wtorek, 21 czerwca 2016

Rozdział 9

Witam serdecznie. Nowy rozdział z lekkim poślizgiem, ale wiadomo, jak to jest w maju i czerwcu w szkołach i na uczelniach. Tego rodzaju atrakcje nie ominęły i mnie, w dodatku zaraz po ostatnim egzaminie zaczęło się EURO, więc można zgadnąć, jak to wszystko wpłynęło na tempo pisania.
Tradycyjnie dodam, że opowiadanie jest pisane na podstawie modułu „A Dance with Rogues”, stworzonego przez Valine.

***

– Widzę, że w końcu udało ci się tu trafić. – Vico cały czas uśmiechał się z satysfakcją, wpatrując się w jej zdziwioną i przerażoną zarazem twarz.
– Nie jestem twoją ptaszyną, dupku – wykrztusiła po chwili drżącym głosem, przez co odpowiedź ta straciła na sile. Starała się zapanować nad nerwami, powtarzając sobie, że stojący przed nią mężczyzna nie wyrządzi jej krzywdy przy innych; dzięki temu poczuła się odrobinę pewniej. Wyprostowała się i odetchnęła głęboko.
– Też za tobą tęskniłem. Tak dawno się nie widzieliśmy! Może przywitaj się ładnie, co? – Vico zbliżył się do niej o krok, uśmiechając się jeszcze szerzej.
Księżniczka sięgnęła po broń, ale natrafiła na pustkę; jej sztylet tkwił teraz w podniebieniu przerośniętej jaszczurki. Z paniką spojrzała na mężczyznę, który zauważył jej ruch i domyślił się jej zamiarów.
– No już, uspokój się, nic ci nie zrobię.
– Tak jak wtedy, gdy się spotkaliśmy? – Dziewczyna spojrzała mu prosto w oczy, oddychając szybko; dłonie ponowie zaczęły jej drżeć, a ona sama chciała uciec jak najdalej.
Uśmiech zniknął z twarzy Vico; Elyana nie była w stanie odgadnąć, o czym może on myśleć w tej chwili. Jego ciemne, prawie czarne oczy, patrzyły na nią zimno, aż za dobrze przypominając jej chwilę, gdy leżała w zamkowej piwnicy, zakurzonej i zastawionej skrzyniami.
– Kiedyś zapłacisz za to, co mi zrobiłeś – szepnęła i odwróciła wzrok; nie była w stanie patrzeć w jego oczy zbyt długo.
Nagle poczuła piekący ból na policzku. Krzyknęła z zaskoczeniem, dotykając zranionego miejsca, a jej wzrok padł na lśniący ciemnoczerwoną poświatą nóż, na ostrzu którego widniała świeża krew.
– Ty kretynko! – warknął zduszonym głosem, rozglądając się szybko; kilka osób patrzyło na nich po krzyku dziewczyny, a on nie chciał ściągać na siebie i na nią więcej uwagi. – Chcesz się zemścić? Świetnie, ale nie obwieszczaj tego całemu światu! Mógłbym cię zabić od razu. – Jego oczy błysnęły złowrogo. – I zrobiłbym to, gdybym tylko uważał cię za jakiekolwiek zagrożenie.
Elyana spojrzała na niego z nienawiścią, czując buzujący w niej gniew, przemieszany z upokorzeniem. Nigdy nie przypuszczała nawet, że będzie w stanie tak bardzo pragnąć czyjejś śmierci. Nie mogąc dłużej znieść jego obecności, odwróciła się z zamiarem wyjścia, ale poczuła, jak Vico łapie ją za ramię i odwraca do siebie.
– Czego jeszcze chcesz?! – zapytała o wiele wyższym niż zwykle głosem; sama nie zdawała sobie sprawy z tego, jak blisko jest wybuchnięcia płaczem.
– Nathan cię lubi, wiesz? – rzucił Vico od niechcenia, chowając broń do pochwy. Drwiący uśmiech powrócił na jego twarz. – Tak, mnie też to dziwi – dodał, gdy księżniczka spojrzała na niego w zdumieniu. Nie wiedziała, skąd ta nagła zmiana tematu ani dlaczego mężczyzna zdecydował się akurat na taki. Kolejne jego słowa jednak szybko to wyjaśniły:
– Tak, nie widzę innego powodu, dla którego miałby cię trzymać w Rodzinie, biorąc pod uwagę, jak bardzo wszystkim zawadzasz.
– Nieprawda! – prychnęła Elyana, rumieniąc się. – Przed chwilą Alfons zlecił mi włamanie do wieży maga…
– … która jest pusta – dokończył za nią mężczyzna. – Nikt o zdrowych zmysłach nie dałby ci czegoś poważnego do zrobienia, skoro do tej pory spieprzyłaś wszystko, co tylko do spieprzenia było.
– Ale ja… - wyjąkała księżniczka, starając się zachować spokój. Wiedziała, że w kilku momentach popisała się bezmyślnością, ale nie sądziła, że było aż tak źle. – Skąd niby mógłbyś o tym wiedzieć? – zapytała w końcu; nic innego nie przyszło jej do głowy.
– To akurat nieważne. Ale zastanówmy się. – Vico wyciągnął przed siebie dłoń, wyliczając na palcach. – Od żebraka miałaś załatwić sobie przebranie. Skończyło się na tym, że zostawiłaś go martwego na ulicy, razem ze swoją bronią.
– Skąd o tym wiesz? – powtórzyła z niepokojem, czując, że policzki płoną jej czerwienią.
– Bo sam przyniosłem ten sztylet Nathanowi – rzekł. – Ale nie przerywaj mi. Gdy miałaś zabrać dokumenty od bardki, wybuchłaś płaczem i narzekałaś na swoje trudne życie. Pia nie potrafi trzymać języka za zębami – dodał, gdy Elyana otworzyła usta. – Nie wspomnę nawet o tym, że poszłaś na spotkanie z zupełnie obcymi ludźmi, nikomu o tym nie mówiąc. Czy ty jesteś w ogóle normalna? – Ton jego głosu z każdym słowem stawał się coraz ostrzejszy. – Gdyby to byli Dhornijczycy, do rana załatwiliby całą Rodzinę!
– Zakładając, że powiedziałabym im cokolwiek – mruknęła, urażona.
– Idiotko, powiedziałabyś wszystko w mniej niż godzinę! – Vico robił się coraz bardziej czerwony. – Myślisz, że zadaliby ci parę pytań, a potem wypuścili do domu? Ci skurwiele mają takie metody wyciągania informacji, jakich nawet ci się nie śniło.
– No ale to przecież nie byli Dhornijczycy, tylko żołnierz Gwardii Królewskiej! – rzuciła Elyana, próbując znaleźć cokolwiek na swoją obronę.
Mężczyzna patrzył na nią przez kilka chwil w milczeniu.
– Masz zdecydowanie więcej szczęścia niż rozumu – stwierdził w końcu. – To był nasz człowiek. Nathan na szczęście pomyślał o tym, żeby sprawdzić, czy nas nie sypniesz za forsę. Gdybyś się zgodziła, zabilibyśmy cię.
Księżniczka stała bez słowa. Sposób, w jaki Vico jej to wszystko powiedział… Czy rzeczywiście była aż tak beznadziejna? Wiedziała, że mężczyzna miał rację: nie wykonała dobrze żadnego zadania, a uszło jej to płazem tylko dzięki szczęściu; uderzyło to w nią zwłaszcza w ostatnim wspomnianym przez mężczyznę przypadku. Miała ochotę usiąść w kącie i rozpłakać się, choć wiedziała, że w niczym jej to nie pomoże; jeśli zaraz nie zacznie postępować ostrożniej i rozsądniej, to wszystko skończy się katastrofą.
– Co, w końcu zaczyna coś docierać, ptaszynko? – Głos Vico ociekał jadem. – Zabieraj się stąd i przemyśl sobie to, co ci powiedziałem.
Dziewczyna odwróciła się bez słowa, chcąc już wrócić do „Niedźwiedziej Nory”, ale coś się jej przypomniało. Zatrzymała się w pół kroku i podeszła do mężczyzny. Ten spojrzał na nią, znudzony.
– Czego jeszcze chcesz? – zapytał opryskliwie.
– Czy to prawda, że groziłeś Caronowi?  Elyana postanowiła zignorować ton jego głosu.
– Komu? – Vico zmarszczył lekko czoło, ale w kąciku ust pojawił się prawie niezauważalny uśmieszek.
– Caronowi. Taki wysoki, pracuje w kuchni. – Księżniczka starała się, by wyglądało to tak, jakby nic jej to nie obchodziło.
– A, on. – Mężczyzna pokiwał głową. – Tak, możliwe, że coś tam mu powiedziałem.
– Podobno kazałeś mu się trzymać ode mnie z daleka – brnęła dziewczyna, nie chcąc myśleć o tym, jak głupio to brzmi.
– Doprawdy? – Vico uniósł lekko brew; poza tym jego twarz przypominała kamienną maskę.
– Tak.
– No cóż. – Mężczyzna wzruszył ramionami. – Wygląda na to, że nie posłuchał ostrzeżenia.
– Co? Chyba nie zrobisz mu krzywdy! – Elyana podniosła głos. Na tyle, na ile zdążyła poznać Vico, mogła mieć pewność, że właśnie będzie chciał mu zrobić krzywdę. Dobrze wiedziała, że w jej przypadku nie miał żadnego powodu, by ją zranić. Co zrobi zatem, gdy jakaś przyczyna się znajdzie?
– Dlaczego miałbym? – Vico zaśmiał się krótko.
–To, że się przyjaźnimy, to nie twoja sprawa. Nie wtrącaj się.  – Dziewczyna czuła, że powoli zaczyna tracić cierpliwość.
– Słuchaj, ptaszyno. – Mężczyzna paskudnie się uśmiechnął; księżniczka widziała, jak bardzo bawi go cała ta rozmowa. – Mało mnie obchodzi, czy rozkładasz przed nim nogi czy nie. Ten gość jest tak niezdarny, że i bez mojej pomocy coś mu się stanie.
– Ja… nie rozkładam przed nim nóg! – sapnęła z oburzeniem.
– Oszczędź mi szczegółów, dobra?
– Jesteś takim idiotą…! – prychnęła z bezsilności; rozmowa ta potoczyła się zupełnie inaczej, niż Elyana tego chciała. Dlaczego nie słuchała matki, gdy ta jej mówiła, że sztuka prowadzenia konwersacji przyda się jej w życiu? Królowa co prawda zapewne nie miała na myśli rozmów z bandą morderców i złodziei, ale nie zmieniało to faktu, że gdyby jej słuchała, nie zostałaby tak łatwo zbita z pantałyku.
– No już, opanuj się. Nie zabiję twojego ukochanego – powiedział Vico uspokajającym tonem.
– Obiecujesz? – Elyana postanowiła pozostawić ten przytyk w spokoju.
– Czasami jesteś naprawdę nudna – westchnął mężczyzna. – Ale dobra. Obiecuję. A teraz zabieraj stąd swój królewski tyłek, mam ciekawsze rzeczy do roboty.
Księżniczka spojrzała na niego z zaskoczeniem, zdziwiona, że zgodził się tak łatwo, ale widząc, że Vico mówi poważnie, zdecydowała się wrócić do restauracji. Wiedziała, że ma sporo do przemyślenia.
***
„Niedźwiedzia Nora” pogrążona była w ciszy; ostatni goście opuścili lokal już jakiś czas temu. Między stolikami krzątały się tylko dwie kelnerki, zajęte sprzątaniem. Na dźwięk otwieranych drzwi uniosły głowy, patrząc, kto wchodzi, ale widząc, że to tylko księżniczka, wróciły do swoich zajęć. Dziewczyna również je zignorowała i poszła na górę.
Gdy wchodziła po schodach, usłyszała dwa głosy, męski i kobiecy. Zatrzymała się, wstrzymując oddech, i zaczęła nasłuchiwać. Głosy były jednak dość przytłumione; Elyana odniosła wrażenie, że osoby te starają się w miarę możliwości zachowywać jak najciszej. Miała dużą ochotę zostać i spróbować dowiedzieć się czegoś więcej, ale zmęczenie przeważyło. Do tego cały czas czuła, że rozcięcie na policzku ciągle krwawi; musiała przyjrzeć się temu bliżej, a najlepiej poprosić o pomoc Chellę.
Już miała ruszyć, gdy do jej uszu dobiegło głębokie westchnienie i dość głośny jęk:
– Och, Caron…
Księżniczka rozpoznała kobiecy głos: należał on do Trissy, jednej z pracujących w kuchni dziewcząt. Wyglądało na to, że przyłapała ją i Carona w całkowicie jednoznacznej sytuacji. Czując, że na policzkach wykwita jej potężny rumieniec, wahała się, co powinna zrobić. Z jednej strony nie miała najmniejszej ochoty, by przejść obok nich; z drugiej – jeszcze mniejszą na to, żeby Caron i Trissa zorientowali się, że są podsłuchiwani. Wybrała więc mniejsze zło i, starając się iść tak cicho, jak tylko potrafiła, przemknęła do kuchni, a stamtąd do swojego pokoju, po czym zamknęła za sobą drzwi z o wiele większą niż zamierzała siłą.
Elyana ściągnęła z siebie płaszcz i rzuciła go niedbale na krzesło, z którego po chwili się zsunął, na co jednak księżniczka nie zwróciła uwagi, gdyż jej wzrok padł na stojący obok balii sporych rozmiarów gar. Podeszła do niego i uchyliła lekko pokrywę; w twarz uderzyła ją gorąca para. Dziewczyna spojrzała na drzwi prowadzące do pokoju Chelli, obiecując sobie, że zaraz następnego dnia podziękuje jej za to.
Nie zwlekając ani chwili dłużej, księżniczka spróbowała podnieść gar, ale osiągnęła tylko tyle, że zaszurała nim okropnie po drewnianej podłodze. Postanowiła skorzystać z blaszanej miednicy stojącej na szafce. Przelała nią wodę do balii i zdecydowała się odczekać chwilę, gdyż ciecz była jeszcze za gorąca, by wziąć kąpiel.
Gdy usiadła przy stole, zauważyła szklanki i butelkę z rumem, których Caron najwyraźniej nie sprzątnął, gdy wychodził z jej pokoju. Nie zastanawiając się nad tym za długo, nalała sobie niemal pełną szklankę, opróżniła ją dwoma dużymi łykami i napełniła ponownie, po czym pogrążyła się w rozmyślaniach.
Powoli zaczynało docierać do niej, jak blisko w ciągu tych kilku godzin otarła się o śmierć: najpierw w walce z przerośniętą jaszczurką, potem podczas spotkania z przemytnikami i w końcu w czasie podsłuchiwania rozmowy dwóch tajemniczych mężczyzn. Nie miała żadnych wątpliwości, co zrobiliby jej, gdyby dowiedzieli się o jej obecności. Mimo to nie wstrząsnęło to nią tak bardzo jak spotkanie z Vico.
Wiedziała, że prędzej czy później się z nim spotka, zwłaszcza że pracował on dla Nathana, ale mimo to nie była na to przygotowana. W głowie ciągle odgrywała przeprowadzoną z nim nie tak dawno rozmowę, która powoli zaczynała się jej mieszać z wydarzeniami sprzed ponad pół roku. Czując narastającą w gardle gulę, wypiła kolejną porcję alkoholu, wzdrygając się lekko. Po chwili namysłu wlała sobie resztę tego, co miała w karafce, nadaremnie próbując odsunąć od siebie co rusz powracające wspomnienia. Niemal namacalnie czuła na sobie jego zimny, pogardliwy i podszyty okrucieństwem wzrok, a szyderczy głos mężczyzny przyprawiał ją o ciarki.
– No, tak mi się wydawało, że cię słyszałem. – Do pokoju wszedł Caron, szeroko uśmiechnięty. – A teraz jeszcze czuję – dodał i zmarszczył nos. – Wyprawa do kanałów udała się, jak widzę?
– Owszem – prychnęła głośno, uważnie obserwując, jak chłopak się do niej dosiada. Przypomniała sobie scenę z nim w roli głównej, której przypadkowo była świadkiem, i skrzywiła się mocno, nie do końca wiedząc, dlaczego to nią aż tak wzburzyło. Nie chcąc siedzieć obok, wstała i lekko chwiejnym krokiem podeszła do balii, woda jednak nadal miała za wysoką temperaturę. Czuła wbity w swoje plecy wzrok Carona, dlatego umyślnie nie odwracała się.
– Ktoś tu chyba jest nie w humorze – stwierdził chłopak i sięgnął po butelkę, która jednak była pusta. – Wszystko wypiłaś? – zapytał z niedowierzaniem.
– Co robiłeś z Trissą? – Słowa te wypowiedziała szybciej, niż w ogóle zdążyła się zastanowić nad ich sensem i nad tym, jak mogą zostać zrozumiane. Cały ten czas nie miała ochoty na niego spojrzeć; w tym momencie otworzyła jedną z szafek, szukając jakiejś czystej gazy do opatrzenia ciągle krwawiącego policzka.
– O, nie spodziewałem się, że będziesz o mnie zazdrosna, słoneczko! – Caron zaśmiał się głośno i rozparł wygodniej na krześle.
– Nie schlebiaj sobie! – fuknęła Elyana, odwracając się w końcu do niego. Poczuła, jak jej policzki się czerwienią. – Wcale nie jestem zazdrosna – dodała, choć wiedziała, że w gruncie rzeczy nie jest tego całkowicie pewna. Zadała sobie szybko pytanie, czy chciałaby być na miejscu Trissy, ale na samą myśl, że ktokolwiek mógłby ją tak dotykać, poczuła obrzydzenie. Odetchnęła głęboko, starając się uspokoić.
– Nigdy wcześniej nie widziałam was razem, dlatego trochę mnie to zdziwiło – powiedziała jeszcze. Wyciągnęła kawałek gazy i przycisnęła mocno do rozciętego policzka.
– No, spotykamy się od czasu do czasu – rzekł Caron. Uśmiech zniknął z jego twarzy. – Ale to nic poważnego.
– A Trissa o tym wie? – zapytała dziewczyna, krzywiąc się lekko. Rana nie przestawała krwawić, chociaż nie była głęboka. Zaczynała powoli przypuszczać, że ma z tym coś wspólnego wyjątkowość broni Vico.
– Powiem jej. – Chłopak wstał, zbierając się do wyjścia. Gdy był już przy drzwiach, Elyana odezwała się, tknięta nagłym pomysłem.
– Słuchaj, masz jutro dużo pracy?
– Zależy. – Caron zatrzymał się z dłonią na klamce. – A bo co?
– Ponieważ miałabym do ciebie prośbę – rzekła, czując jakiś dziwny ucisk w żołądku. Dotarło do niej, że tak naprawdę jeszcze nigdy nikogo o nic nie prosiła; wcześniej bez problemu dostawała to, co chciała.
– Słucham. – Chłopak cofnął się, a na twarz powrócił mu lekki uśmiech.
– Wybieram się jutro do wieży czarodzieja – zaczęła ostrożnie. – Dostałam takie zlecenie od Alfonsa. Poszedłbyś ze mną?
Caron milczał przez kilka chwil. Księżniczka spojrzała na niego niepewnie: nie miała żadnej pewności, że zgodzi się jej pomóc ani czy nawet ona sama będzie go tam potrzebować, jeśli okaże się, zgodnie ze słowami Vico, że wieża będzie pusta. Słowa mężczyzny o jej nieprzydatności i nieumiejętności poradzenia sobie z najprostszymi rzeczami ubodły ją na tyle mocno, że wolała nie ryzykować kolejnej kompromitacji.
– Nie ma problemu, kwiatuszku – powiedział, a Elyana mimowolnie odetchnęła z ulgą. – Lepiej iść wieczorem, wtedy Dhornijczycy tak łatwo nas nie zauważą.
– Dobrze – zgodziła się dziewczyna. – W ciągu dnia i tak będę musiała załatwić sobie broń i linę.
– Ja się tym zajmę. – Caron ponownie zbliżył się do drzwi. – Ale ty się lepiej wykąp, bo jeśli nas nie zauważą, to na pewno wyczują. Czekaj na mnie na dole po zachodzie słońca.
Elyana uśmiechnęła się do niego szeroko na pożegnanie, ignorując ostatni przytyk. Mimo zaskakującej nawet nią samą złości na niego poczuła ulgę, gdy zgodził się jej towarzyszyć.
Woda osiągnęła w końcu odpowiednią temperaturę. Księżniczka z ulgą zdjęła brudne ubranie i zanurzyła się aż po szyję, czując ogarniające ją przyjemne ciepło. Nie minęło nawet kilka minut, gdy zasnęła, z głową przewieszoną przez brzeg balii.
***
Dziewczyna obudziła się nad ranem, drżąc z zimna; ze snu wyrwał ją jakiś ponury koszmar, którego nie mogła sobie przypomnieć. Woda wystygła całkowicie. Szybko wyskoczyła z wanny i wytarła się z całych sił ręcznikiem, chcąc w ten sposób rozgrzać się choć odrobinę. Wrzuciła do wody swoje brudne ubranie, zbroję zaś postanowiła wyczyścić popołudniu. Cały czas dygocząc z zimna, zawinęła się w koc z zamiarem zaśnięcia, ale udało się jej zapaść tylko w dziwny, męczący półsen. Widziała, jak Chella krząta się po jej pokoju, potem jak doprowadza jej koszulę do stanu używalności, ale nim zdążyła jej podziękować, ponownie zaczęła drzemać.
Elyana przecknęła się koło południa z potężnym katarem i nie mniej mocnym bólem głowy. Westchnęła ciężko i wygrzebała się z rozgrzanego posłania. Szybko założyła na siebie wyprane, suche i połatane ubranie, a następnie postanowiła udać się do Nathana, by przekazać mu informacje, które udało się jej podsłuchać w kanałach.
Księżniczka weszła do kuchni, jak zwykle pogrążonej w swojej codziennej pracy. Wzrokiem odszukała Trissę i przyjrzała się jej uważnie. Obierała ziemniaki, mrucząc coś pod nosem z delikatnym uśmiechem. Nie wyglądało na to, że Caron powiedział jej, że ich znajomość nie jest niczym poważnym. Kolejny raz poczuła kolejne ukłucie zazdrości; nie wiedziała, jak inaczej mogła określić to uczucie, a wszelkie próby przekonania samej siebie, że cała sytuacja nie ma dla niej znaczenia, spełzły na niczym.
– Gdzie ty wczoraj byłaś? Wróciłaś jak jakiś obdartus! – Chella podeszła do niej i przyjrzała się jej od góry do dołu. – Co ci się stało w policzek? – zapytała, zatrzymując dłużej wzrok na jej twarzy.
– Skaleczyłam się – mruknęła dziewczyna niechętnie w odpowiedzi i dotknęła ranki, która w końcu się zasklepiła i teraz okropnie ją swędziała. Nie chciała ciągnąć tego tematu, więc dodała szybko:
– Dziękuję, że zszyłaś mi koszulę. Ja chyba nie dałabym rady tego zrobić.
– Oczywiście, że nie! – prychnęła kobieta, ale uśmiechnęła się do niej. – Biorąc pod uwagę, jak wiele czasu minęło, zanim nauczyłaś się porządnie obierać warzywa, nad szyciem siedziałabyś co najmniej dziesięć lat.
– Pewnie tak by było – stwierdziła, nie zwracając uwagi na ten przytyk. – Co jest dziś do jedzenia? – zapytała, gdy do pomieszczenia weszła kelnerka z tacą pełną brudnych naczyń.
– Zupa kalafiorowa, więc pewnie nie będziesz chciała.
– Zjem – stwierdziła po chwili namysłu, gdy dotarło do niej, że ostatni posiłek zjadła poprzedniego popołudnia, po czym i tak go zwymiotowała. – Mam taki katar, że i tak nic nie poczuję.
Chella mruknęła coś pod nosem, ale nalała jej pełny talerz. Elyana zaczęła jeść, zauważając z ulgą, że faktycznie nie czuje smaku tego znienawidzonego przez siebie warzywa.
– Czy mistrz Nathan jest u siebie? – zapytała, odsuwając od siebie pusty talerz. Spojrzenie kobiety jednak wystarczyło, by odniosła go do innych brudnych naczyń.
– Tak, ale ma gościa. Nie przeszkadzaj mu teraz – odrzekła Chella, zadowolona, że księżniczka zrozumiała, co powinna zrobić.
– A ja mam ważną sprawę – mruknęła bardziej do siebie niż do niej i wyszła z kuchni. Próbowała w ten sposób przekonać samą siebie, że rzeczywiście może tam wejść; nie chciała niepotrzebnie irytować starszego mężczyzny.
Gdy dotarła do drzwi gabinetu Nathana, usłyszała głos jego i jeszcze jakiegoś mężczyzny. Zawahała się przez chwilę, po czym nacisnęła klamkę i weszła do środka, starając się narobić jak najmniej hałasu.
Gościem Nathana był przemytnik, którego spotkała w kanałach. Podobnie jak wtedy miał na sobie czarne ubranie. Zarówno on, jak i mistrz Nathan spojrzeli na nią, gdy zatrzymała się niepewnie w drzwiach.
– Jedną chwilę, Elyana – rzekł starszy mężczyzna, mrużąc oczy; księżniczka nie była w stanie stwierdzić, czy zirytowała go tym, że im przerwała.
– No proszę, kogo my tu mamy. – Przemytnik, tak samo jak w kanałach, miał lekko zachrypnięty głos. – Widzę, że się nie zgubiłaś – dodał, przyglądając się jej od góry do dołu.
– Znacie się? – Nathan, jak się dziewczynie wydawało po uniesieniu brwi, wyglądał na nieco zaskoczonego.
– Tak. Spotkaliśmy się w kanałach – odpowiedział drugi mężczyzna i odwrócił od niej wzrok.
– Rozumiem. Zrób tak, jak ustaliliśmy, Tony. Żadnych pomyłek.
– Jasne. – Przemytnik przytaknął, ponownie patrząc na księżniczkę, po czym wyszedł z pokoju. Nathan spojrzał na dziewczynę wyczekująco.
– Kto to był, jeśli mogę zapytać? – powiedziała w końcu, podchodząc trochę bliżej do starszego mężczyzny.
– Tony. Pracuje dla Rodziny i tyle powinno ci wystarczyć – odrzekł Nathan, najwyraźniej zniecierpliwiony. – Chciałaś coś konkretnego?
– Tak – powiedziała nieco głośniej, niż zamierzała. Czuła jednak, że nowiny, które przynosiła, musiały być istotne. – Podsłuchałam dwóch ludzi w kanałach. Jeden z nich był Dhornijczykiem.
Nie pomyliła się. Ze zmrużenia oczu i zmarszczenia czoła Nathana wywnioskowała, że przejął się on tymi informacjami.
– Mów dalej. – Jego głos brzmiał spokojnie.
– Dhornijczyk mówił o organizacji, która sprawia im problemy i chciał, żeby ten drugi dowiedział się, kto za tą organizacją stoi.
– Widziałaś twarz tego drugiego mężczyzny? – zapytał Nathan, po czym westchnął, gdy Elyana pokręciła głową.
– Było tam dość ciemno, a on miał kaptur. Ale to ktoś wysoki i w ogóle mocno zbudowany. – Zamyśliła się na chwilę, chcąc przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów. – Ubrany był w skórzaną zbroję i miał miecz u pasa – dodała.
– A co z Dhornijczykiem?
– Hełm całkowicie zasłaniał mu twarz. Ale miał czerwoną zbroję, taką jakie oni wszyscy noszą, dlatego jestem pewna, że to jeden z nich – odpowiedziała.
– W porządku – stwierdził mężczyzna, wyglądający już na zupełnie spokojnego. – Jeśli to wszystko, to możesz iść.
– Jasne – mruknęła księżniczka i ruszyła w stronę drzwi. Sama nie wiedziała, czego oczekiwała po dostarczeniu tak ważnych jej zdaniem informacji, ale czuła, że na pewno nie spodziewała się takiej reakcji, a właściwie jej braku.
Myśli te nie opuszczały jej, gdy już znalazła się w swoim pokoju i zajęła się czyszczeniem broni. Początkowo Nathan wyglądał przecież na naprawdę poruszonego; dopiero po chwili, gdy zagłębiła się w szczegóły, wyglądało to tak, jakby stracił zainteresowanie całą sprawą. Elyana przypuszczała, że mógł się dowiedzieć o tym już wcześniej, a biorąc pod uwagę, jak szybko docierały do niego różne informacje, wydawało się jej to całkiem możliwe. Mogło też okazać się, że ten człowiek, z którym rozmawiał Dhornijczyk, był jednym z członków Rodziny, który miał za zadanie zwodzić wrogich żołnierzy, a ona po prostu przypadkiem podsłuchała tę rozmowę. Możliwe było też, że Nathan chciał przed nią ukryć to, że przyniesione przez nią nowiny faktycznie mają dla niego spore znaczenie, choć nie wiedziała, dlaczego mężczyzna miałby zrobić coś takiego. Po rozmowie z Vico bardzo pragnęła jakiejkolwiek pochwały i potwierdzenia, że jest przydatna dla Rodziny.
Westchnęła ciężko, po czym pociągnęła mocno nosem. Ból głowy nadal nie mijał; nie wiedziała, czy to skutki wypicia rumu, czy może jednak przeziębienia. Poczuła ulgę, że Caron pójdzie razem z nią – przypuszczała, że w tym stanie mogłaby nie poradzić sobie sama.
Myśl o chłopaku przypomniała jej sytuację, w jakiej znalazł się on z Trissą i Elyana kolejny raz zadała sobie pytanie, czy na pewno nie jest zazdrosna, ale trudno było jej znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Podobnie jak poprzedniego wieczoru czuła, że na pewno nie chciałaby, żeby ona i Caron mieli ze sobą jakiś bliższy kontakt fizyczny, wychodzący poza poklepanie po plecach czy ramieniu. Przez te kilka miesięcy znajomości zdążyła się już przyzwyczaić, że chłopak zawsze jest gdzieś w pobliżu i że cały czas interesuje się tym, co robi. Przeniesienie tego zainteresowania na kogoś innego było dla niej jak policzek i w tym momencie tracił dla niej znaczenie fakt, że według Carona jego znajomość z Trissą to nic poważnego.
Elyana zaczęła zastanawiać się, czy może chłopak nie próbował wcześniej wyrazić swojego zainteresowania nią, czego ona po prostu nie zauważyła. Szybko przeanalizowała jego zachowanie: Caron często jej pomagał, rozmawiał czy pocieszał, nierzadko też żartował. Czy to wszystko mogła przyjmować jako oznaki przyjaźni, podczas gdy dla niego znaczyło to coś więcej? A może jednak zwyczajnie był dla niej miły, a teraz ona zaczęła doszukiwać się czegoś, co nie istniało?
Księżniczka parsknęła śmiechem, gdy przyszło jej na myśl, że przy aranżowanym przez jej rodziców małżeństwie nie musiałaby się nad tym zastanawiać: po prostu wyszłaby za wybranego przez nich kandydata bez rozważań o tym, czy faktycznie zarówno on, jak i ona są sobą zainteresowani. Teraz zaś sytuacja zmusiła ją do tego, by porozmawiać na poważnie z Caronem.
Wspólna wyprawa do wieży maga była świetnie nadarzającą się do tego okazją.
***
Gdy po zachodzie słońca Elyana wyszła przed „Niedźwiedzią Norę”, Caron czekał już na nią oparty o ścianę budynku, pogwizdując wesoło. Widać było, że dobrze przygotował się do wyprawy: miał dwa plecaki, przy czym z jednego dość niedyskretnie wystawała rękojeść broni; dodatkowo przez ramię zwisał mu zwój liny.
– Tak chcesz iść? – zapytała z powątpiewaniem, wskazując głową na plecaki i linę. – Przecież nie ujdziemy nawet kilkunastu metrów bez zwracania na siebie uwagi Dhornijczyków.
– Zero wdzięczności – westchnął Caron, mrugając do niej porozumiewawczo, i podał jej plecak z bronią. – Załatwiłem ci wyposażenie, a ty marudzisz. Schowaj miecz pod płaszczem, ja ukryję linę i wszyscy będą zadowoleni.
– No dobrze, czekaj chwilę – odpowiedziała, pociągając nosem. Wyjęła z kieszeni płaszcza zawinięty w gruby kawałek materiału zegar, który miała postawić w sypialni czarodzieja i ostrożnie umieściła go w przyniesionym przez Carona plecaku, po czym uważnie przyjrzała się broni.
Miecz okazał się być elegancko wykonanym rapierem. Elyana, pamiętając słowa Nathana, zaczęła szukać inicjałów wytwórcy broni, ale niczego takiego nie znalazła.
– Skąd go wziąłeś? – zapytała, chowając go do pochwy i przytraczając do pasa tak, by ukryć go pod połami płaszcza.
– Od Drago – odrzekł, po czym odsunął się od ściany i ruszył w stronę przeciwną do portu. Elyana spojrzała na niego w zdumieniu, ale po chwili wahania poszła za nim. Po kilku minutach Caron zatrzymał się przy jednym z włazów kanalizacyjnych, wyjął łom z plecaka i powoli, starając się narobić jak najmniej hałasu, odsunął metalową pokrywę. Księżniczka westchnęła cicho, ciesząc się w duchu, że ma katar. Nie miała najmniejszej ochoty na to, by chłopak widział ją, jak wymiotuje.
– Panie przodem – parsknął śmiechem, robiąc jej przejście. Gdy księżniczka spojrzała na niego z wyrzutem, dodał:
– No idź. Nie zostawię przecież odsuniętego włazu, a ty raczej nie masz tyle siły, by go przesunąć.
Chcąc nie chcąc, musiała zgodzić się z tą argumentacją. Złapała się mocno metalowych szczebli, po czym zeszła na dół, gdzie zaczekała kilka chwil, aż Caron upora się z włazem.
Dziewczyna z ulgą przyjęła to, że przez katar faktycznie nie czuła tak bardzo smrodu, jednak z tego, jak twarz chłopaka pozieleniała, stwierdziła, że musiało być naprawdę źle.
– Na południe – mruknął Caron. – Im szybciej stąd wyjdziemy, tym lepiej.
Elyana kolejny raz zgodziła się z nim bez słowa i w milczeniu zaczęli kluczyć identycznymi korytarzami. Chłopak, pomijając jego dość niewyraźną minę, wyglądał tak, jakby doskonale wiedział, dokąd idzie, w związku z czym księżniczka stwierdziła, że nie będzie mu teraz niepotrzebnie zawracać głowy.
Droga minęła im bez najmniejszych przeszkód i po kilkunastu minutach dotarli do tak samo wyglądającej jak wcześniej drabinki.
– To tutaj – stwierdził krótko Caron. – Wyjdę pierwszy, żeby odsunąć właz.
– A co z Dhornijczykami? – zapytała z niepokojem. – Przecież na pewno będą chcieli wiedzieć, dlaczego łazimy po kanałach.
– Tu ich nie ma – odrzekł. – I nie mów do mnie teraz, dobra? Ten smród jest naprawdę okropny.
Księżniczka przytaknęła w milczeniu i czekała, aż Caron da jej znak, że może wyjść. Gdy w końcu usłyszała jego przytłumiony głos, zaczęła wspinać się po drabinie, krzywiąc się z obrzydzenia; szczeble były pokryte oślizgłym, lepkim szlamem.
– No dobra – zaczął Caron, gdy Elyana stanęła obok niego. – Teraz ci już mogę powiedzieć. Wejścia do kanałów znajdują się w na tyle odosobnionych zaułkach, że Dhornijczycy po prostu do nich nie zaglądają. Dlatego możesz wchodzić albo wychodzić w zasadzie bez obaw. Musiałabyś mieć naprawdę sporego pecha, żeby ktoś cię przyłapał.
– Rozumiem – mruknęła, nie wiedząc, co zrobić z brudnymi rękami. W końcu wytarła je o dolną część płaszcza i skrzywiła się na samą myśl o czekającym ją kolejnym czyszczeniu odzieży; tym razem nie chciała wyręczać się Chellą. – Powiedz mi jeszcze jedno. Nie ma czasem jakiejś mapy tych kanałów? Przecież można się w nich tak łatwo zgubić.
– Niestety, kwiatuszku. – Caron uśmiechnął się do niej pogodnie. – Jesteś zdana tylko na własną pamięć.
– Cudownie.
– Nie martw się. – Chłopak poklepał ją po ramieniu. – Nie będziesz pierwsza, która się w nich zgubi.
– Pocieszyłeś mnie – westchnęła ciężko. – Lepiej już chodźmy.
– Zawsze do usług – zaśmiał się. Wyszli z zaułka, trafiając na jedną z głównych ulic, o tej porze w zasadzie już opustoszałą, jeśli nie liczyć dwóch dhornijskich żołnierzy i kilku spóźnionych przechodniów. Nikt nie zwrócił na nich najmniejszej uwagi.
Bez problemów dotarli do wyraźnie odcinającej się na horyzoncie wieży. W pobliżu nie było nikogo, co oboje powitali z ulgą.
– Tędy raczej nie wejdziesz – stwierdził Caron z rozbawieniem, gdy Elyana podeszła do głównych drzwi, lekko emanujących niebieskawą poświatą.
– Mam wytrychy – odrzekła i wyjęła je z jednej z kilku kieszonek, w jakie była wyposażona jej zbroja. Nic to jej jednak nie dało: gdy chciała dotknąć klamki, coś jej to uniemożliwiło, jakby jej dłoń trafiła na ścianę. Księżniczka zmarszczyła czoło, po czym spróbowała raz jeszcze, z identycznym skutkiem. Odwróciła się i spojrzała na chłopaka bezradnie.
– Mówiłem – roześmiał się głośno. – To w końcu mag. Na pewno dobrze się zabezpieczył.
– No i co teraz?
– Nic, poszukamy jakiegoś innego wyjścia. Zawsze jakieś jest. – Mówiąc to, chłopak ruszył dookoła wieży, przyglądając się uważnie jej ścianom. Elyana posłusznie szła za nim.
– Patrz. – Wskazał jej niewielkie okno, znajdujące się tuż przy ziemi, ledwo widoczne zza krzaków, które rosły dookoła budynku. Było ono jednak na tyle szerokie, że przy dobrych chęciach dało radę się przez nie przecisnąć. – To powód, dla którego zawsze powinnaś nosić ze sobą linę.
Caron wyjął ją z plecaka, kopniakiem rozbił szybę i bez problemów otworzył okno. Jeden koniec sznura przywiązał do ramy, sprawnie tworząc porządnie wyglądający węzeł, a drugi wrzucił do środka.
– Ta rama się nie zerwie? – zapytała księżniczka z powątpiewaniem, gdy chłopak wrzucił również plecak i złapał za linę, by zejść na dół.
– Nie powinna – odpowiedział ze spokojem. – W razie czego będę cię łapał, chociaż nie sądziłem, że jesteś aż taka ciężka.
– Chodziło mi o ciebie.
– Wiem, promyczku. – Caron parsknął śmiechem, po czym zniknął. Po kilku długich chwilach szarpnął kilka razy liną, dając jej tym samym znać, że może już schodzić.
– Łap mój plecak! – powiedziała w miarę głośno, by ten na pewno ją usłyszał, a następnie rzuciła swój pakunek i wzięła do ręki linę.
Ta metoda schodzenia w niczym nie przypominała schodzenia po drabinie. Już po kilku sekundach poczuła ból w ramionach, gdy powoli się opuszczała. Myśl, że w górę będzie jeszcze gorzej, wcale jej nie pocieszyła.
– Ktoś tu chyba musi popracować nad kondycją – stwierdził, gdy Elyana w końcu stanęła obok niego, odgarniając z czoła zlepione potem kosmyki.
– Nie bądź złośliwy – mruknęła w odpowiedzi i założyła plecak. – Dokąd teraz? – zapytała i rozejrzała się dookoła.
– Ty tu dowodzisz, słoneczko – odrzekł, również przyglądając się wszystkiemu z należytą uwagą.
Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że wieża skrywa w sobie o wiele więcej, niż mogło się wydawać, gdy przyglądało się jej z zewnątrz.
Korytarz, na którym się znaleźli, w całości wykonano z delikatnego białego marmuru, lśniącego lekko w mdłym blasku świec, umieszczonych w również białych świecznikach. Na ścianach nie wisiały żadne obrazy ani nie stały przy nich żadne meble. Panowała głucha cisza, a w powietrzu unosił się przenikliwy zapach ozonu.
– Chyba musimy znaleźć schody – stwierdziła księżniczka po chwili namysłu. – Sypialnia będzie raczej gdzieś na górze.
– Raczej tak – zgodził się Caron, po czym ruszyli w lewo. – Ale po co ci konkretnie jego sypialnia?
– Cata kazała mi podmienić zegarki – odpowiedziała Elyana. – Nie wiem dlaczego.
– Cata? Ta od Alfonsa? – powtórzył zdziwiony, a gdy dziewczyna potwierdziła, dodał:
– No to nieźle. Znając ją, to pewnie nic miłego.
– Gdy z nią rozmawiałam, to wydawała się całkiem sympatyczna – powiedziała, decydując się stanąć w obronie kobiety.
– W takim razie musiała być w wyjątkowo dobrym humorze. – Caron parsknął śmiechem. – Patrz, drzwi.
Korytarz, lekko zaokrąglony przez naturalną krzywiznę wieży, kończył się zwykłymi, niepozornie wyglądającymi drewnianymi drzwiami. Chłopak podszedł do nich ostrożnie, przyglądając się uważnie przede wszystkim klamce.
– Nic nie ma – stwierdził po chwili. – Pułapka jest w takim razie albo w zamku, albo po drugiej stronie.
Uklęknął, ostrożnie zaglądając w dziurkę na klucz, po czym wyjął z kieszeni wytrychy i bez najmniejszych problemów poradził sobie z zamkiem.
– A teraz schowaj się za mną – powiedział, a gdy Elyana posłusznie stanęła za jego plecami, ostrożnie nacisnął klamkę i, trzymając się jak najbliżej ściany, pchnął drzwi, które uchyliły się z cichym skrzypnięciem.
Niemal w tej samej chwili ze świstem przemknęła obok nich strzała, która uderzyła w ścianę korytarza i nieszkodliwie upadła na podłogę.
– Prostackie. – Caron skrzywił się z niesmakiem i mrugnął do księżniczki, a następnie wszedł do środka.
Pokój okazał się być pracownią czarodzieja, która swoim rozmiarem znacznie przekraczała ona rozmiary wieży; mag musiał użyć czarów do jej powiększenia. Podobnie jak korytarz wykonano ją z białego marmuru, a zapach ozonu przybrał na intensywności. Ściany od góry do dołu zastawiono regałami z setkami książek. Naprzeciwko drzwi znajdował się potężny stół, będący stanowiskiem alchemicznym. W zlewkach i probówkach mieniły się wielobarwne płyny; nad niektórymi z nich unosiła się gęsta para. Uwagę jednak i tak najbardziej przykuwał wymalowany na samym środku podłogi okrąg, otoczony precyzyjnie wykonanymi runami.
Caron zagwizdał cicho.
– No nieźle. Cieszmy się, że nasz mag nie przywołał żadnego zwierzaczka, żeby bronił jego posiadłości.
– Nie byliśmy jeszcze na górze – odpowiedziała księżniczka, będąca pod równie dużym wrażeniem. – A to mi jego sypialni nie przypomina.
– Prawda – zgodził się chłopak. – Rozejrzyj się tu, jeśli chcesz, ja szybko zamontuję z powrotem pułapkę.
Elyana przytaknęła ruchem głowy, po czym podeszła do najbliższego regałów, zdjęła z niego książkę i przekartkowała szybko; dotyczyła ona sztuki przywoływania magicznych stworzeń i mimo że nie napisano jej w obcym języku, to i tak nie zrozumiała z niej zbyt wiele. Z cichym westchnieniem odłożyła ją na miejsce. Dziwnie się poczuła na myśl, że ostatnią książkę przeczytała, będąc jeszcze na zamku; od tamtego czasu zajmowały ją inne rzeczy, na tyle absorbujące, że nie mogła znaleźć nawet chwili na lekturę.
Nie chcąc wracać do przeszłości, podeszła do Carona, zajętego ponownym konstruowaniem pułapki, i zaczęła zastanawiać się, jak rozpocząć rozmowę na interesujący ją temat; nic jednak nie przychodziło jej do głowy.
– Przeziębiłaś się w kanałach? – zapytał, gdy podszedł do drzwi i zaczął montować na nich tę samą pułapkę, jaka była wcześniej zastawiana. Dziewczyna dopiero teraz zdała sobie sprawę, że cały czas pociąga nosem.
– Nie, zasnęłam w wannie – odrzekła, na znak Carona wychodząc z pracowni.
– Trzeba było tyle nie pić, to byś nie zasnęła – stwierdził, próbując powstrzymać się od śmiechu, ale z mizernym skutkiem.
– Byłam zmęczona – prychnęła, choć wiedziała, że ma on trochę racji; spotkanie z Vico wstrząsnęło nią naprawdę mocno, skoro wypiła aż tyle.
– Oczywiście. No, gotowe – powiedział z zadowoleniem, gdy schował wytrychy do kieszeni, gdy zamknął za sobą drzwi na zamek. Oboje ruszyli z powrotem, licząc na to, że schody na górę będą znajdować się na drugim końcu korytarza.
Tak jak się spodziewali, z drugiej strony znajdowały się prowadzące w górę schody, szerokie i wygodne i, podobnie jak wszystko inne w tej wieży, zrobione z białego marmuru.
Gdy schody się skończyły, Elyana i Caron trafili do niewielkiego, ale przytulnego saloniku, ewidentnie należącego do części mieszkalnej. Przy ścianach, tak samo jak w pracowni, stały regały z książkami. Na środku leżał jednak okrągły i puchaty dywan; ustawiono na nim sporych rozmiarów fotel, a obok niego gustowną, delikatnie zdobioną etażerkę, na której znajdowała się karafka z rubinowej barwy winem. Z tego pokoju można było dostać się do kolejnych dwóch pomieszczeń. Jedne, uchylone drzwi, prowadziły do kuchni, ale drugie były zamknięte. Nawet z kilku metrów od nich dało się wyczuć lekkie mrowienie na skórze, które wywoływały czary zabezpieczające. Oprócz tych drzwi znajdowały się jeszcze kolejne prowadzące w górę schody.
– No dobra, to ja zobaczę, co jest na górze, a ty zajmij się tymi drzwiami – powiedział Caron i szybko, ale jednocześnie starając się zachowywać jak najostrożniej, pobiegł schodami.
Elyana westchnęła, po czym podeszła do drzwi; emanująca z nich energia stawała się z każdym krokiem coraz silniejsza. W końcu stała się tak mocna, że nie mogła się do nich zbliżyć więcej niż na wyciągnięcie ręki; jej dłoń zatrzymywała się tuż przy klamce. Stwierdziwszy, że ma do czynienia z drzwiami wejściowymi, odeszła od nich i pobiegła za Caronem na górę.
Cały czas myślała, co powinna zrobić, żeby wyciągnąć od niego, jak on właściwie traktuje ich znajomość. Może to, że zaczął spotykać się z Trissą, było próbą wzbudzenia w niej zazdrości? Wiedziała jednak, że gdy zapyta o to wprost, na pewno nie otrzyma od niego poważnej odpowiedzi.
Gdy dotarła do szczytu schodów, Caron już na nią czekał.
– Dobrze, że jesteś – rzekł. – Znalazłem sypialnię. Drzwi nie były nawet zamknięte.
– Pocałuj mnie – powiedziała ochrypłym głosem. Uznała, że to jedyny dobry sposób, by sprawdzić, co chłopak do niej czuje. Miała tylko nadzieję, że uda się jej zapanować nad nerwami i nie zacznie się wyrywać; Caron nie wiedział, co ją spotkało podczas ucieczki z zamku, a nie chciała prowokować niewygodnych dla siebie pytań.
Chłopak wpatrywał się w nią w milczeniu przez kilka chwil. Elyana musiała przyznać sama przed sobą, że jeszcze nigdy nie widziała go tak zmieszanego.
– Chodzi ci o Trissę, tak? – zapytał niepewnie, ale podszedł do niej.
– O nikogo mi nie chodzi – odrzekła tym samym tonem. – Po prostu mnie pocałuj.
Caron spojrzał jej prosto w oczy, jakby szukając potwierdzenia, że mówi poważnie; jego twarz wyjątkowo była pozbawiona zwykłego wyrazu wesołości. Księżniczka czuła, jak mocno bije jej serce. Nie próbowała nawet zapanować nad drżeniem rąk i nóg; skupiła się tylko na tym, żeby uspokoić oddech.
Gdy chłopak nachylił się nad nią, przymknęła oczy, czekając na to, co się wydarzy. Kiedy poczuła jego usta na policzku, odsunęła głowę i spojrzała na niego ze zdziwieniem.
– Przepraszam – powiedział i cofnął się od niej o krok. Elyanie wydawało się, że widzi w jego oczach coś na kształt współczucia. – Lubię cię. Nawet bardzo. Ale jeśli dałem ci jakoś do zrozumienia, że wygląda to inaczej, to przepraszam. Nie chciałem…
– W porządku – przerwała mu głucho, nie słuchając już za bardzo tego, co do niej mówił. – Nic się nie stało.
– Ale dalej będziemy się przyjaźnić, prawda? – zapytał, trochę uspokojony.
– Oczywiście – odpowiedziała, po czym wyminęła go i weszła do sypialni czarodzieja. Ucieszyła się, że Caron nie poszedł za nią.
Trudno jej było stwierdzić, co właściwie czuje. Caron faktycznie nigdy nie dawał jej do zrozumienia, że między nimi mogłoby dojść do czegoś więcej poza przyjaźnią czy bliskim koleżeństwem. Ona sama też nie myślała o nim w ten sposób, przynajmniej dopóki nie usłyszała go z Trissą. Nie wiedziała zatem, dlaczego tak zabolały ją jego słowa.
Na niewielkim stoliku, tuż obok łóżka, stał zegarek identyczny z tym, który miała w plecaku. Trochę jak w transie, będąc jedynie w połowie świadoma tego, co robi, podmieniła je, a następnie, nie mając nawet serca do tego, by przeszukać drogocennie wyglądającą szkatułkę, zgarnęła ją do plecaka, ryzykując tym samym, że ich włamanie zostanie szybciej zauważone.
– Gotowa? – zapytał Caron, gdy wyszła z pokoju.
– Tak, chodźmy stąd – odrzekła, nie patrząc na niego.

Całą drogę powrotną przebyli w całkowitym milczeniu. W „Niedźwiedziej Norze” pożegnali się zdawkowo; napięcie między nimi było wyraźnie wyczuwalne. Przez cały ten czas Elyana walczyła ze sobą, żeby się nie rozpłakać. Pozwoliła sobie na to dopiero wtedy, gdy znalazła się w swoim pokoju: bez zdejmowania ubrań rzuciła się na łóżko i szlochała w poduszkę, dopóki nie zasnęła.

5 komentarzy:

  1. Pierwsza częśc bardziej mi się podobała. Vico jest chory. Jemu chyba w jakiś sposób zależy na E! TO jest naprawdę dziwne... Wydaje mi się, że pomimo tego, jak ją wcześniej potraktował, to w tych jego nieprzyjemnych, choć dość szczerych słowach kryło się jakieś... ostrzeżenie. Ale nie w złym sensie, tylko w takim, że powinna na siebie uważać. Zastanawia mnie, dalczego groził C., żeby się do niej nie zbliżał. DO tej pory nic do niego nie miałam, ale teraz mnie zaczął denerwować. nie tym, że się spotyka z Trissą ani nawet nei tym, że pocałował czy nie pocałował E., ale tym, że nazywa ją cały czas słoneczkiem itd. Trudno poowiedzieć, o co mu chodzi. z jednej strony dobrze, że nie pocałował jej tak, jak tego oczekiwała, z drugiej zrobił to jakoś dziwacznie... Ale i tak o wiele bardziej zadziwiła mnie E. wydaje mi się to wybitnie niemądre, aby w takim miejscu i w takim czasie prosić chłopaka o pocałunek. nie chodzi mi jedynie o sposób, w jaki postanowiła sprawdzić jego uczucia, ale przede wszystkim o miejsce. Jakoś nie chce mi się wierzyć, aby była aż tak nierozsądna, to po prostu mi nie pasuje! jesli poprosiłaby go o to w kanałach, to może... ale nie tak, nie w siedzibie tego maga... W ogóle mam wrażenie, że to faktycznie poszło zbyt łatwo i że V. miał rację, że to była kolejna próba. podobnie jak wszystko poprzednie. Dlatego własnie zastanawia mnie, kiedy Rodzina zacznie traktowąć E. poważnie. Z drugiej strony nie dziwię się, że jej nie ufają - sZczególnie jej zdolnościom. Tylko to trochę takie smutne, jak się nie ma pojęcia, czy okpić próbują Cię wrogowie, czy Twoi.
    Post podobał mi się oprócz tego zachowania E. wobec C., które ine pasowało do okoliczności. Ale cała reszta - super. Świetnie opisąłas emocjie Elyany w rozmowie z Vico, świetnie również po powrocie do domu. Bardzo dobrze pokazałaś samego V., a i akcję prowadziłaś OK, lubię Twoje skupianie się na tle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za komentarz :)
    Powiem tak: pierwszą część też lepiej mi się pisało, przypuszczam, że to po protu widać. Vico nie jest do końca normalny, to prawda, dlatego niektóre jego zachowania mogą wydawać się dość dziwne.
    Kanały są trochę za mało romantycznym miejscem na całowanie się, to po pierwsze :D po drugie to dziwne miejsce wynikało trochę z tego, że w zasadzie tylko wtedy była z nim sam na sam i nie było ryzyka, że ktoś na nich wpadnie. Sam Caron ma taki trochę sposób bycia, te wszystkie podejrzenia Elyany wzięły się właśnie z takich jego drobnych zachowań :) I tak, w wieży faktycznie miało być łatwo, ale księżniczka jeszcze będzie miała w przyszłości szansę pokazać, że jednak może się do czegoś przydać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry wieczór.

    Nareszcie znalazłam czas.

    Zacznę od angel fantasy, bo obiecałam. Z młodzieżówek, niezobowiązujących, nie nie wiadomo jak dobrych, podobała mi się seria (Szeptem) i (Pocałunek anioła). Mam sentyment do (Tam, gdzie spadają anioły) Doroty Terakowskiej. O tematykę aniołów zahaczają serie Cassandry Clare (DA nie jest wybitne, ale Malec to życie; Diabelskie maszyn to jedna z moich ulubionych trylogii, a i Kroniki Bane'a mnie zauroczyły). Cykl (Wiktoria Biankowska) również miło wspominam.

    Probuję usprawiedliwić zachowanie Vico jego miłością do dziewczyny, której chciał pokazać morze. W końcu to jednak człowiek, ale...

    Vico umie podcinać skrzydła... Jeszcze nam się Elyana zbuntuje i zniszczy całą pracę.

    Resztę komentarza dodam potem, bo muszę zmykać, a nie chcę pisać tego od nowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmowa z Vico... Może miałam rację i między Elyaną a Caronem dojdzie do czegoś więcej.

      No dobra, moja nadzieja długo sobie nie pożyła.

      ( Oczywiście, że nie! – prychnęła kobieta, ale uśmiechnęła się do niej. – Biorąc pod uwagę, jak wiele czasu minęło, zanim nauczyłaś się porządnie obierać warzywa, nad szyciem siedziałabyś co najmniej dziesięć lat). Uwielbiam Chellę. Byle nikt nic jej nie zrobił i ona nikomu nic nie zrobiła.

      Intryguje mnie ten cały czarodziej i zegarek. Byle było tym dużo.

      (Pocałuj mnie). Elyana to... bardzo bezpośrednia niewiasta. Ale co ma dziewczyna czekać? Książek się naczytała, pewnie romansów, Vico jej wyobrażenia trochę zburzył, ale cóż...

      Myślałam, że to inaczej nie skończy... Caron wydaje się być w porządku... Ale nie tracę nadziei.

      Miłego. :)
      PS Czy mogłabyś mnie informować na Kocie z masłem o nowych rozdziałach? Są one dodawane nieregularnie, a ja obserwuję dużo blogów i mogłabym czasem przegapić publikację.

      Usuń
    2. Hej :) dziękuję za komentarz i oczywiście polecone książki. Ze swojej strony dodam, że bardzo podobały mi się książki "Brudne ulice nieba" i "Szczęśliwa godzina w piekle" Tada Williamsa; teraz czekam na tłumaczenie trzeciego tomu, mam nadzieję, że już niedługo się ukaże :)

      Tak się staram, żeby Vico był takim "trzeźwym spojrzeniem na świat". Co prawda do tej pory nie było go za wiele, ale wkrótce zacznie pojawiać się trochę częściej. Nie wiem w sumie, jaki masz do niego stosunek, ale sama muszę przyznać, że to jedna z moich ulubionych postaci w grze. Przypuszczam, że głównie przez jego złośliwość.

      Wątek czarodzieja jeszcze będzie się przewijał, mam nadzieję, że będziesz zadowolona z jego rozwoju.

      Oczywiście z przyjemnością będę informować Cię o nowych rozdziałach.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń