wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział 8

Opowiadanie jest pisane na podstawie modułu „A Dance with Rogues”, stworzonego przez Valine, i zdecydowanie nie jest przeznaczone dla osób niepełnoletnich.

***

Atmosfera w porcie była niezwykle wręcz senna. Marynarze stali przy rejach, popalając papierosy i rozmawiając. Żaden z nich nie wybierał się w najbliższym czasie w jakąkolwiek żeglugę, gdyż nie było wiatru. Najlżejszy nawet podmuch nie poruszał ciężkim materiałem żagli, nic nie marszczyło gładkiej jak lustro powierzchni wody. Między blokami unosiły się lekkie obłoki dymu, które sprawiały, że każdy oddech drapał w gardło, a z oczu płynęły łzy.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie padał deszcz; szare chmury wisiały wysoko na niebie. Prześwitywała zza nich trochę jaśniejsza plama przysłoniętego słońca. Pomimo tego powietrze było dość chłodne; ludzie, opatuleni płaszczami, spieszyli przed siebie, by jak najszybciej pozałatwiać swoje sprawy.
Księżniczka krążyła po porcie, szukając „Miecznika”, ale nie miała odwagi zapytać kogokolwiek o drogę; nie chciała niepotrzebnie ściągać na siebie uwagi. Wiedziała jednak, że musiała się pospieszyć – wkrótce miał zapaść zmierzch, a pozostawanie w tak nieciekawej okolicy po zmroku nie było dobrym pomysłem.
Elyana rozpoznała nagle uliczkę, w której spotkała zamordowanego przez siebie żebraka. Już chciała się cofnąć, gdy trochę dalej zamajaczyło jej coś, co przy dobrych chęciach można by nazwać rybą. Zwalczając w sobie niechęć do tego miejsca, ruszyła w stronę wątpliwej ozdoby.
Gdy podeszła bliżej, zobaczyła, że to, co zauważyła, faktycznie było sfatygowaną już rybą. Pod nią wisiała tabliczka z niedbale nabazgrolonymi literami „Miecznik”.
Tawerna była jeszcze zamknięta; w oknach nie płonęły żadne światła i nie dało się słyszeć żadnej muzyki czy też gwaru rozmów. Dziewczyna stwierdziła, że gdyby nie wiedziała o tym miejscu, to bez wahania stwierdziłaby, że to już dawno opuszczona rudera.
Zastanawiając się, dlaczego Dhornijczycy nie zamknęli jeszcze tego miejsca, wyglądającego na pierwszorzędną spelunę, Uznała, że może nie chcieli, by grupki pijanych marynarzy kręciły się po mieście i woleli ich po prostu trzymać w jednym miejscu.
Księżniczka odeszła trochę od drzwi i rozejrzała się dookoła, szukając czegoś, co mogłoby przypominać magazyn. Na jej szczęście był tylko jeden taki budynek w tej okolicy; po tych obserwacjach uznała zresztą, że znajduje się już na obrzeżach portu. Było tu mniej ludzi i więcej wolnych przestrzeni, dających widok na Wielką Rzekę.
Stwierdzając, że i tak nie wymyśli niczego lepszego, podeszła do magazynu i szarpnęła za klamkę. Drzwi ustąpiły od razu, skrzypiąc donośnie, a Elyana weszła do środka.
Wnętrze przypominało bardziej halę niż cokolwiek innego. Wszędzie ustawiono różnej wielkości beczki i skrzynie, często jedne na drugich. Między nimi utworzono coś na kształt korytarzy, na tyle szerokich, by umożliwić poruszanie się i dostawianie towarów.
Dziewczyna rozejrzała się niepewnie dookoła, zastanawiając się, czy nie byłoby dobrym pomysłem kogoś zawołać, żeby nie zostać pochopnie uznanym za intruza. Zanim jednak zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję, drogę zastąpił jej wysoki, chuderlawy chłopak, patrzący na nią podejrzliwie.
– Czego tu chcesz? – zapytał trochę piskliwym głosem, zakładając ręce na piersi.
– Szukam Drago – odpowiedziała, starając się brzmieć na pewną siebie. Z uniesienia brwi swojego rozmówcy wywnioskowała, że się jej to nie udało.
– Nie ma tu żadnego Drago – rzucił od niechcenia, wyciągając z kieszeni byle jak skręconego papierosa.
– Na pewno? Muszę się z nim zobaczyć – rzekła z lekkim zakłopotaniem. Zaczęła przypuszczać, że być może Caron sobie z niej po prostu zażartował; to byłoby do niego podobne.
– A po co ci on w ogóle? – Chłopak spojrzał na nią po chwili milczenia, w trakcie której Elyana gorączkowo zastanawiała się, co mogłaby zrobić.
– Więc jednak tu jest? – zapytała z nadzieją w głosie.
– Tego nie powiedziałem. – Chłopak parsknął śmiechem, wypuszczając dym z ust.
– Mistrz Nathan mnie tu przysłał – odrzekła naburmuszona, licząc na to, że imię przywódcy gildii zmieni zachowanie magazyniera, podobnie jak to było w przypadku Igora czy Hatoriego.
Nie pomyliła się. Gdy tylko wspomniała o starszym mężczyźnie, jej rozmówca otworzył szerzej oczy i zakrztusił się dymem. Wyrzucił niedopałek na podłogę i zadeptał go, po czym uśmiechnął się do księżniczki przepraszająco.
– Trzeba było tak od razu – powiedział, wskazując jej, by poszła za nim. – Drago jest na dole. Nie lubi, gdy mu się przeszkadza, zwłaszcza teraz. Dhornijczycy zmieniają życie uczciwego przemytnika w prawdziwe piekło. – Zaśmiał się z własnego żartu i zatrzymał się przed prowadzącymi w dół schodami, zakończonymi potężnie wyglądającymi metalowymi drzwiami. – To tutaj. Drago jest na dole. Hasło brzmi „zdechła ryba”. – Po tych słowach odszedł, wracając do swojej pracy, a Elyana zeszła na dół.
Schody skrzypiały niemiłosiernie po wpływem najlżejszego nawet stąpnięcia. Dziewczyna uznała, że musi to, oprócz hasła, stanowić swojego rodzaju zabezpieczenie przed niechcianymi gośćmi. Wydawało się jej niemożliwym, by ten dźwięk nie został usłyszany po drugiej stronie.
Księżniczka zastukała w drzwi trzy razy. Rozległ się metaliczny, lekko wibrujący dźwięk.
– Czego?! – dobiegł do niej przytłumiony męski głos.
– Zdechła ryba – odpowiedziała na tyle głośno, by mieć pewność, że zostanie usłyszana.
– No to właź. – Drzwi uchyliły się lekko. Elyana pchnęła je, chcąc poszerzyć przerwę między nimi a futryną i weszła do środka.
Pomieszczenie było mocno zaciemnione; nie znajdowało się tam ani jedno okno, a w wiszących na ścianach świecznikach płonęło tylko kilka świeczek. Ściany i podłogi, zrobione z kamienia, lśniły w tym chybotliwym świetle od osiadłej na nich wilgoci.
Oprócz starego, zdezelowanego biurka, drewnianego krzesła ze złamanym oparciem i dużej szafy w niewiele lepszym stanie nie było tam żadnych innych mebli. Przy otwartej szafie stał potężny, dość wysoki i barczysty mężczyzna. Jego skóra była trochę ciemniejszej karnacji niż zwykłych obywateli Betancurii, a jego czarne kręcone włosy przypominały sprężyny.
– Czego? – powtórzył, tym razem wyraźniej. Jego głos był niski oraz ochrypły i jednoznacznie świadczył o tym, że mężczyzna lubił zarówno pić, jak i palić, i to w sporych ilościach.
– Szukam Drago. To ty? – zapytała księżniczka niepewnie; wolała uniknąć pomyłki w takiej sprawie.
– Taaa – odpowiedział, mierząc ją dokładnie wzrokiem. – Wcześniej cię chyba nie widziałem. Kto cię przysłał?
– Mistrz Nathan.
– Jasne. Masz towar? – zapytał, leniwie zmierzając w stronę biurka i kołysząc się lekko.
– Towar? – powtórzyła dziewczyna ze zdumieniem.
– Nieważne. – Drago sprawiał wrażenie, jakby rozmawiali o pogodzie. – To czego chcesz?
– Mistrz Nathan powiedział, że mam do ciebie przyjść – odrzekła, również podchodząc do biurka. – Mam być wprowadzona dalej do Rodziny.
– Czy ja wyglądam jak jakiś przewodnik? – prychnął, siadając na krześle i zakładając nogi na biurko. Wyjął z kieszeni pogniecionego papierosa i zapalił go od jednej ze świeczek, stojących na blacie. Zaciągnął się głęboko, po czym wypuścił gęsty obłok dymu.
– No cóż… - zaczęła Elyana, ale Drago nagle zaśmiał się głośno.
– Lepiej mi nie mów – powiedział, ciągle się śmiejąc. – Więc jesteś jedną z nowych dziewczyn Nathana?
– Na to wygląda. – Księżniczka poczuła ogarniający ją spokój. Nie wiedziała właściwie dlaczego, ale ufała temu mężczyźnie. Przypomniała sobie słowa Carona, który mówił, że Drago jest w Rodzinie od samego początku, i uczucie to stało się jeszcze mocniejsze.
– Dobra. Tu, na dole, zajmujemy się importem i eksportem różnych towarów, jeśli łapiesz, o czym mówię. – Mężczyzna wypalił papierosa, zgasił go na biurku i sięgnął po następnego. – Jeśli będziesz miała do sprzedania coś, z czym nie będziesz chciała iść do świętoszkowatych kupców w mieście, to przyjdź tutaj, jasne?
– Będę o tym pamiętać – odpowiedziała dziewczyna, przypominając sobie, że Nathan wspominał jej o Drago, gdy informował ją o miejscach, w których można kupić nielegalną broń.
– Gadasz jak jakaś szlachcianka – stwierdził Drago, ponownie przyglądając się jej uważnie, ale nie wrogo. – Ciekawe, z jakiej dziury stary Nathan cię wyciągnął.
Elyana milczała, zastanawiając się, co właściwie powinna na to odpowiedzieć, ale mężczyzna najwyraźniej nie oczekiwał żadnej reakcji.
– No dobra. Umiesz się trochę skradać?
– Trochę tak. – Księżniczka skinęła głową, przypominając sobie lekcje u Yance’a; ostatnimi czasy sporadycznie tylko zdarzało się, by ktoś zauważył, że coś podkrada.
– W takim razie chodź. – Drago wstał i podszedł do gołej ściany. Złapał za zamontowany w niej uchwyt na pochodnię i pociągnął go mocno w dół. Kamienie zaszemrały cicho, gdy jeden z segmentów rozsunął się na boki, odsłaniając drewniane, zdezelowane drzwi.
– To wejście do kanałów. Używamy ich do prowadzenia naszego interesu, więc jeśli chcesz być dobrym przemytnikiem, to musisz je dobrze poznać. Idź na południe i na zachód, to dotrzesz do naszej głównej bazy.
– Południe? – powtórzyła dziewczyna, myśląc gorączkowo, gdzie zachodzi słońce, ale nie mogła sobie tego wyobrazić, nie widząc nieba.
Drago jęknął, złapał ją za ramiona i ustawił twarzą w stronę schodów, prowadzących w górę magazynu.
– Tam jest północ. Południe będzie w drugą stronę.
– Rozumiem – westchnęła. Nie miała dobrych przeczuć co do całej tej eskapady.
– No to w takim razie powodzenia. – Mężczyzna poklepał ją po plecach, próbując dodać jej tym samym otuchy. – Masz wytrychy? – zapytał jeszcze, stając przy tajnym przejściu.
– Mam. – Elyana wskazała na komplet narzędzi, które dostała, gdy rozpoczęła naukę u Yance’a.
– Świetnie. W takim razie idź. – Mężczyzna otworzył drzwi i wrócił do biurka, wyciągając z kieszeni trzeciego papierosa. Księżniczka natomiast ruszyła, zaciskając lekko spoconą dłoń na rękojeści sztyletu.
***
Pierwszą rzeczą, na którą dziewczyna zwróciła uwagę, gdy tylko znalazła się na dole, był okropny smród, który spowodował, że Elyana poczuła w gardle zjedzony nie tak dawno obiad. Szybko przełknęła ślinę, chcąc uspokoić żołądek. Powstrzymała się przed tym, żeby odetchnąć trochę głębiej, ale nie dało jej to zbyt wiele; oparła się ręką o ścianę i zwymiotowała gwałtownie. Po dłuższej chwili, gdy w ustach czuła już tylko gorzki smak żółci i przyzwyczaiła się do odoru kanałów, odsunęła się chwiejnie od ściany i rozejrzała się dookoła.
W chybotliwym blasku, rzucanym przez pochodnię umieszczoną tuż przy wejściu, nie było widać zbyt wiele. Księżniczka sięgnęła po nią i zobaczyła, że dłoń ma umazaną jakimś obrzydliwym lepkim szlamem o brunatnym kolorze. Szybko oderwała kawałek ozdobnego rękawa i dokładnie wytarła rękę, po czym wzięła pochodnię i ruszyła przed siebie wąskim korytarzem, starając się o nic nie ocierać.
W kanałach dało się słyszeć ciągły cichy szum przepływającej w pobliżu wody, od czasu do czasu przerywany dźwiękiem skapujących kropel i popiskiwaniem szczurów. Ściany lśniły wilgotnym szlamem.
Po przejściu kilkudziesięciu metrów Elyana znalazła się, jak przypuszczała, w jednym z głównych węzłów ściekowych – korytarz poszerzył się gwałtownie, przy okazji rozgałęziając się na wschód i zachód.
Obrzydliwa woń uderzyła w księżniczkę ze zdwojoną siłą, gdy zbliżyła się do płynących środkiem ścieków. Poczuła kolejną falę nudności, gdy przyjrzała się temu, co znajdowało się w spienionej, brunatnej wodzie. Widok przepływających fekaliów, zgniłego jedzenia i martwych szczurów w najróżniejszym stopniu rozkładu wywołał u niej kolejne torsje, mimo że jej żołądek był już pusty.
Kilka minut później, gdy dziewczyna już wróciła do siebie, rozejrzała się uważniej dookoła, starannie starając się nie patrzeć na płynące obok ścieki. Po prawej stronie, na zachodzie, zauważyła solidne drewniane drzwi. Nie wiedziała, czy to normalne, że w kanałach montuje się drzwi, czy też może jest to swojego rodzaju forma zabezpieczenia przed ludźmi, którzy nie powinni natknąć się na przemytników, ale stwierdziła, że w sumie nie jest to dla niej aż tak istotne. Chwyciła za klamkę, żałując w duchu, że nie kupiła sobie żadnych rękawic, gdyż ta też cała lepiła się od szlamu. Drzwi były jednak zamknięte.
Elyana wyjęła jeden z wytrychów, wręczonych jej przez Yance’a, i ostrożnie wsunęła go w dolną część zamka, w górną zaś lekko zagięty na końcu napinasz, służący do poruszania cylindrami. Nasłuchiwała uważnie, czy zapadki poddają się jej zabiegom. Sam mechanizm był dość skomplikowany, i gdy po kilku długich chwilach usłyszała upragnione kliknięcie, przekręciła wytrych i nacisnęła klamkę.
Drzwi nadał się nie otwierały.
Księżniczka westchnęła z irytacją i wyjęła wytrych; okazało się, że nie był to dźwięk otwieranego zamka, tylko pękającego narzędzia, którego druga połowa została w środku i uniemożliwiała kolejną próbę.
Dziewczyna zaklęła głośno, nie wiedząc, co powinna teraz zrobić. Nie miała wystarczająco siły, by wyważyć drzwi, a ambicja nie pozwalała jej na to, żeby wrócić i poprosić Drago o pomoc. Postanowiła pójść więc dalej na południe, licząc na to, że może trochę dalej uda się jej znaleźć jakieś inne przejście.
Podniosła pochodnię, którą na czas grzebania w zamku odłożyła na podłogę, i ruszyła dalej, ostrożnie przeskakując nad głównym ściekiem, uważając, by się nie poślizgnąć i nie upaść albo, co gorsza, nie wpaść do przepływającej wody.
Elyana szła pewnym krokiem, ciesząc się, że korytarz nie rozgałęział się; istniało małe ryzyko, że gdzieś zabłądzi. Miała jednak na uwadze, że niedługo tak czy inaczej będzie zmuszona odbić wkrótce na zachód, by dotrzeć do tajnej bazy.
Tuż przed nią przebiegło nagle kilka szczurów, które popiskiwały cicho, próbując ukryć się przed niespodziewanym źródłem światła. Dziewczyna odskoczyła z obrzydzeniem, powstrzymując się od krzyku. Gdy jeszcze mieszkała na zamku, nigdy nie widziała tych gryzoni, choć nie miała wątpliwości, że jakieś musiały żyć w piwnicach; w kuchni Chelli również ich nie było. Tutaj wyglądało to jednak zgoła inaczej: nawet jeśli ich nie widziała, to słyszała popiskiwanie lub skrobanie pazurków o kamienną podłogę.
Gdy szczury zniknęły już z pola widzenia, księżniczka westchnęła z ulgą, ale szybko tego pożałowała. Okropny smród, choć trochę słabszy niż wcześniej, ciągle był na tyle intensywny, że nie mogła do niego przywyknąć.
W tej samej chwili przypomniały się jej słowa Carona o konieczności wzięcia kąpieli, gdy tylko wróci od Drago, i już zrozumiała, co chłopak miał przez to na myśli. Zaśmiała się cicho, czując, jak humor poprawia się jej niemal momentalnie, jak zawsze gdy z nim rozmawiała albo o nim myślała. Cieszyła się, że udało się jej znaleźć kogoś, kogo z czystym sumieniem mogła nazwać przyjacielem i na kogo pomoc zawsze mogła liczyć. Gdy trafiła do „Niedźwiedziej Nory”, nie sądziła, że będzie to możliwe.
Tunel ściekowy rozgałęził się nagle na wschód i zachód. Elyana przystanęła na chwilę, zastanawiając się, czy powinna już skręcić, czy może iść dalej na południe. Wydawało się jej, że idzie już całkiem długo, ale korytarz wyglądał właściwie cały czas tak samo, więc nie wiedziała, czy było tak faktycznie, czy też tylko miała takie wrażenie. Po chwili namysłu postanowiła jednak skręcić w prawo.
Korytarz nie różnił się od poprzedniego kompletnie niczym: był tak samo wysoki, tak samo szeroki i tak samo obślizgły. Powstrzymując się od kolejnego westchnienia, zmieniła rękę, w której trzymała pochodnię.
Jej wzrok padł na obszarpany rękaw. Dziewczyna skrzywiła się lekko, myśląc o tym, że znów będzie musiała wydać pieniądze, tym razem na nową koszulę, którą tak bezmyślnie zniszczyła. Co prawda po tym, jak po spotkaniu z Pią, zaraz następnego dnia udało się jej zwrócić koszulę nocną, wymawiając się nieodpowiednim rozmiarem i dostać z powrotem wydane na nią złoto, była w o wiele lepszej sytuacji finansowej, ale i tak trafiły się jej niespodziewane wydatki. Za radą Hatoriego kupiła sobie porządne ubranie, o wiele lepszej jakości niż to, które dostała po przybyciu do „Niedźwiedziej Nory”, by nie nosić zbroi bezpośrednio na ciele; Yance kazał jej wyposażyć się w dobre, nieprzemakalne buty. Po tych zakupach została jej mniej niż połowa pieniędzy.
Księżniczka stwierdziła, że poprosi Chellę o to, by może spróbowała jakoś zszyć zniszczony rękaw; sama kompletnie nie wiedziała, jak się za to zabrać.
Elyana zatrzymała się nagle, wpatrując się w rozciągającą się przed nią ciemność. Miała wrażenie, że coś się tam poruszyło, coś o wiele większego niż szczur. Wyjęła sztylet i ostrożnie ruszyła naprzód, chociaż czuła, że i tak została już zauważona.
Po kilku krokach korytarz rozszerzył się gwałtownie, przypominając bardziej jakieś pomieszczenie niż tunel. Podobnie jak wcześniej, przez sam środek przepływał kolejny potok ścieków, na tyle szeroki, że ktoś umieścił nad nim drewnianą kładkę, po której mogłyby przejść obok siebie dwie osoby.
Nie to jednak przykuło uwagę Elyany; księżniczka, jak zahipnotyzowana, przyglądała się czemuś, co przypominało jej przerośniętą jaszczurkę, która dosięgała jej niemal do kolan. Cała była pokryta brunatnymi, matowymi łuskami, łapy miała zakończone pazurami, a jej mięsisty ogon poruszał się niespokojnie.
Dziewczyna przyglądała się temu stworzeniu bez najmniejszego ruchu, zastanawiając się, dlaczego jaszczurka jeszcze jej nie atakuje. Licząc na to, że może boi się ognia, księżniczka ostrożnie zrobiła krok, cały czas na nią patrząc. Bestia natychmiast odwróciła się w jej stronę, kręcąc lekko głową, jakby próbowała ją namierzyć. W świetle pochodni zalśniły jej zakryte bielmem oczy i dziewczyna zrozumiała: jaszczurka była ślepa, za to słyszała ją bez problemu.
Ciesząc się, że nie będzie musiała pozbywać się pochodni, powoli ruszyła w stronę kładki, starając się nie wydawać żadnych dźwięków i nie oddychać za głośno. Wiedziała, że w starciu z tym potworem nie miałaby żadnych szans.
Po kilku długich minutach udało się jej dotrzeć do kładki. Nie chcąc jednak odwracać się plecami do tego stworzenia, weszła na nią tyłem. Raz po raz zerkała za siebie, by przez przypadek nie wpaść w przepływające pod nią ścieki.
Jedna z desek zatrzeszczała nagle niemiłosiernie pod jej ciężarem. Dziewczyna z przerażeniem zerknęła na dziką bestię, która, wydawało się jej, spojrzała prosto na nią i z zaskakującą szybkością ruszyła w jej stronę.
Elyana zerwała się do ucieczki, chcąc jak najszybciej zejść z tej kładki. Po drugiej stronie zamajaczyły jej prowadzące w dół schody, znajdujące się za sporych rozmiarów metalową kratę. Dopadła do niej i szarpnęła z całej siły, ale nie zdało się to na nic: była zamknięta na zamek.
Księżniczka usłyszała za sobą ogłuszający ryk i odskoczyła w bok, upadając, ale unikając dzięki temu ciosu potężną łapą. Zerwała się na równe nogi i wyciągnęła przed siebie rękę z pochodnią. Machnęła nią kilka razy przed pyskiem jaszczurki, co jednak rozwścieczyło ją jeszcze bardziej. Bestia uderzyła ponownie mocnymi pazurami, rozdzierając materiał koszuli i rozcinając skórę dziewczyny. Elyana krzyknęła z bólu, wypuszczając pochodnię, która odtoczyła się daleko od niej, ale nie zgasła. Nie miała jednak czasu ani na przyjrzenie się ranie, ani na próbę odzyskania źródła światła, gdyż bestia ryknęła ponownie, przymierzając się do kolejnego ataku.
Gdy tylko pysk jaszczurki był na wyciągnięcie ręki, dziewczyna pchnęła sztyletem, celując między oczy. Ostrze ześlizgnęło się po twardych łuskach, a księżniczka zachwiała się, w ostatniej chwili odzyskując równowagę.
Stwór cofnął się o krok, ale tylko po to,  by zaatakować ponownie z wygodniejszej dla siebie pozycji. Jego paszcza otwarła się, ukazując dwa rzędy długich i ostrych zębów oraz rozwidlony język. Elyana, czując, że kolejnej szansy mieć nie będzie, wystawiła rękę ze sztyletem w stronę bestii, chcąc, by ta spróbowała ją ugryźć. Ponownie krzyknęła z bólu, gdy zęby stwora wbiły się w jej przedramię. Dziewczyna poczuła, jak sztylet przebija podniebienie jaszczurki, a sam uścisk nieco słabnie.
Bestia ryknęła kolejny raz, tym razem z bólu i miotała się dookoła, nie mogąc pozbyć się tkwiącego w jej ciele ostrza. Księżniczka przyglądała się temu ze strachem, nie mając pewności, czy udało się jej pokonać jaszczurką. Gdy ta jednak wpadła do przepływających ścieków i nie wynurzyła się po kilku długich chwilach, dziewczyna uznała, że stwór naprawdę nie żyje.
Jej radość nie trwała długo; zdała sobie sprawę z tego, że właśnie straciła broń, a poza tym rany na rękach stawały się coraz boleśniejsze. Stwierdziwszy, że koszuli i tak nie uda się uratować, oderwała oba rękawy i zawiązała je wokół ran, tworząc prowizoryczny opatrunek. Mając nadzieję, że ani pazury, ani zęby nie były zatrute, podniosła pochodnię i podeszła do kraty.
Wyjęła kolejny zestaw wytrychów, modląc się, by i tym razem nie zniszczyć zamka. Dłonie drżały jej lekko, zarówno z nerwów, jak i z powodu odniesionych ran. Odetchnęła głęboko, próbując się opanować, po czym ostrożnie poruszyła napinaczem. Zamek kliknął cicho, a gdy dziewczyna przekręciła wytrych, całkowicie ustąpił. Westchnęła z ulgą, odsunęła kratę i zeszła po schodach.
***
Pierwszą rzeczą, która zwróciła uwagę Elyany, gdy znalazła się na dole, było zniknięcie smrodu ścieków; teraz dziewczyna wyczuwała słonawy zapach morza. Korytarz był o wiele węższy niż ten na górze, a jego ściany oświetlały ustawione co kilka metrów pochodnie, przez co cały czas lśniły wilgocią i, miejscami, solą.
Księżniczka ruszyła przed siebie, planując przy pierwszej nadarzającej się okazji skręcić na południe. Sam korytarz nie był długi i już po kilkunastu krokach skręciła w lewo, ale zatrzymała się po chwili; wydawało się jej, że usłyszała za sobą ludzkie głosy. Postanowiła sprawdzić, czy ktoś rzeczywiście tam jest. Umieściła trzymaną przez siebie pochodnię w jednym z uchwytów i ostrożnie ruszyła w tamtą stronę.
Nie myliła się; poza rozmową, w której przeważały głównie przekleństwa, dało się słyszeć również jakieś dziwne szuranie. Księżniczka ostrożnie wychyliła się zza węgła, by zobaczyć, co się tam właściwie dzieje.
Jej wzrok padł na trzech ubranych na ciemno mężczyzn, z czego dwóch zajmowała się przenoszeniem drewnianych skrzyń na sporych rozmiarów łodzie, kołyszące się lekko na wodzie. Elyana powstrzymała się w ostatniej chwili od wyrażenia zdziwienia tym widokiem; wyglądało na to, że w jakiś sposób dotarła do Wielkiej Rzeki, która niedaleko Betancurii uchodziła do morza. Nie miała jednak pojęcia, w której części miasta dokładnie się znajduje.
– Czekajcie chwilę. – Księżniczka usłyszała głos jednego z mężczyzn, a następnie zbliżające się w jej stronę kroki. Szybko rzuciła się do ucieczki, ale było już za późno: poczuła mocne szarpnięcie za włosy, a tuż przy szyi chłód metalu. Nie poluźniając chwytu, mężczyzna zaciągnął ją na sam środek przystani i dopiero tam puścił.
Nie było możliwości ucieczki; za plecami miała wodę, a przed nią stały trzy osoby, które mierzyły ją zdecydowanie wrogimi spojrzeniami. Jeden z nich, ten, który ją zauważył, wyglądający na kogoś ważniejszego, przyglądał się jej szczególnie nieprzyjaźnie. W lepszym świetle zauważyła, że ubrany był cały na czarno; już na pierwszy rzut oka dało się poznać, że to niezwykle droga odzież.
Mężczyzna podszedł bliżej, a Elyana skupiła się na jego twarzy. Wokół zaciśniętych surowo ust i zmrużonych podejrzliwie szarych oczu widać  było wyraźne zmarszczki. Nos wyglądał tak, jakby złamano go kiedyś i nastawiono niezwykle nieumiejętnie; przy skroniach włosy były poprzetykane nitkami siwizny. Sylwetkę miał dobrze zbudowaną, choć dziewczyna mogła przysiąc, że brzuch był trochę zaokrąglony. Po tych szybkich oględzinach stwierdziła, że musiał mieć coś koło czterdziestki.
– Kim ty jesteś w ogóle? I co tu, do kurwy nędzy, robisz? – zapytał niskim, lekko zachrypniętym głosem.
– Szukam stąd wyjścia – odpowiedziała, stwierdzając, że lepiej będzie nie zdradzać imienia, chociaż przemknęło jej przez myśl, że sytuacja i tak jest na tyle fatalna, że i tak nie będzie to miało większego znaczenia.
– Doprawdy? – Ton jego głosu wyraźnie wskazywał na to, że jej nie wierzy. Podszedł jeszcze bliżej, cały czas trzymając w dłoni broń.
Elyana rozejrzała się z paniką dookoła, ale nie zauważyła niczego, co mogłoby jej pomóc. Przyszło jej do głowy, żeby może odpłynąć łodzią, nie miała jednak wystarczająco siły, by długo wiosłować; poza tym ci mężczyźni i tak dogoniliby ją bez problemów.
– Drago mnie tu przysłał – rzekł w końcu, starając się zapanować nad strachem. – Mam dostać się do kryjówki.
– Jasne – stwierdził z przekąsem. – Podaj hasło albo zaraz znajdziesz się w tej wodzie z poderżniętym gardłem.
– Zdechła ryba – szepnęła, czując, że zaraz rozpłacze się nerwów.
– W porządku – odpowiedział, chowając broń i dając znać dwóm pozostałym, by wrócili do załadunku i wskazał Elyanie, by usiadła na jednej ze skrzyń. Sam zajął miejsce obok niej, wyciągnął papierosa i zapalił go, pocierając zapałką o ścianę.
– Chcesz? – zapytał, ale księżniczka pokręciła głową. – Weź, uspokoisz się trochę – dodał, wskazując na jej drżące dłonie.
– No dobra – mruknęła. Mężczyzna podał jej papierosa i zapalił go. Dziewczyna zaciągnęła się mocno, po czym zaczęła kaszleć.
– Jesteś nowa w Rodzinie, co? – odezwał się, ignorując jej reakcję. Przyglądał się jej uważnie, zatrzymując dłużej wzrok na poranionych rękach.
– Można tak powiedzieć – odrzekła. – Czym się tu właściwie zajmujecie? – Wskazała na skrzynie i łodzie.
– Handlem. Więcej nie musisz wiedzieć.
– Rozumiem – skinęła głową, przypominając sobie słowa Drago na temat współpracujących z nim przemytników; najwyraźniej właśnie miała z nimi do czynienia.
– I mówisz, że dokąd idziesz?
– Do tajnej kryjówki. – Księżniczka zaciągnęła się kolejny raz, tym razem powstrzymując się od kaszlu. – Domyślam się, że to nie tutaj?
– Nie – odpowiedział mężczyzna. – Trochę zabłądziłaś; przejście tam było w zasadzie zaraz obok miejsca, w którym wpuścił cię Drago.
– No tak – przytaknęła Elyana z zakłopotaniem. – Ale zamek się zepsuł i musiałam poszukać inne drogi.
– „Się” zepsuł? – Przemytnik parsknął śmiechem. – Drago z pewnością będzie zachwycony, gdy się o tym dowie. Nowi ciągle psują mu zamki. Ale nie przejmuj się tym – dodał, wzruszając ramionami. – On tylko wygląda na groźnego. Widzę, że droga nie minęła bez przeszkód? – Wskazał na je ręce.
– Nie. – Dziewczyna westchnęła głęboko, patrząc na prowizoryczny opatrunek, który lekko zaczynał już przesiąkać krwią. – Natknęłam się na jakąś sporą jaszczurkę i nawet udało mi się ją zabić, ale przy okazji trochę mnie pogryzła.
– W takim razie zaczekaj chwilę. – Mężczyzna wstał i podszedł do jednej ze skrzyń. Wyjął z niej niewielką buteleczkę, wypełnioną jasnoniebieskim płynem, po czym wrócił i rozciął zawiązany wokół ran materiał.
– Co ty robisz? – zapytała, patrząc na niego niepewnie. Spróbowała zabrać ręce, jednak przemytnik przytrzymał je mocno i wylał na nie zawartość butelki. Elyana krzyknęła, bardziej z zaskoczenia niż z bólu, i z niedowierzaniem spojrzała na zasklepione rany.
– Od razu lepiej, co? – zaśmiał się mężczyzna, widząc jej reakcję.
– Tak – odrzekła nieobecnym głosem, cały czas patrząc na swoje ręce. Nigdy wcześniej nie widziała, jak działały tego typu mikstury, i była pod ogromnym wrażeniem. – Dziękuję! – dodała po chwili.
– Nie ma za co. Ale powinnaś się już zbierać. – Przemytnik wstał; dziewczyna zrobiła to samo. – Jak już mówiłem, trochę zabłądziłaś. Jeśli chcesz trafić do kryjówki, to idź najpierw na południe, potem skręć w trzeci korytarz na wschód. Zapamiętasz?
– Tak.
– Dobra. W takim razie jeszcze jedno – dodał, odprowadzając ją do korytarza. – Nikomu spoza Rodziny nie powiesz, co tu widziałaś, jasne?
– Na przykład Dhornijczykom? Nie martw się – rzekła, uśmiechając się ponuro. – Zabiliby mnie, gdyby tylko mnie zobaczyli.
– Już im napsułaś krwi? Nieźle – zaśmiał się głośno mężczyzna. – W każdym razie uważaj na siebie.
Księżniczka nie zdążyła nic odpowiedzieć, gdyż przemytnik wrócił już do swoich towarzyszy. Stwierdziwszy, że i tak straciła już sporo czasu, ruszyła naprzód, pamiętając o otrzymanych wskazówkach. Droga przebiegła bez najmniejszych problemów; korytarze były puste i wyraźnie oświetlone.
Tunel, prowadzący na wschód, skończył się nagle, przechodząc w mocny, drewniany pomost, z poręczami po obu stronach. W zasięgu wzroku w zasadzie była tylko woda, ale nie wiedziała, czy morska, czy może z rzeki.
Dziewczyna stwierdziła z zadowoleniem, że trafiła w końcu tam, gdzie powinna, i westchnęła z ulgą. Nie przypuszczała, że będzie z siebie tak dumna, gdy uda się jej tu dotrzeć.
– A niby czemu mam to tolerować?
Elyana przystanęła, rozglądając się uważnie dookoła, próbując namierzyć źródło tego głosu.
– Zastanów się! W jaki sposób zapanować nad przestępczością, jeśli nie kontrolować organizację, która się nią zajmuje?
Księżniczka przykucnęła za poręczą, nie chcąc, by ktokolwiek ją przez przypadek zauważył. Dobrze wiedziała, że nie powinna być świadkiem tej rozmowy.
– Można ich wszystkich po prostu zabić.
Nagle zauważyła ich; dwaj mężczyźni stali kilkanaście metrów od niej na przystani podobnej do tej, na której przemytnicy ładowali swój towar.
Jeden z nich ubrany był na czerwono; dziewczyna uznała, że musiał to być dhornijski żołnierz. Drugi miał zaś na sobie ciemny płaszcz, a na głowie kaptur.
– Wiesz, że to nie zadziała – powiedział ten w płaszczu, a Elyana ucieszyła się, że w kanałach dźwięk rozchodził się tak dobrze oraz że obaj mówili dość głośno.
– Może zacznę od ciebie, co? – Żołnierz podszedł do swojego rozmówcy. Księżniczka nie usłyszała, czy tamten coś odpowiedział, gdyż zaraz odezwał się Dhornijczyk, odsuwając się od mężczyzny.
– Mógłbym mieć dla ciebie propozycję. Ta organizacja, którą to tak bardzo chcesz zastąpić, sprawia nam ostatnio sporo problemów. Porucznik, który ostatnio się nią zajmował, został znaleziony w rzece z poderżniętym gardłem.
– Za bardzo węszył, co? – zapytał kpiąco mężczyzna w kapturze, ale nie doczekał się odpowiedzi.
– Nie udało nam się odnaleźć nikogo z ich wewnętrznego kręgu. Gdy tylko zaczynasz zadawać za dużo pytań, każdy w mieście staje się niezwykle milczący, więc lepiej postaraj się bardziej. Pamiętaj też, że gdy nam zależy wyjątkowo mocno, potrafimy wyciągać odpowiedzi. – Żołnierz ponownie zbliżył się do mężczyzny w płaszczu. – Gdybym tylko chciał, to za godzinę wyśpiewałbyś nam wszystko, co tylko chciałbym wiedzieć.
– Skończyłeś już mi grozić?
– Potraktuj to bardziej jako ostrzeżenie. Ty i twoi znajomi nie osiągnęliście zbyt wiele, jeśli nie liczyć pobicia kilku żebraków i pijanych marynarzy.
– Nieprawda! – obruszył się ten drugi. – A co powiesz o naszej ostatniej operacji?
– Nic wielkiego. Zabijaliśmy złodziei już wcześniej… Ale może nie jesteś jednak taki głupi, na jakiego wyglądasz. – Żołnierz parsknął śmiechem. – Dowiedz się, kto rządzi tą organizacją, która sprawia nam tyle problemów. Chcemy dostać tego, kto pociąga za sznurki. Dowiedz się wszystkiego, czego tylko zdołasz i wróć do mnie. Jeśli ci się uda… - Dhornijczyk zawiesił na chwilę głos – pomówimy ponownie o twojej propozycji.
– Będę potrzebował pieniędzy do przekupienia ludzi – powiedział mężczyzna w płaszczu rzeczowym tonem, choć Elyana odniosła wrażenie, że stara się on sprawdzić, jak daleko może się posunąć.
– Pieniądze nie są przeszkodą. Znajdź ich i podaj mi ich imiona. I lepiej nas nie zawiedź. – Żołnierz odwrócił się i zniknął w ciemnościach, zostawiając swojego rozmówcę samego. Dziewczyna usłyszała, że ten coś jeszcze powiedział, ale nie zrozumiała, co dokładnie. Wychyliła się ostrożnie zza poręczy, by zobaczyć, czy ten drugi mężczyzna również już poszedł. Gdy upewniła się, że jego też już nie było, ruszyła szybko naprzód, chcąc jak najprędzej opuścić to miejsce i poinformować kogoś, najlepiej Nathana, o tym, co usłyszała.
To, że Dhornijczycy próbowali zinfiltrować ich organizację, nie było niczym niezwykłym, ale nie miała pojęcia, kim mogła być ta druga grupa: kimś z zewnątrz czy może z Rodziny? Jeśli ta druga możliwość była prawdziwa, to mieli o wiele większe problemy, niż mogłoby się wydawać. Dhornijscy żołnierze zdołali już udowodnić, że znają się na swojej robocie.
– Kto idzie? – Do uszu księżniczki dotarł przyjemny dziewczęcy głos, po czym ujrzała niewiele młodszą od siebie dziewczynę, która, gdy  tylko ją zobaczyła, uśmiechnęła się pogodnie. – A, to ty, Elyana. Jestem Gina.
– Miło poznać. Ta kryjówka to tutaj? – zapytała, starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo wystraszył ją ten niespodziewany okrzyk.
– Tak – odpowiedziała Gina. – Idź schodami na górę i porozmawiaj z Alfonsem.
– Z kim? – powtórzyła Elyana, jednak dziewczyna zaśmiała się kolejny raz.
– Zaraz się dowiesz – rzekła i mrugnęła do niej porozumiewawczo, po czym wróciła na swój posterunek. Księżniczka wzruszyła lekko ramionami i wbiegła po schodach.
***
Pomieszczenie, w którym się znalazła, było jasne, ciepłe i suche. Dało się słyszeć przyjemny gwar rozmów, przeplatany śmiechem i wyjątkowo dorodnymi przekleństwami. Nim jednak udało się jej rozejrzeć dokładniej, podbiegła do niej jakaś dziewczyna, na oko starsza od niej o dwa-trzy lata, uśmiechająca się szeroko.
– Cześć, Elyana! Jestem Tarleth. Miło cię poznać!
– Skąd wiesz, jak się nazywam? –  Księżniczka poczuła narastającą irytację faktem, że najwyraźniej prawie wszyscy przestępny w mieście znali jej imię.
– Mistrz Nathan nam powiedział, że prędzej czy później do nas zawitasz, więc byliśmy ostrzeżeni. – Tarleth mrugnęła do niej. – Ale lepiej uważaj, gdy będziesz rozmawiać z Alfonsem. Coś się stało dzisiaj w nocy i od samego rana wyklina na wszystko i na wszystkich.
– A co się stało? – zapytała Elyana z ciekawością. Czuła, że może mieć to związek z podsłuchaną wcześniej rozmową.
– Nie mam pojęcia – odpowiedziała dziewczyna ze zmartwioną miną. – Ale chciałabym wiedzieć.
– No trudno – westchnęła księżniczka. – W takim razie chyba pogadam z tym Alfonsem.
– Pewnie! – Tarleth uśmiechnęła się ponownie. – On nie jest taki zły, czasami po prostu nerwowy, ale nie bierz tego za bardzo do siebie. Alfons jest tam. – Wskazała na sąsiednie pomieszczenie z uchylonymi drzwiami.
– Jasne.
– Jeśli będziesz chciała coś zarobić, to pogadaj z Mando i Jacią. Jacia sprzedaje też całkiem ciekawy towar. Wiesz, trucizny i różne takie. – Dziewczyna spoważniała trochę. – I uważaj, gdy będziesz się gdzieś włamywać. Dhornijczycy nie bawią się w aresztowania. Zabijają złodzieja, gdy tylko jakiegoś zobaczą.
– Rozumiem. – Elyana skrzywiła się lekko, zastanawiając się, czy Yance świadomie narażał ją na śmierć.
– No, to chyba tyle. – Tarleth poklepała ją po ramieniu. – Gdy tylko będziesz czegoś potrzebować, to daj znać!
– Dzięki – odpowiedziała księżniczka i weszła ostrożnie do pokoju, w którym był mężczyzna, z którym miała porozmawiać.
Gdy weszła do środka, zauważyła, oprócz, jak się domyślała, Alfonsa, najpiękniejszą kobietę, jaką w ogóle widziała w swoim życiu. Jej szczupłą sylwetkę podkreślała dopasowana do ciała skórzana zbroja, ozdobiona ciemnoczerwonymi wstawkami. Czarne, lśniące włosy miała spięte w gładki kok, z którego nie wystawał żaden zabłąkany kosmyk. Twarz, choć wyrażała znudzenie, ciągle była niezwykle urodziwa; Elyana nie mogła oderwać od niej wzroku.
– Czego tu chcesz?! – warknął mężczyzna ze zniecierpliwieniem.
– Alfons, prawda? – zapytała, chcąc się upewnić, że dobrze się jej wydawało.
– Tak! A kim ty, do diabła, jesteś?
– Nazywam się Elyana – odrzekła dziewczyna. – Mistrz Nathan mnie tu przysłał.
– Jesteśmy w czarnej dupie, a Nathan wysyła mi jakieś małe dziewczynki, żebym prowadził je za rączkę! Nie mam czasu na takie pierdoły! Wynocha! – ryknął Alfons, czerwieniejąc ze złości.
– A co poszło nie tak? Może będę w stanie pomóc? – odezwała się niepewnie, szukając wzrokiem wsparcia u stojącej obok kobiety.
– Alfons, uspokój się – mruknęła od niechcenia, mrugając do Elyany.
Mężczyzna przewrócił oczami.
– Co, nie wyjdziesz, dopóki ci nie powiem? W takim razie słuchaj: Dhornijczycy dziś w nocy znaleźli jedną z naszych kryjówek w północnej części miasta. – Alfons już opanował swoje nerwy; w tym momencie księżniczka widziała, jak bardzo martwiła go cała sytuacja. – Musieli dostać od kogoś cynk. Nikt się ich nie spodziewał. Zabili pięciu ludzi, do tego straciliśmy sporo towaru, który mieliśmy sprzedać. Teraz muszę wysłać naszych, żeby wszystko odzyskali i zabili tych pieprzonych skurwysynów. Zleciłem tę robotę Vico, a Cata – tu wskazał na kobietę – wkrótce do niego dołączy.
Elyana poczuła, jak jej serce przestaje na chwilę bić.
– Vico… - powtórzyła nieświadomie, starając się zapanować nad nagłym drżeniem rąk.
– Znasz go? – zapytał mężczyzna ze zdziwieniem.
– Tak – odparła krótko, czując się tak, jakby była w koszmarze, z którego nie mogła się obudzić.
– On jest naprawdę dobry. Jeden z najlepszych wśród nas – stwierdził Alfons z uznaniem.
– Dupek – mruknęła dziewczyna, zaciskając dłonie w pięści.
– Co?
– Nieważne – powiedziała głośno. Mężczyzna wzruszył lekko ramionami.
– Problemem jest to, że ta operacja zajmie nam sporo czasu, jeśli chcemy przeprowadzić ją porządnie, a mamy jeszcze inne rzeczy do zrobienia. Jeśli tego nie zrobimy, to możemy zdenerwować kilku naszych przyjaciół. Co gorsza, niektórzy mogą uznać, że słabniemy.
– Może wam pomogę? – zapytała księżniczka niepewnie.
– Ty? – Alfons spojrzał na nią z niedowierzaniem, po czym ryknął śmiechem.
– Tak, ja – rzekła dziewczyna obrażonym głosem. Nie wiedziała, co było w tym takiego śmiesznego.
– To nie jest żadna zabawa. Jeśli spieprzysz i cię złapią, to zginiesz.
– Nie zdradzę żadnego imienia – zapewniła Elyana. – A jeśli faktycznie spieprzę, będzie to tylko moja wina.
– Nie o to chodzi – westchnął mężczyzna, kręcąc głową. – Jeśli coś ci się stanie, to Nathan mnie zabije.
– Nie dam się nikomu złapać – powiedziała, zastanawiając się, dlaczego aż tak jej na tym zależy. Nie miała dużo do zyskania, za to wiele do stracenia. Alfons zaś przyglądał się jej przez kilka chwil, pocierając w zamyśleniu brodę.
– Dobra. Cata poda ci szczegóły – rzekł, po czym wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Cata uśmiechnęła się do niej z sympatią, ale głos miała surowy.
– Słuchaj uważnie. Niedaleko portu żyje sobie jeden taki czarodziej. Jego wieża, jak się pewnie domyślasz, jest nafaszerowana pułapkami, samego maga jednak nie ma w domu. Musisz dostać się do wieży, dotrzeć do sypialni czarodzieja, podmienić zegarki i zwiewać tak szybko, jak tylko potrafisz. Kobieta wsadziła jej w ręce sporych rozmiarów drewniany zegar, który nie działał.
– Rozumiem. – Elyana, nie mając gdzie go schować, wcisnęła go do kieszeni płaszcza, ciesząc się w duchu, że były one tak duże.
– Przyda ci się też lina. Idź do Dalino, on na pewno jakieś ma. – Cata nagle mrugnęła do niej porozumiewawczo. – Jeśli znajdziesz w wieży coś ciekawego, to możesz to sobie oczywiście zatrzymać. Powodzenia!
Księżniczka wróciła do głównej sali, nie widząc, kim jest Dalino; ujrzała jednak Tarleth, siedzącą przy stole i grającą w kości, postanowiła więc ją o niego zapytać. Nim zdążyła do niej podejść, usłyszała głos, który sprawił, że nogi niemal odmówiły jej posłuszeństwa, ręce zaczęły dygotać, a serce walić jak szalone. Rozpoznałaby go zawsze i wszędzie.
– No proszę, czy to nie moja mała ptaszynka! 
Elyana odwróciła się w stronę mówiącego do niej mężczyzny. Stał przed nią nie kto inny jak Vico. Vico, który ponad pół roku temu uratował ją przed Dhornijczykami, który nieomal ją zabił, który ją zgwałcił, który przekonał Nathana, by się nią zaopiekował i który teraz uśmiechał się do niej drwiąco.

7 komentarzy:

  1. Dużo się działo! aż za dużo, miałam wrażenie!@ nie spodziewałam się, że księżniczka nagle zacznie miec tyle obowiazków. CHoć cóż, sama się pchała xD podróż w kanałąch musiała być dosć straszna i podziwiam ją, że tak nieźle sobie radziła. TA jaszczurka była koszmarna! Dobrze to opisałaś, czuć było smród, przerażenie... ale w opisie walki ze zwierzęciem trochę myliłaś podmioty.
    W dalszej części... chyba najważniejsza była rozmowa żołnierza Dhornijczyków z tajemniczym człowiekiem, który może być zdrajcą przemytników. a może też takiego udawać. w każdeym razie z pewnością Alfons albo Nathan powinien się dowiedzieć o tej rozmowie, bo była mocno podejrzana. właściwie trochę mnie dziwi, że dziewczyna nic nie powiedziała A... NIe rozumiem też za bardzo, dalczego misja podmienienia zegarków u jakiegoś maga jest tak klucziowa, ale chyba o to chodziło, aby nie rozumieć.
    Ale i tak najlepsza była końcówka. Vico nie powinien się tak zwracać do naszej głównej boahterki. Vico w ogóle nie powinien na nią patrzeć... Umieram z ciekaowśći, jaka będzie reakcka E. xD
    Co do błędów technicznych, czy przemytnik nie powinien radzić księżniczcer, żeby wróciła na północ? chyba musiała pójść za bardzo na południe, skoro ominęła wejście (a, i super, że opisałaś używanie wytrychów, swoją drogą, bo przecież tego mi brakowało ostatnio). Było też trochę powtórzeń, głównie "być" i jeden dywiz zamiast myślnika.
    Zapraszam na niezaleznosc-hp.blogspot.com i pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W poprzednim, wydawało mi się, działo się trochę za mało, dlatego chciałam nadrobić w tym. Może trochę przesadziłam ;)
      Sprawdzę ten kawałek z jaszczurką, całkiem możliwe, że coś tam pomieszałam.
      Rozmowa Dhornijczyka i drugiego mężczyzny faktycznie będzie dość istotna, dlatego nie będę wspominać nic więcej na jej temat poza tekstem. O zegarkach też jeszcze wspomnę, więc nie ma się co martwić :)
      Cieszę się, że końcówka przypadła do gustu. Chciałam opisać to wszystko jeszcze w tym rozdziale, ale wtedy faktycznie byłoby już za dużo.
      Z trasą jest wszystko okej, specjalnie sobie wszystko rozrysowałam. Elyana naprawdę zaszła za daleko na zachód.
      Powtarzanie "być" to mój koszmar, nie widzę tego ani podczas pisania ani podczas czytania. Po prostu nie widzę. Dywiz zaraz zostanie przywołany do porządku :)
      Pozdrawiam serdecznie i lecę komentować Twój rozdział :)

      Usuń
  2. Na Krytyce Dla Odważnych pojawiła się ocena Twojego bloga.
    http://krytyka-dla-odwaznych.blogspot.com/2016/04/176-ocena-bloga-taniec-z-lotrzykami.html
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzień dobry. :)

    Ale mnie tu nie było... Kończyłam u siebie księgę. Wiadomo, finał, duża presja, oczekiwania czytelników... Rozumiesz pewnie jako pisarka, aż mi się czytać odechciało.

    Tyle się złego naczytałam o spragnionych marynarzach, że przy najbliższej wycieczce na Pomorze... będę odczuwała lekki dyskomfort. :)

    Plus za skojarzenie miejsca z żebrakiem i niepokój, powrót wspomnień. To o wiele lepsze od wpychania do narracji tekstów pokroju (nie mogła przestać o tym myśleć, śniła o tym i o tym). Wypadło naturalnie.

    Uczciwi przemytnicy muszą mieć trudne życie... Tsa...

    Gadas jak jakaś szlachcianka, gada, gada. Świetny fragment.

    Elyana, widzę, ma coraz więcej obowiązków. Ale i więcej wie. Chyba o to jej chodziło, prawda?

    Bardzo lubię, gdy postacie wymiotują (wcale nie zabrzmiało dziwnie, nie?). Po prostu to pokazuje, że są ludźmi, ze słabościami i nie patrzą ot tak na uciętą głowę i nie reagują na wszelkie odory.

    Widzę, że coraz bardziej dziewczyna przywiązuje się do Carona. Co z tego wyniknie? Jakiś płomyczek nadziei? Czy może chłopakowi coś się stanie, a Elyana znajdzie w sobie kolejne pokłady nienawiści i chęć zemsty?

    Wyczuwam jakiegoś zdrajcę. Chyba że to sprytne rozwiązanie, by zyskać zaufanie.

    Oj, Vico sobie nagrabił...

    Miłego dnia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No hej :)

      Jasna sprawa, rozumiem. Jutro się biorę za Twoje opowiadanie, więc sobie niedługo zobaczę, jak ten finał wypadł.

      Hah, nasze Pomorze aż tak straszne nie jest. Więcej tam turystów niż marynarzy ;)

      A jak tak lubię ten tekst o uczciwych przemytnikach. Serio aż taki suchar mi z tego wyszedł? ;__;

      Też jestem fanką takiego naturalizmu czy nawet turpizmu, więc jeśli tylko mam ku temu okazję, to ją wykorzystuję. Wędrówki po kanałach świetnie się do tego nadawały.

      Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń
    2. Ooo, jak się cieszę. :)

      Niedawno byłam. I wszędzie trafiałam na marynarzy, kilka razy statkiem płynęliśmy, więc...

      Nie no, tekst też mi się podoba. Taki dobrze wyważony suchar, hah.

      Trochę smutno. Został mi tylko jeden rozdział... Jeszcze bardziej czekam więc na reaktywację bloga.

      Usuń
    3. Faktycznie, przerwa mi wyszła trochę dłuższa, niż zamierzałam, ale dopiero wczoraj wróciłam z trzytygodniowego wyjazdu, podczas którego za wiele czasu na pisanie nie miałam. Ale teraz już mam zamiar konkretnie przysiąść, więc na pewno jeszcze w sierpniu rozdział będzie :)

      Dobre suchary zawsze są w cenie, też tak uważam :)

      Usuń