecydowanie za wysoko, a kandelabru na pewno nie byłaby w stanie unieść na tyle, by uderzyć nim kogoś w głowę.
Jej wzrok padł na krzesło. Uznawszy, że nie wymyśli niczego innego, ruszyła w jego stronę, ale w tym samym momencie bardka odwróciła się, wyciągając do niej rękę z napełnionym po brzegi kieliszkiem. Kobieta cały czas chwiała się lekko, a na jej twarzy pojawiły się rumieńce.
Widzą swoją ostatnią nadzieję w winie, Elyana zdjęła płaszcz, wzięła kieliszek i uśmiechnęła się szeroko.
– To wspaniały pokój. Masz tu nawet wannę!
Pia skwitowała te słowa chichotem, po czym usiadła przy stole i wzniosła toast.
– Za nas, moja słodziutka.
– Za nas – powtórzyła księżniczka, mocząc usta w napitku i zerkając na bardkę, która pociągnęła długi łyk, smakując trunek.
– Nie ma co, w tych miastach mają naprawdę dobre wina. Znaczy się w mieście. Tylko w jednym.
– W takim razie wypijmy za miasto! – Elyana uniosła kieliszek, nie wiedząc za bardzo, co dokładnie kobieta ma na myśli. Uznała, że to zasługa wypitego przez nią alkoholu.
Bardka zaśmiała się radośnie, wypijając resztę swojego wina. Z namysłem spojrzała na butelkę, jakby zastanawiając się, czy nie dolać sobie jeszcze, ale po chwili odstawiła kieliszek; księżniczka, ponownie tylko udając, że pije, poszła w jej ślady.
– Wiesz… - zaczęła Pia, patrząc na dziewczynę nieco zamglonym wzrokiem – Zastanawiam się, dlaczego nigdy wcześniej cię nie widziałam. – Kobieta nachyliła się nad stołem i delikatnie poprawiła Elyanie kosmyk włosów, opadający jej na czoło. – Naprawdę jesteś śliczna.
Księżniczka poruszyła się lekko, czując narastające w niej uczucie paniki, które pojawiało się za każdym razem, gdy ktoś próbował jej dotknąć. Zacisnęła dłonie na brzegu krzesła, starając się zapanować nad oddechem.
– To prawda. – Mrugnęła do niej po raz kolejny i zabrała rękę. – Z pewnością masz jakiegoś narzeczonego?
– Nie mam – rzekła twardo Elyana, żałując, że nie wpadła szybciej na pomysł z krzesłem.
– Naprawdę? – Pia spojrzała na nią ze zdziwieniem
– Tak.
– Ale pewnie się z kimś całowałaś, co? Widziałam, jak ci wszyscy ludzie, tam na dole, na ciebie patrzyli. – Kobieta uśmiechnęła się pogodnie, napełniając swój kieliszek.
– Nie. – Księżniczka czuła narastającą w niej złość. Usilnie chciała nad sobą zapanować, ale nie mogła powstrzymać coraz bardziej drżących rąk.
– Zamknij na chwilę oczy – rzuciła, wypijając pół kieliszka dwoma łykami.
– Po co? – zapytała ze zdziwieniem, ale przymknęła powieki na tyle, by móc jednak widzieć, co się dzieje.
Pia wstała i zatoczyła się, wpadając na stół. Oparłszy się o niego, odzyskała równowagę. Dziewczyna wyczuła jej ciężki od alkoholu oddech, gdy ta nachyliła się nad jej twarzą, i na wszelki wypadek zamknęła oczy. Po kilku chwilach poczuła, jak usta bardki dotykają jej, i jak kobieta próbuje rozchylić je językiem.
Księżniczka odepchnęła ją od siebie i zerwała się z krzesła, czując, jak traci panowanie nad sobą. Przed oczami stanęła jej twarz Vico, a na skórze poczuła jego dotyk. Z gardła wyrwał się jej szloch, a cała dygotała tak bardzo, że zaraz upadnie; ledwo powłócząc nogami, dotarła do ściany i oparła się o nią.
Bardka tym czasem podeszła do stołu i spojrzała na Elyanę niepewnie.
– Nie… Nie spodobało ci się?
Dziewczyna popatrzyła na nią tak, jakby nie wiedziała, o co jej chodzi, po czym osunęła się na podłogę i ukryła twarz w dłoniach, nie mogąc powstrzymać się od płaczu. W tym momencie nienawidziła siebie samej za to, że jest tak słaba.
– Nie mogę tego zrobić. Nie mogę… - łkała. Pia usiadła obok niej i nieśmiało poklepała ją po ramieniu.
– Może po prostu napijemy się jeszcze trochę wina, co? Wypijemy i trochę sobie porozmawiamy. Nic więcej, obiecuję. – Nie czekając na odpowiedź, wstała i podała jej kieliszek. Elyana wzięła od niej wino i wypiła je dwoma długimi łykami, a następnie wstała i opadła na krzesło. Nie czekając na to, co zrobi Pia, dolała sobie jeszcze. Była wdzięczna za to, że kobieta nie zadawała jej żadnych pytań.
***
Następnego dnia księżniczkę obudziło nikłe światło słońca, padające na jej twarz przez niewielkie okno, umieszczone w równie niewielkiej sypialni. Dziewczyna zerwała się i wyskoczyła z łóżka, zanurzając stopy w ciepłym, puszystym dywanie. Rozejrzała się po pokoju, ale oprócz łóżka i komody nie było tam niczego innego.
Jej wzrok padł na Pię, która cicho westchnęła przez sen. Na jej widok Elyanie, pomimo sporego bólu głowy, przypomniał się poprzedni wieczór, a także zadanie, którego nie wykonała z powodu nagłej nieobecności Lentona. Nie chcąc myśleć o tym, dlaczego spała razem z bardką, podeszła do komody i wysunęła po cichu szuflady, ale nie znalazła tam niczego, co mogłoby przypominać poszukiwane przez nią dokumenty. Postanowiła rozejrzeć się więc w głównej sali.
Gdy tylko tam weszła, zauważyła wiszący na krześle swój płaszcz. Szybko zawiązała go pod szyją, po czym podeszła do stojącego obok wanny biurka. Starając się poruszać bezszelestnie, podeszła do niego i zaczęła przerzucać leżące na nim papiery. Większość z nich wyglądała na szkice piosenek, ale jej wzrok przyciągnął stos kartek, związanych czarną tasiemką i zapisanych drobnym pismem; na dole pierwszej z nich widniała sporych rozmiarów pieczęć. Elyana nie rozpoznała jej, ale stwierdziła, że to właśnie o te papiery chodziło Joannie.
Ciesząc się, że pomimo tylu problemów udało się jej wypełnić zadanie, ruszyła w stronę wyjścia. Nacisnęła klamkę, ale drzwi nie ustąpiły; wtedy przypomniała sobie, że Pia zamykała je poprzedniego wieczora na klucz.
Księżniczka zaklęła cicho,  zastanawiając się nad tym, co powinna teraz zrobić. Klucz pewnie nadal miała przy sobie bardka, a powrót do sypialni nie wchodził w rachubę; nie chciała ryzykować, że kobieta się obudzi.
Podeszła ponownie do biurka, licząc na to, że będzie tam chociaż jakaś wsuwka do włosów albo cokolwiek długiego i cienkiego, czym mogłaby otworzyć zamek.
– Dzień dobry, moja droga. – Dziewczyna podskoczyła, słysząc za sobą głos Pii. Ta uśmiechała się pogodnie, najwyraźniej nie zwracając uwagi na to, że Elyana przeszukuje jej rzeczy.
– Dzień… Dzień dobry – wyjąkała w odpowiedzi, kątem oka zerkając na dokumenty, które odłożyła, poszukując spinki. Wzrok bardki powędrował za spojrzeniem księżniczki; kobieta zaśmiała się, choć dziewczynie wydawało się, że było to trochę wymuszone.
– Widzę, że znalazłaś te cenne papiery. Myślę więc, że mogę powiedzieć Nathanowi, że zaliczyłaś tę lekcję.
– Co? – zapytała ze zdumieniem. Miała wrażenie, że się przesłyszała, ale Pia tylko opuściła wzrok.
– To był tylko test, żeby zobaczyć, czy dasz sobie radę w, nazwijmy to, delikatnych sytuacjach. Mistrz Nathan wszystko zaaranżował – odrzekła kobieta z wyraźnie malującym się na twarzy poczuciem winy.
– Zaaranżował – powtórzyła, czując narastający w niej gniew i strach.
– Tak. – Pia skinęła głową i ruszyła w stronę drzwi, wyciągając z kieszeni klucz. – Ale nie martw się. Ja… powiem reszcie, że zrobiłaś to, co było konieczne, żeby przejść test.
– Dziękuję – powiedziała Elyana po chwili, czując nagły przypływ sympatii do kobiety.
– Lepiej już idź – rzekła, stając przy otwartych już drzwiach. – I uważaj na siebie.
***
Księżniczka, absolutnie wściekła, wpadła do „Niedźwiedziej Nory”, ignorując zaskoczone spojrzenia gości, którzy przyszli tam na późne śniadanie lub wczesny obiad, a następnie przemknęła przez kuchnię, nie zwracając uwagi na powitania, i weszła do swojego pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Po wyjściu z pokoju bardki w dziewczynie z każdą chwilą narastała złość; czuła się oszukana przez wszystkich: przez Nathana, przez Joannę, przez Lentona i przez Pię, choć jej akurat była też wdzięczna za to, że zdecydowała się ją kryć.
Cały czas nie dawała jej spokoju myśl, że Nathan zmusił ją do czegoś takiego, choć dobrze wiedział, co ją spotkało, gdy uciekała z zamku. Przecież z pewnością zdawał sobie sprawę, jak ona może zareagować na coś takiego. Pogodziła się już z gorzkim rozczarowaniem, że nikt nie ukarze Vico za jego postępek oraz  że sama będzie musiała się tym zająć, ale nie mogła zrozumieć, dlaczego Nathan udaje, że nic się nie stało. Nie znała go za dobrze, rozmawiała z nim zaledwie kilkukrotnie, ale nigdy ani razu nie odniosła wrażenia, że może być okrutny. Surowy – owszem, wymagający – też, ale na pewno nie okrutny. W tym wypadku Elyanie wydawało się jednak, że Nathan nie powinien się tak zachowywać.
Nie mogąc się uspokoić, dziewczyna postanowiła się z nim natychmiast rozmówić. Wyszła z pokoju, kolejny raz ignorując pracowników kuchni, i po chwili znalazła się na górze, w gabinecie starszego mężczyzny, który przywitał ją lekkim uniesieniem brwi, jakby nie spodziewał się jej wizyty.
– Czy to prawda, że to ty zaaranżowałeś wszystko we „Lwim Łbie”? – zapytała księżniczka na pozór spokojnie, choć w środku gotowała się z wściekłości.
– Joanna. Z moim błogosławieństwem – odrzekł Nathan beznamiętnie, przeglądając papiery leżące na biurku. Elyana nie wiedziała za bardzo, co one przedstawiają; widziała tylko długie kolumny liczb.
Słowa te skwitowała głośnym prychnięciem, na co mężczyzna spojrzał w jej oczy tak surowo jak jeszcze nigdy, po czym powiedział:
– Posłuchaj mnie uważnie. Czasami jest konieczne, by radzić sobie w takich sytuacjach. Nie potrzebuję kogoś, kto ucieka z krzykiem, gdy sprawy się komplikują, zwłaszcza wtedy, gdy zależy od tego życie innych ludzi. Joanna uznała, a ja się z tym zgodziłem, że mimo wszystko nie będzie dobrym pomysłem zmuszać cię do spania z mężczyzną, dlatego zdecydowaliśmy się na Pię.
Księżniczka słuchała go, nie wiedząc, co o tym wszystkim myśleć. Czuła, że Nathan ma rację, ale to w żaden sposób nie zmniejszało jej gniewu. Zdawała sobie sprawę z tego, że kolejny raz zachowuje się trochę jak naburmuszone dziecko i że tak naprawdę wcale nie zrobiła tego, co musiała.
– To w sumie nie ma znaczenia – ciągnął mężczyzna. – Albo mi powiesz, że potrafisz sobie poradzić w takich sytuacjach, albo wracasz do kuchni.
– Poradzę sobie – wydusiła przez zaciśnięte zęby, przysięgając sobie, że był to ostatni raz, gdy przyszła do Nathana, by poskarżyć się na cokolwiek.
– To świetnie – skwitował i wrócił do przeglądania papierów, dziewczyna natomiast, bez słowa pożegnania, udała się do swojego pokoju, by tam spokojnie się wypłakać.
Gdy już trochę się uspokoiła, po raz kolejny postanowiła przemyśleć sobie całą sytuację. Faktycznie, Nathan zrobił to, co musiał, i księżniczce mimo wszystko trudno było nie docenić tego, że on i Joanna wzięli pod uwagę, przez co przeszła, choć i tak czuła żal, że postanowili postawić ją przez taką próbą.
Po chwili dotarło do niej, że to nie do nich ma pretensje, ale do osoby, przez którą w ogóle musiała przez to przejść. Na samą myśl o Vico Elyana zerwała się z łóżka i zaczęła krążyć o pokoju, raz po raz zaciskając dłonie w pięści. Nigdy nawet nie przypuszczała, że będzie kogoś tak mocno nienawidzić. Musiała przyznać, że nawet Dhornijczycy nie napawali jej aż taką odrazą jak ten mężczyzna, choć nie wiedziała nawet, dlaczego tak się dzieje, skoro to oni, a nie Vico, zaatakowali Betancurię i zamordowali parę królewską, stając się tym samym przyczyną wszystkich jej nieszczęść.
Dziewczyna odetchnęła głęboko, starając się odzyskać panowanie nad sobą. Wiedziała, że w tej chwili, oprócz zemsty, nie zostało jej nic więcej; władza Dhornu nad Betancurią umacniała się właściwie z każdym dniem, a sami mieszkańcy również powoli przyzwyczajali się do nowych rządów. Trudno jej było wyobrazić sobie, by w najbliższym czasie udało się wyzwolić miasto w wrogiej okupacji, zwłaszcza że żadne z sąsiednich królestw nie wyrażało chęci pomocy.
Księżniczka westchnęła kolejny raz, kładąc się do łóżka, stwierdziwszy, że póki co powinna skupić się na treningach Hatoriego, a dopiero potem na całej reszcie. Ochłonąwszy po tej myśli, zasnęła niemal momentalnie.
***
Kolejne dwa miesiące upłynęły Elyanie pod znakiem treningów zarówno u Hatoriego, jak i u Yance’a, z którym porozmawiała po sugestii Carona. Mężczyzna zgodził się, i od tego czasu dni spędzała na zakradaniu się do różnych osób, drobnych kradzieżach, uczeniu się posługiwania wytrychami, a także, co z tego wszystkiego było w zasadzie dla niej najtrudniejsze, na rozbrajaniu różnych pułapek. Po tych lekcjach wracała do „Niedźwiedziej Nory” poparzona, pokłuta lub odrapana; nie raz twierdziła, że do tego po prostu się nie nadaje, ale Yance nie pozwalał jej zrezygnować.
Nieliczne wolne chwile spędzała na pogawędkach z Caronem, którego bardzo interesowały jej postępy w nauce. Dziewczyna z entuzjazmem opowiadała mu przede wszystkim o treningach u Hatoriego, gdyż sama wiedziała, że idą jej one nie najgorzej. Bez większych problemów udawało się jej unikać ciosów, a od czasu do czasu wyprowadzała nawet atak; o lekcjach u Yance’a wolała nie wspominać.
Pewnego popołudnia księżniczka i Caron siedzieli w jej pokoju, jedząc obiad. Chłopak opowiadał jej o swojej pracy dla Rodziny, gdy nagle drzwi otworzyły się. Stanęła w nich Chella: na widok młodego mężczyzny zmrużyła lekko oczy z dezaprobatą, po czym zwróciła się do Elyany:
– Mistrz Nathan chce się z tobą zobaczyć.
– Po co? – zapytała zdumiona dziewczyna, próbując sobie przypomnieć jakąkolwiek sytuację, w której mogła zachować się nieodpowiedzialnie, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Caron parsknął śmiechem, widząc jej minę.
– Jak pójdziesz, to się dowiesz – stwierdziła kobieta spokojnie, po czym wróciła do kuchni. Księżniczka skierowała zaskoczone spojrzenie na siedzącego obok niej chłopaka, który cały czas wyglądał na rozbawionego.
– Nie patrz na mnie, też nie wiem, co zrobiłaś – powiedział, wzruszając lekko ramionami; w jego oczach błyskały wesołe iskierki.
– Nic nie zrobiłam – prychnęła trochę obrażonym głosem, odsuwając od siebie talerz i wstając od stołu.
– Dobra, dobra – rzekł Caron, ignorując jej obrażone spojrzenie. – Za dobrze cię znam, kwiatuszku.
– Kłóciłabym się z tym – odpowiedziała. Już miała wyjść, ale zatrzymała się przy drzwiach. – Gdybyś była tak miły i sprzątnął ze stołu…
– Jasne, leć. Stary Nathan nie lubi, gdy ludzie się spóźniają. – Chłopak uśmiechnął się do niej ciepło.
– Dzięki – rzuciła szybko i wyszła.
Po kilku chwilach dotarła na górę, zastanawiając się, dlaczego starszy mężczyzna, głowa całej gildii, chciał się z nią zobaczyć. Raz jeszcze spróbowała sobie przypomnieć, co takiego mogła zrobić. W grę wchodziły jednak tylko te kradzieże, które wykonywała na polecenie Yance’a.
W gabinecie Nathana, oprócz niego samego, znajdował się potężny mężczyzna, który swoją posturą bardziej przypominał niedźwiedzia niż człowieka. Był wysoki, barczysty; po prostu duży. Nie wiedziała, czy jego obecność ma jakiś związek z tym, że musiała tutaj przyjść. Odwróciła od niego wzrok i spojrzała niepewnie na Nathana.
– Elyana, dobrze, że jesteś – powiedział, patrząc na nią uważnie. – Chciałem z tobą porozmawiać.
– Słucham – mruknęła, kątem oka zerkając na drugiego mężczyznę; wydawało się jej, że uśmiechnął się lekko, ale nie widziała tego dokładnie, gdyż bujny zarost ukrywał bez mała połowę jego twarzy.
– Rozmawiali ze mną Hatori i Yance – rzekł. – Obaj bardzo cię chwalili, co mnie cieszy.
– Dziękuję – odpowiedziała, nieco zaskoczona. Słowa te mile połechtały jej dumę, chociaż zdawała sobie sprawę, że były trochę na wyrost; rozbrajanie pułapek nadal spędzało jej sen z powiek, wiele bardziej niż siniaki po treningach z mistrzem walki.
– W związku z tym uznałem, że można wprowadzić cię trochę bardziej – kontynuował. – Pójdziesz do jednego z magazynów w porcie i odszukasz Drago; już ci o nim kiedyś wspominałem.
– Tak – zgodziła się, choć nie przypominała sobie tej rozmowy. Uznała, że po prostu zapyta Carona, o kogo dokładnie chodzi.
– Dobrze. Yance i Hatori oczywiście nadal będą cię trenować, bo dwa miesiące to w zasadzie tyle co nic, ale pamiętaj o tym, żeby udać się do portu w najbliższym czasie – powiedział Nathan. – Możesz iść – dodał po chwili, gdy księżniczka nie wychodziła.
Dziewczyna kiwnęła mu głową na pożegnanie i poszła do siebie. Caron ciągle tam był, siedząc z nogami wyciągniętymi na stole.
– Szybko ci poszło – stwierdził z uśmiechem, po czym zerwał się i wyszedł do kuchni. Po chwili wrócił z dwoma szklankami i karafką jasnobrązowego płynu. Bez słowa napełnił je do połowy i jedną postawił przy swoim miejscu, drugą naprzeciwko.
– Co to jest? – zapytała Elyana, siadając i wąchając podany jej napój.
– Rum – wyjaśnił chłopak niewinnie, po czym wypił swój trunek i natychmiast nalał sobie kolejnego.
– O. – Księżniczka nie mogła powstrzymać zaskoczonego westchnienia. Do tej pory najmocniejszym alkoholem, jaki piła, było wino.
– Spróbuj, jest całkiem niezły – rzekł Caron i ponownie położył nogi na stole. Dziewczyna przytaknęła, nieco oszołomiona, i ostrożnie upiła łyk.
Trunek zaczął palić ją w gardle, a w oczach stanęły łzy. Po chwili jednak nieprzyjemne uczucie minęło, po jej wnętrzu rozlało się przyjemne ciepło, a w ustach pozostał tylko lekko słodkawy smak. Kolejny łyk wzięła trochę większy, co chłopak skwitował głośnym śmiechem.
– Widzisz, nie takie złe. Lepiej powiedz, czego chciał od ciebie Nathan.
– Kazał mi spotkać się z Drago – odpowiedziała, rozsiadając się wygodniej. – Znasz go?
– Pewnie, że znam. Drago jest przemytnikiem – wyjaśnił. – Pracuje dla Rodziny chyba od samego początku.
– Aha. – Księżniczce przemknęło przez myśl, że chyba nie słyszała o kimś, kto współpracowałby z Nathanem i jednocześnie nie był przestępcą. – Wiesz, gdzie on jest?
– W porcie, w magazynie – odrzekł Caron, ponownie wypijając całą szklankę na raz, ale tym razem nie napełnił jej ponownie.
– W porcie jest sporo magazynów – zauważyła dziewczyna, czując lekkie poirytowanie. Nie lubiła, gdy ktoś nie odpowiadał od razu na jej pytania.
– Nie bocz się tak, słoneczko – zaśmiał się. – Drago jest w magazynie koło „Miecznika”, ale do tej tawerny lepiej nie wchodź. – Chłopak nagle spoważniał, ściągnął nogi ze stołu i nachylił się ku niej. – To nie jest bezpieczne miejsce; złażą się tam największe męty w porcie.
– Rozumiem.
– Elyana, ja mówię poważnie.
– Rozumiem – powtórzyła. – Będę na siebie uważać – dodała, wstając. Mimo wszystko zrobiło się jej niezwykle przyjemnie, gdy zdała sobie sprawę, że Caron mówi to z troski o nią; uśmiechnęła się do niego uspokajająco, na co on zauważalnie odetchnął.
– To dobrze. Idziesz tam od razu? – zapytał, gdy księżniczka sięgnęła po płaszcz.
– Tak. Nathan kazał mi zająć się tym jak najszybciej.
– Jak już wrócisz, to pamiętaj, żeby się porządnie wykąpać. – Zaśmiał się głośno. – I nawet nie pytaj – dodał, gdy dziewczyna otworzyła usta. – Nic więcej ci nie powiem.
Po tych słowach wyszedł, zostawiając butelkę i dwie szklanki. Elyana, stwierdziwszy, że sprzątnie to, gdy wróci od Drago, wyszła z „Niedźwiedziej Nory” i skierowała się w stronę portu, cały czas zastanawiając się, co konkretnie chłopak miał na myśli.

6 komentarzy:

  1. Podobało mi się. podobał mi się fragment dotyczący refleksji Eyeleny na temat zmiany życia, dworskiej etykiety i tego, jak bardzo ją ograniczała, choć nie odczuwała tego, będąc w zamku, bo nie znała innego życia.
    Zaciekawiło mnie, dlaczego dziewczyna nie zastnawiala się wczęsniej, dlaczego strój, jaki miała założyć do Pii, to zwykła bielizna. nie zaniepokoiło ją to? Chyba wiedziała, co się święci, skoro uznała, że pokazując to, co am pod płaszczem strażnikowi, uda jej się wejść do bardki?
    Muszę przyznać, że nie musiała się bardzo napracować, bo kobieta była bardziej niż chętna, aby się z nią bliżej zapoznać., Zastanawiam sie, czy jedynie dlatego, że jak się okazało, wszystko bylo ukartowane, czy jednak jest homoseksualistką, a Eyana się jej spodobała. nie ma to jednak własćiwie większgo znaczenia. Z pewnością nie zmusiłaby jej do niczego, to było widać. może i ją spiła, ale to był test. Który dziewcyzna właściwie zdała, bo prawie jej się udało z rana wydostać z pokoju. Mam jednak wrażenie, że tak naprawdę chodziło nie o kradzież, a o to, by przezwyciężyć strach nastolatki związany z gwałtem. Cóż, nie wiem, czy to najlepszy sposoób, ale z drugiej strony, czy taki w ogóle istnieje? też nie popieram takich zagrywek, ale z drugiej storny w prawdziwym życiu Elyana nie raz będzie mieć do czynienia
    z mężczyznami, którym "się spodoba", więc lepiej ją przygotować psychicznie... Cieszę się, że opisałąś to wydarzenie tak dokładnie. może dlatego smutno mi było,że kolejne dni streściłaś, chciałabym zobaczyć, jak Eyelna radzi sobie z otwieraniem kłódek. No, ale pewnie wszystko przede mną.
    Nie do końca załapałam,dlaczeog Nathan zawołał do siebie Eyelenę, skoro miał w gabinecie innego gościa, a o którym nic nie powiedział. To było dziwne, ale przyzwyczaiłam się już, że starzec cały czas mnie zaskakuje. Ciezę sie też, że Caron pojawił się tutaj na nieco dłużej, jednak do końca nie rozumiem tej jego troski, niby się martwi o Eylenę, ale mimo wszystko pozwala jej ot tak isć do miasta, niedaleko tej niefajnej tawerny, bez przygotowania, a przecież wie, że dziewczyna jest lekko wstawiona, co najmniej. Hm...
    Jesli chodzi o błędy:
    – No już, wezmę ten wspólny – powiedziała Elyana, kładąc na ladzie odliczone pieniądze. Karczmarz zgarnął je jednym ruchem i podał księżniczce klucz. – Pierwsze piętro, trzecie drzwi po lewej. – Po tych słowach, nie zwracając już na nią uwagi, zwrócił się do następnego klienta. Dziewczyna wzruszyła lekko ramionami, ignorując nieuprzejmość mężczyzny, i ruszyła do swojego pokoju. - Wypowiedź mężczyzny powinna być od następnego akapitu (właśnie zapomniałam napisać wcześniej, wydawało mi się,że po to umieściłaś Eyelnę w pokoju wspólnym, aby pokazać, z kim wylądowała, tymczasem nie wspomniałaś o tym ani jednym słowem...)

    Elyana była pewna, że gdyby pojawiła się na ulicy w takim stroju, to bez cienia wątpliwości ściągnęłaby na siebie uch uwagę. - Ich.

    Drzwi uchyliły się; stanął w nich mężczyzna, ubrany po wojskowemu, nie była to jednak ani dhornijska czerwień, ani granat Gwardii Królewskiej. Dziewczyna stwierdziła, że musi to być jakiś najemnik. - Wyszło na to, jakby czerwień/granat = najemnik.

    Czuła, że Nathan ma rację, ale to w żaden sposób nie zmniejszało jej gniewu, Zdawała sobie sprawę z tego, że kolejny raz zachowuje się trochę jak naburmuszone dziecko i że tak naprawdę wcale nie zrobiła tego, co musiała.
    – To w sumie nie ma znaczenia – ciągnął mężczyzna. Albo mi powiesz, że potrafisz sobie poradzić w takich sytuacjach, albo wracasz do kuchni. - powinno być "miał" na początku,w ogóle czasem znajdowało się w tekście stwierdzenie w czasie teraźniejszym, a nie przeszłym. następnie "zdawała" małą literą, brakuje też myślnika przed "albo".

    Na samą myśl o Vico, Elyana zerwała się z łóżka i zaczęła krążyć o pokoju, raz po raz zaciskając dłonie w pięści. - pierwszy przecinek zbędny.

    Chłopak opowiadał jej o swoje pracy dla Rodziny, gdy nagle drzwi otworzyły się. - swojej

    – Rozumiem – powtórzyła. Będę na siebie uważać – dodała, wstając. - Brakuje myślnika

    OdpowiedzUsuń
  2. W poprzednim rozdziale Joanna wspominała, że Pia "woli dziewczyny", dlatego starałam się tego aż tak nie powtarzać cały czas. Pia od początku wiedziała, że to wszystko jest właśnie po to, żeby sprawdzić, czy dziewczyna na pewno sobie poradzi, gdy już w pełni będzie pracowała dla Nathana, ale widziała właśnie, że coś jest nie tak, więc nie naciskała za bardzo, chociaż zakładała, że po pół roku może już sobie z tym wszystkim jakoś poradziła.
    W ogóle sama ta scena z Pią była dla mnie męczarnią; gdybym mogła, to w sumie zrezygnowałabym z niej, ale jest ona dość istotna dla dalszej fabuły, więc, niestety, nie miałam wyboru. Cieszę się jednak, że nie było tak źle :)

    O otwieranie zamków się nie martw, w najbliższym czasie będzie tego naprawdę sporo :)

    Gość nie jest zwykłym gościem, póki co powiem tylko tyle ;)

    Nie wiem, czy można powiedzieć, że po wypiciu dwóch niewielkich łyków rumu była wstawiona ;) Uwaga z tą troską słuszna, chociaż wyszłam z założenia, że skoro tawerna jest jeszcze zamknięta, to Caron z pewnością o tym wiedział, dlatego nie przewidywał, mimo wszystko, większych problemów.

    Pokój wspólny był mi bardziej potrzebny do tego, żeby pokazać, jak bardzo Elyana musi liczyć się z każdą wydawaną monetą; goście w samym pokoju byli właściwie nieistotni.

    Za wskazanie błędów bardzo dziękuję, zaraz je będę poprawiać, chociaż nie wiem w sumie, jak z tym czasem. Wydaje mi się, że w mowie zależnej (a taka w przytoczonym przez Ciebie przykładzie występuje) akurat czas teraźniejszy może być użyty. W wolnej chwili postaram się coś na ten temat znaleźć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba mi umknelo, ze Pia woli dziewczyny. to dziwne troche, ze E. nie miala jakichs obaw...
      No dobra, mozze nie byla wstawiona, ale tak pomyslalam, bo po winie szybko bardzo ja zmulilo. ale zaczynam podejrzewac, ze to wino nie bylo zwyklym winem, czyz nie?xD
      wlasciwie z tymi czasami to do konca tez nie jestem pewna, trzeba sprawdzic.

      Usuń
    2. W rozdziale piątym to było:
      "– Nie – odrzekła kobieta, uśmiechając się. – Masz zająć się bardką. Pia jest znana ze swojej… sympatii do ładnych dziewczyn."
      O masz, trochę wpadłam z tym winem, zamysł był taki, że i tak wypiła go trochę więcej niż tego rumu, ale chyba po drodze mi to umknęło.
      Postaram się jakichś dobrych informacji na temat tych czasów znaleźć; z tego, wydaje mi się, mógłby być też niezły poradnik na KKB.

      Usuń
  3. Edgara Poe uwielbiam za Przedwczesny pogrzeb (?), czyli utwór idealny dla takiego człeka z klaustrofobią i tafefobią jak ja.

    Wyszło przyzwyczajenie Elyany do wygody i tego, że wszyscy jej usługują, wręcz skaczą nad nią. Szkoda tylko, że tak późno.

    Wątek z bielizną... Trudno nie połączyć go Vico. Reakcje Elyany jak najbardziej zrozumiałe.

    Mam podobny problem z włosami, ale czasem taka... szopa... nawet ciekawie wygląda. Ej, co wszyscy mają do piegów? Są przeurocze. Uwielbiam je. Chciałabym mieć więcej niż tylko trochę na rękach, pod oczami i na policzkach. Ech, Elyano, ale Ty masz większe problemy niż kwestia urody, więc nie ma co rostrząsać.

    Reakcja Elyany na pocałunek Pii... Trochę się z tym zdradziła, ale podejrzewałam już wcześniej, że Pia wie więcej, niż nam się wydaje. Ale za psychologię postaci jest plus.

    Ach, ten Nathan. Cicha woda brzegi rwie. Uśmiecha się i chce dobrze, a jednocześnie jest sprytny i przewidujący.

    Znowu coś kręcą. Kolejny test? Caron taki tajemniczy i podejrzanie miły dla dziewczyny. Gierka? Subtelnie rozpoczynający się wątek miłosny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat tego przyzwyczajenia można było się spodziewać po księżniczce; jej samej jest trudno się od tego odzwyczaić, skoro znała to przez całe swoje dotychczasowe życie.

      Nie ma co we wszystkim doszukiwać się Vico. ;) Rzekłabym nawet, że nie jest on jakoś wybitnie zainteresowany poczynaniami księżniczki, nie ma też jakieś nie wiadomo jak ważnej pozycji w Rodzinie, choć oczywiście wszystko jest możliwe.

      Nathan jest szefem; musi taki być, żeby nie wpakować ich wszystkich w większe problemy.

      Usuń