środa, 31 sierpnia 2016

Rozdział 10

Dzisiejszy wstęp może być nieco dłuższy niż poprzednie, więc jeśli ktoś nie ma ochoty tego czytać, to oczywiście może przewinąć, nie obrażę się.
W zeszłym tygodniu opowiadanie obchodziło swoje pierwsze urodziny. Chciałam wtedy właśnie opublikować rozdział, no ale się z nim nie wyrobiłam. Ostatnio w ogóle mam problem z wyrobieniem się z czymkolwiek w zasadzie, nie wiem nawet czemu. Ale to w sumie nie jest istotne.
Przez ten rok pisało mi się różnie, czasem łatwiej, czasem dość topornie, rozdziały też wychodziły różnie, ale w sumie nie mogę powiedzieć, że jestem niezadowolona. Wiadomo, z perspektywy czasu widzę, że niektóre rzeczy można było napisać lepiej, wiele rzeczy zamierzam zresztą dopracować i poprawić. Z tym zamiarem noszę się już od dłuższego czasu, ale zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia. Mam jednak nadzieję, że wkrótce uda mi się w końcu za to zabrać.
No, to z dodatkowych informacji tyle, teraz zapraszam do czytania.

***

Rumor spadających na ziemię naczyń wyrwał Elyanę ze snu. Dziewczyna rozejrzała się dookoła, ziewając głośno i przecierając grzbietem dłoni oczy. Kilka chwil zajęło jej skojarzenie, dlaczego właściwie nie ma ochoty wychodzić z łóżka. Gdy w końcu uzmysłowiła sobie, co było tego przyczyną, jęknęła i opadła z powrotem na poduszki. Na samą myśl, że miałaby wyjść z pokoju u spotkać się z Trissą lub z Caronem, czuła nieprzyjemny skurcz żołądka. Obiecując sobie, że będzie się dzisiaj jak najmniej pokazywać na oczy komukolwiek, wygrzebała się z rozgrzanej pościeli, zdjęła z siebie brudne ubranie i założyła czyste.
Nie wiedząc za bardzo, co mogłaby teraz robić, przeszła do pokoju Chelli, by popatrzeć trochę przez okno, ale widok przechodniów wcale nie podziałał na nią uspokajająco. Westchnęła ciężko i wróciła do siebie, po czym uchyliła drzwi prowadzące do kuchni, by przyjrzeć się pracującym tam ludziom.
Nie chciała przyznać się do tego przed samą sobą, ale szukała wzrokiem tylko jednej osoby. Gdy w końcu zauważyła Trissę, zmrużyła lekko oczy, przyglądając się jej krytycznie. Zmuszona była jednak stwierdzić, że nie może jej naprawdę niczego zarzucić. Jasne włosy dziewczyny spływały miękko aż do końca pleców, podczas gdy kosmyki księżniczki sterczały we wszystkie strony. Cała skóra Trissy, na ile Elyana mogła ocenić to z takiej odległości, była gładka i pozbawiona jakichkolwiek skaz, a z kolei jej twarz, dekolt i ramiona pokrywały jasne, ale mimo to widoczne piegi, a na szyi i policzku widniały szramy.
Elyana ze złością zatrzasnęła drzwi i zaczęła krążyć po pokoju, stukając rytmicznie butami o drewnianą podłogę. Stało się dla niej całkowicie jasne, że nie ma co rywalizować z Trissą na tym polu, gdyż od samego początku była skazana na sromotną porażkę. Nie wiedziała jednak, co mogłaby zrobić, by zwrócić na siebie uwagę Carona; zarówno jej umiejętności złodziejskie, jak i styl walki pozostawiały naprawdę sporo do życzenia.
Księżniczka zatrzymała się gwałtownie. Dlaczego, dlaczego tak bardzo zależało jej na Caronie? Nie po raz pierwszy nie miała pojęcia, jak odpowiedzieć sobie na to pytanie. Na samą myśl o tym, że chłopak mógłby spełnić jej prośbę i rzeczywiście ją pocałować, po plecach przebiegł jej dreszcz obrzydzenia. Absolutnie też nie wyobrażała sobie, że byłaby z nim parą. Tym bardziej zastanawiała ją jej reakcja na sytuację, w której zastała Trissę i Carona.
Kolejny raz przyszło jej do głowy, że może to zwyczajna zazdrość. Przez całe swoje dotychczasowe życie przywykła do tego, że spora część szlachty interesowała się nią z powodu wizji przyszłego, intratnego małżeństwa, w związku z czym na zamku nikt nie stanowił dla niej konkurencji. Tutaj jednak wyglądało to zupełnie inaczej, i nawet jeśli w zwykłych warunkach nie zwróciłaby na Carona większej uwagi, biorąc go co najwyżej za zwykłego służącego, który nawet nie miałby prawa wstępu do części zamku zamieszkanej przez rodzinę królewską, tak w tym momencie bolało ją, że chłopak wybrał jakąś podrzędną dziewczynę pracującą w kuchni. Nie pomagało nawet to, że przecież wiedziała, iż Caron nie miał pojęcia o jej pochodzeniu. Musiała przyznać sama przed sobą, że po prostu czuła się urażona.
Księżniczka westchnęła ponownie i, chcąc oderwać się od tych przemyśleń, wyjęła ze swojego plecaka szkatułkę, którą zabrała z wieży maga. Położyła ją na stole, po czym zapaliła dwie świeczki, by wszystko dobrze widzieć. Wyciągnęła z jednej sakiewek przy pasie zestaw wytrychów, odetchnęła głęboko i wzięła się do pracy.
Już na pierwszy rzut oka widziała wyraźnie, że otwarcie tego pojemnika będzie sporym wyzwaniem. Mając jednak na uwadze nauki Yance’a, postanowiła najpierw upewnić się, czy gdzieś nie zamontowano jakiejś pułapki. Nawet jej samej wydawało się to dość prawdopodobne i choć zwykle nie miała dość cierpliwości na dokładne sprawdzanie czegokolwiek, tak tutaj stwierdziła, że lepiej zachować należytą ostrożność. Taka koncentracja umożliwiała jej również zapomnieć przynajmniej na chwilę o dręczących ją myślach.
Szkatułkę wykonano z ciemnego drewna i pokryto lakierem. Niewielka skrzyneczka lśniła lekko w ciepłym blasku świec. Dzięki delikatnym rzeźbieniom na całej powierzchni wieka już sam pojemnik sprawiał wrażenie niezwykle drogocennego. Elyana pozwoliła sobie na lekki uśmiech: nawet jeśli wewnątrz nie będzie nic wartościowego, to i tak powinno udać się jej zdobyć całkiem ładną sumkę złota.
Księżniczka przesuwała powoli palcami po całej powierzchni szkatułki, szukając jakichkolwiek nierówności, które mogłyby świadczyć o tym, że zamontowano tam pułapkę. Nie wyczuwała jednak niczego i powoli zaczynała walczyć z narastającym w niej z każdą chwilą zniecierpliwieniem. Zmuszając się trochę do zachowania ciągłego skupienia, cały czas przyglądała się uważnie szkatułce. Nie wiedziała dokładnie, ile czasu nad tym spędziła, ale cieszyła się, że udało się jej uwolnić od myślenia o Caronie.
Dziewczyna nieświadomie potrząsnęła głową, odsuwając od siebie wspomnienia o chłopaku. Stwierdziła, że sprawdziła skrzyneczkę na tyle dokładnie, by uznać, że ewentualna pułapka może znajdować się przy delikatnie wyglądającym zamku. Zadowolona z siebie kilkukrotnie zgięła i wyprostowała palce, chcąc je rozluźnić, po czym zaczęła uważnie oglądać metalowe zamknięcie, przysuwając do niego twarz tak blisko, jak tylko mogła.
– A ty co tak cicho tu siedzisz? – Elyana usłyszała za plecami głos Chelli i z wrażenia nieomal wypuściła szkatułkę z rąk. – Nie myśl sobie, że nie wiem, o której dzisiaj wróciłaś!
– Miałam ważną rzecz do zrobienia – mruknęła, starając się zignorować gderliwy ton kobiety; najwyraźniej nie była ona w za dobrym humorze. – Tak samo zresztą jak teraz – dodała i wróciła do przyglądania się metalowemu zamkowi. Jej uwagę przykuły niewielkie, niemal niewidoczne dziurki, i księżniczka ponownie podsunęła sobie szkatułkę przed oczy, uważając, by teraz niczego nie dotknąć.
– Co to jest? – zapytała Chella, z hukiem stawiając na stole talerz z chlebem i kawałkiem żółtego sera oraz kubek zbożowej kawy.
– Nic takiego – odpowiedziała dziewczyna. Przeczuwała, że kobieta nie będzie zachwycona, gdy dowie się, co ze sobą przyniosła.
– Ukradłaś to? – Głos Chelli zabrzmiał niezwykle złowrogo, chociaż sprawiał wrażenie spokojnego. Elyana znała doświadczoną kucharkę na tyle, by wiedzieć, że to tylko cisza przed burzą.
– No cóż – zaczęła księżniczka ostrożnie. – Jakby nie patrzeć, w Rodzinie chyba wszyscy są złodziejami, prawda?
Już podczas wypowiadania tych słów wiedziała, że lepiej mogła się powstrzymać. Czerwień, która wystąpiła na policzki kobiety, tylko potwierdziła te podejrzenia.
– Nawet nie chcę tego słyszeć! – rzekła Chella gwałtownie. – Masz co jeść, masz co na siebie włożyć, więc nie widzę powodu do okradania innych i znoszenia tego tutaj!
– Mam inne wydatki – prychnęła Elyana. Próbowała wrócić do oględzin zamka, ale widząc swoje drżące dłonie, stwierdziła, że to nie najlepszy pomysł.
– O, oczywiście, że masz! Widziałam butelkę po rumie! I nawet nie waż się mówić, że to nie twoja!
– Nie próbuję – warknęła, powstrzymując się od zdradzenia, że to Caron ją przyniósł. – Mam swoje wydatki – powtórzyła, akcentując wyraźnie każde słowo – w związku z czym potrzebuję pieniędzy. To chyba dość jasne, prawda?
– A nie przyszło jaśnie pani do głowy, żeby zarobić je uczciwie?!
Dziewczyna przez kilka chwil spoglądała na Chellę w osłupieniu. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by kobieta zachowywała się w stosunku do niej w tak grubiański sposób. Jednak gdy tylko to zdziwienie minęło, poczuła ogarniającą ją wściekłość. Zerwała się z krzesła, jednym ruchem zgarnęła do plecaka szkatułkę i wytrychy, po czym stanęła twarzą w twarz z kucharką, dysząc ze złości.
– Nie mów mi o uczciwości, dobrze?! Cała ta wasza Rodzina nie ma z nią zupełnie nic wspólnego! Sama przecież z nimi pracujesz! Nathan uświadomił mi zresztą, że to nic dla niego nie znaczy, więc nie widzę powodu, by stosować się do reguł, których nie ma!
– Mistrz Nathan jest dobrym człowiekiem… - zaczęła Chella o wiele łagodniej niż wcześniej, ale dziewczyna jej nie słuchała.
– …który wyraźnie mi powiedział, że nic go nie obchodzi, że Vico… że on… - Elyana przerwała, gdy poczuła wzbierający w jej gardle szloch.
Kobieta podeszła do księżniczki z wyciągniętymi ramionami; dziewczyna widziała, że złość Chelli zniknęła całkowicie, ale nie mogła powiedzieć tego o sobie. Podeszła do drzwi, ignorując jej pojednawczy gest. Stwierdziła, że dodanie czegokolwiek w tej sytuacji może nie być najlepszym pomysłem i wyszła bez słowa. Nie zwróciła uwagi na zaskoczone spojrzenia ludzi w kuchni; wiedziała, że musieli słyszeć ich gwałtowną wymianę zdań, ale teraz nie miało to dla niej żadnego znaczenia. W tej chwili potrzebowała tylko zaczerpnąć świeżego powietrza, by uspokoić nerwy i zastanowić się na spokojnie, co powinna zrobić dalej.
Gdy tylko opuściła kuchnię, natknęła się na osobę, z którą nie miała najmniejszej ochoty rozmawiać. Caron, zajęty wnoszeniem i układaniem skrzyń, wyglądał na bardzo zapracowanego. Księżniczce zaświtał nikły promień nadziei, że może chłopak nie ma za wiele czasu, by tracić go na pogawędki, ale zniknął on równie szybko, jak się pojawił. Caron uśmiechnął się szeroko na jej widok, otarł z czoła krople potu i oparł się nonszalancko o skrzynie.
– Co tam słychać, słoneczko? Wyspałaś się?
– Tak, wyspałam się – odpowiedziała, starając się brzmieć beztrosko. Uznała, że w tym momencie najlepiej będzie udawać, że sytuacja z poprzedniego wieczoru w ogóle nie miała miejsca. – Idę teraz do Alfonsa powiedzieć mu, że podmieniłam zegarki.
– No pewnie. – Chłopak skinął lekko głową. – A otworzyłaś już szkatułkę? – zapytał i mrugnął do niej łobuzersko.
– Nie – odrzekła i westchnęła ciężko na myśl o kłótni z Chellą.
– To pochwal się później, co tam znalazłaś – uśmiechnął się. – Ale lepiej nie rób tego tutaj, nasza kochana Chella nie lubi, gdy znosi się tu znalezione fanty.
– Zdążyłam to zauważyć – mruknęła księżniczka ponuro. Zaczynała czuć wyrzuty sumienia z powodu swojego zachowania w stosunku do starszej kobiety.
– A, to już wiem, skąd te krzyki – stwierdził Caron i mrugnął do niej porozumiewawczo. – Mogłem w sumie powiedzieć ci to wczoraj, ale byliśmy zajęci czymś innym.
Elyana poczuła, jak jej twarz nabiera koloru dorodnego pomidora.
– Przepraszam za wczoraj – wymamrotała bardziej w stronę swoich butów niż stojącego przed nią rozmówcy. – Nie wiem, co mnie napadło.
– To ja się tu cieszę, a ty łamiesz mi serce? – Chłopak teatralnie przyłożył dłoń do klatki piersiowej. – Naprawdę jesteś okrutna.
– Muszę iść – rzekła z naciskiem, zastanawiając się, czy nie byłoby dobrym pomysłem nie pokazywać się w „Niedźwiedziej Norze” przez najbliższy tydzień. Spróbowała go wyminąć, ale ten złapał ją za ramię.
– No przecież żartuję. Rozumiem, że nie możesz się przeć mojemu wewnętrznemu urokowi. To całkiem normalne, większość dziewczyn tak na mnie reaguje.
Caron, nie zważając na jej próby oswobodzenia się, wyprowadził ją przed restaurację i tam spojrzał na nią poważnie.
– Już ci mówiłem wczoraj: uważam cię za moją najlepszą przyjaciółkę. Nie musisz mnie za nic przepraszać, naprawdę.
– No dobrze – mruknęła, ciągle czując, że jej policzki są czerwone. Chciała już odejść do tajnej kryjówki, ale coś ją powstrzymywało. Podeszła więc do jednej z kilkunastu skrzyń i uchyliła jej wieko; jej oczom ukazały się głąby sałaty.
– Warzywa? – zapytała z niedowierzaniem.
– No a czego się spodziewałaś w restauracji? – Rozbawione spojrzenie chłopaka niemal kompletnie zbiło ją z tropu.
– Chcesz mi powiedzieć, że tam na górze zawsze są tylko warzywa?
– Czasem też owoce – stwierdził poważnie, po czym parsknął śmiechem. – Ale wiem, o co ci chodzi. Wszystko, co wiąże się z życiem Rodziny, jest gdzieindziej. Zdecydowana większość u Drago, nad resztą czuwa Tony. W naszej starej, dobrej „Norze” nie ma nic nielegalnego. Chella, jak dobrze wiesz, nigdy by się na to nie zgodziła.
– No dobrze – westchnęła Elyana, nie mogąc ukryć rozczarowania. Zawsze lubiła sobie wyobrażać, że znajdują się w nich jakieś przemycane towary lub inne drogocenne i nielegalne rzeczy.
Caron dźwignął jedną ze skrzyń, kierując się w stronę drzwi. Księżniczka też już miała odejść, kiedy nagle tknęła ją pewna myśl.
– Ile chcesz za pomoc?
– Co?
– No ile chcesz za to, że poszedłeś ze mną do wieży maga? Połowę? Tyle chyba będzie…
– Daj spokój – przerwał jej chłopak.
– Poważnie pytam.
– A ja poważnie odpowiadam. – Caron uśmiechnął się szeroko, po czym odstawił skrzynię i poklepał ją po ramieniu. – Twój pierwszy łup, zachowaj go dla siebie. Ale teraz muszę wziąć się do roboty, serio. Inaczej Chella będzie zła i na mnie.
– Już nie przeszkadzam. – Księżniczka uśmiechnęła się lekko, po czym ruszyła w stronę kanałów, mających zaprowadzić ją do kryjówki złodziei.

***

Katar Elyany trochę już osłabł i droga przez kanały nie była tak łatwa jak wtedy, gdy szła z Caronem do wieży maga. Pocieszając się tym, że dzięki skrótowi, który pokazała jej Tarleth, gdy wychodziła z kryjówki, nie będzie musiała spędzić za wiele czasu w cuchnących tunelach, starała się wyobrażać sobie łąki pokryte kwiatami, by tylko nie myśleć o bodźcach odbieranych przez resztę zmysłów.
Kesha, stojąca tuż przy wejściu do kryjówki, spojrzała na nią ze znudzeniem i kiwnęła sennie głową na przywitanie. Księżniczka odpowiedziała jej w ten sam sposób, po czym weszła do środka.
Elyana przywitała z ulgą intensywny zapach tytoniu, który uderzył jej nozdrza; wszystko było dla niej lepsze niż smród kanałów.
Jeszcze bardziej ucieszył ją fakt, że nie widziała nigdzie ani Vico, ani Tarleth. Dziewczyna co prawda wydawała się bardzo sympatyczna, ale jej energiczny sposób bycia oraz ciągła wesołość nieco irytowały księżniczkę.
W samym pomieszczeniu panowała senna atmosfera, tak bardzo różna od tej, która przywitała ją za pierwszym razem. Nie wiedziała, czy jest to spowodowane inną porą, czy może też złodzieje dostali jakieś specjalne zadanie do wykonania, ale w sumie przyczyna nie miała dla niej wielkiego znaczenia. Stwierdziwszy, że panują tu doskonałe warunki do dalszej pracy nad otwarciem szkatułki, dzięki czemu nie będzie musiała kryć się z nią w „Niedźwiedziej Norze”, ostrożnie weszła do pokoju Alfonsa.
Mężczyzna przebywał w pokoju sam, zajęty czyszczeniem swojej broni. Przywitał dziewczynę nieco złowrogim, ale jednocześnie znudzonym spojrzeniem, tak dobrze wpisującym się w atmosferę tego miejsca.
– Czego znowu chcesz? – warknął, wracając wzrokiem do miecza.
Elyana zakasłała i uniosła lekko brwi. Obcesowość tego złodzieja ciągle ją zaskakiwała, mimo że zdawała sobie sprawę, że raczej nie ma co liczyć na nadmiar uprzejmości z jego strony.
– Mam zegar z wieży czarodzieja – odpowiedziała, starając się, by jej głos zabrzmiał twardo i stanowczo.
Mężczyzna nawet na nią nie zerknął.
– Postaw go na biurku i zjeżdżaj. Zajęty jestem.
Księżniczka nabrała powietrza w płuca, jakby chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała. Bez słowa wyjęła dowód wykonania zadania z plecaka i odstawiła go z nieco większą siłą, niż potrzebowała. Widząc, że Alfons nadal nie ma zamiaru na nią spojrzeć, bez słowa wyszła z jego pokoju.
Gdy zamykała za sobą drzwi, zauważyła na twarzach tych kilku złodziei, którzy przebywali w kryjówce, niewielkie uśmieszki, jakby wiedzieli, jak została potraktowana. Zignorowała ich zachowanie, usiadła przy sporych rozmiarów stole i wyjęła z plecaka drewnianą szkatułkę. Już miała wziąć się do dalszej pracy, lecz jej spojrzenie przyciągnął blat mebla.
Z jego powierzchni można było odczytać swoistą historię tego miejsca: niezliczone wręcz podpisy, wyryte na niemal każdym skrawku wolnego miejsca; czarne punkty, które świadczyły o tym, że stół pełnił również funkcję popielniczki; lepkie zacieki po rozlanym piwie i winie, nieco przybrudzone i połyskujące lekko w świetle licznych świec. Zwalczyła pokusę wyrycia własnego imienia i zajęła się zamkiem.
Ponownie skupiła swoją uwagę na niewielkich otworach wokół miejsca na klucz. Przypuszczała, że najbardziej prawdopodobne jest to, że zamontowano tam jakiś pocisk, którego mechanizm uruchamiało gmeranie w zamku lub uniesienie wieka szkatułki.
Chcąc się upewnić, że ewentualna pułapka nie trafi ani w nią, ani w kogokolwiek w pokoju, ustawiła pojemnik przodem do ściany i przygotowała sobie specjalny wytrych, sporo dłuższy niż ten zwykły, a w dodatku zagięty na jednym końcu, by jej dłoń nie znajdowała się tuż przy zamku. Wsunęła go bardzo ostrożnie do środka i przyłożyła ucho do wieka, by słyszeć poruszające się zapadki.
Gdy czwarta z nich kliknęła delikatnie, Elyana usłyszała ciche brzęknięcie sprężyny. Wiedząc, co to oznacza, uniosła głowę w samą porę, by zobaczyć, jak strzałka, nieprzekraczająca rozmiarami większej igły, wbiła się w ścianę z lekkim stuknięciem.
Zadowolona z siebie ostrożnie uchyliła wieko, a kolejne trzy pociski poszły w ślad tego pierwszego.
– Kretynka, po prostu kretynka! – Księżniczka usłyszała za sobą niski głos. Zerwała się z krzesła, by stanąć naprzeciw drobnej kobiety, niewiele wyższej od niej. Twarz skrywał cień kaptura, ale dziewczyna nie potrzebowała jej widzieć, by wiedzieć, że stojąca przed nią postać jest wściekła.
– O co ci chodzi? – burknęła. Nie miała pojęcia, co znowu mogła zrobić źle.
– No kompletna idiotka. Idiotka, której nie przyszło do głowy, co mogłoby się stać, gdyby te strzałki na przykład wybuchły.
Elyana poczuła, jak jej twarz oblewa się szkarłatnym rumieńcem. Kobieta miała rację: o takiej możliwości w ogóle nie pomyślała. Przypomniała sobie natomiast słowa Vico, który powiedział jej, że nie nadaje się właściwie do niczego, i poczuła napływające do oczu łzy. Jeszcze nigdy nie czuła się tak bezużyteczna.
– Przepraszam – szepnęła, powstrzymując wyrywający się gardła szloch. Nie chciała się kompletnie rozklejać; nie chciała ciągle zachowywać się jak dziecko; nie chciała, by ciągle ktoś musiał nad nią stać, by nie zrobiła krzywdy ani sobie, ani innym.
– Przeprasza – prychnęła kobieta, ale jej głos zabrzmiał trochę łagodniej. – Mogła puścić całą budę z dymem i przeprasza.
Księżniczka stała bez słowa. Nie wiedziała, co mogłaby na to odpowiedzieć, ale jej rozmówczyni wybawiła ją od tego problemu.
– Jacia – rzekła i wyciągnęła rękę na powitanie, a drugą zsunęła kaptur.
– Elyana. – Dziewczyna uścisnęła dłoń kobiety, rzucając szybkie spojrzenie na jej twarz.
Wzrok księżniczki niemal natychmiast przyciągnęła różowawa, krzywo pozrastana blizna, ciągnąca się od oka kobiety, przez policzek, aż do podbródka. Wiedziała, że takie przyglądanie się nie jest niczym grzecznym, zwłaszcza że w gruncie rzeczy jej twarz nie prezentowała się wiele lepiej.
– Miło poznać – dodała, zmuszając się do spojrzenia w oczy Jacii, błyszczące inteligencją; wyglądało na to, że doskonale zdawała sobie sprawę, na co dziewczyna tak patrzyła.
– A ta nawet nie sprawdzi, co znalazła. – Kobieta wskazała na otwartą szkatułkę, uśmiechnęła się lekko i wciągnęła kaptur na głowę.
Księżniczka odwróciła skrzyneczkę do siebie i zamarła. W środku połyskiwały diamenty, szmaragdy, perły i szafiry zarówno w formie szlifowanych kamieni, jak i drogocennej biżuterii.
– O niech mnie – mruknęła po dłuższej chwili, cały czas przyglądając się zawartości pojemnika. Drżącymi dłońmi wyciągnęła złoty naszyjnik, przetykany rubinami i spoglądała na niego w niemym zachwycie. Dawno już nie widziała czegoś tak pięknego; na myśl nasuwała się jej tylko biżuteria matki, noszona na specjalne okazje.
– Ma szczęście – stwierdziła Jacia, która również przyglądała się tym skarbom. – Dalino da jej za to niezłą sumkę.
– Tak – odpowiedziała ciągle oszołomiona Elyana. Przyszło jej do głowy, żeby może sprzedać wszystko, co znalazła, ale zaraz potem uznała, że coś powinna zachować; nie pamiętała, kiedy miała na sobie coś faktycznie ładnego.
Odłożyła rubinowy naszyjnik na miejsce, stwierdzając, że jest trochę za krzykliwy. Ostatecznie zdecydowała, że zostawi sobie cieniutki łańcuszek z białego złota ze szmaragdowym wisiorkiem w kształcie liścia oraz bransoletkę do kompletu. Ostrożnie wsunęła obie te rzeczy do kieszeni, po czym wzięła szkatułkę i podeszła do mężczyzny, którego wskazała jej Jacia.
Dalino wyglądał na znudzonego, ale Elyana widziała ciekawość w jego wzroku, gdy przeglądała zawartość skrzyneczki.
– Ile możesz mi za to dać? – zapytała, pokazując mu znalezione rzeczy. Mężczyzna uniósł lekko brwi, po czym bez słowa zaczął to wszystko oglądać. Trwało to kilka chwil, ale w końcu powiedział, drapiąc się w zamyśleniu po policzku:
– Za to wszystko… Hmm… Niech będzie może… trzydzieści pięć tysięcy.
Ile? – wydusiła z siebie. Była pewna, że się przesłyszała.
– No dobra, czterdzieści. Ale więcej nie dam. – Dalino najwyraźniej źle zrozumiał jej reakcję.
Księżniczka tylko skinęła głową, ciągle zbyt oszołomiona, by cokolwiek powiedzieć. Czując się jak w jakimś transie, zaczęła chować wręczone jej złoto do plecaka.
– Wszystkiego nie uniesie – skomentowała Jacia, patrząc na stos monet. – I niech nie będzie głupia, że wszystko będzie trzymać w jednym miejscu. Część niech zostawi tutaj.
– Tak, żebyście wszystko ukradli, co? – prychnęła dziewczyna. Zgodziła się jednak z tym, że nie da rady wziąć całego złota na raz i że faktycznie nie będzie mądrym pomysłem trzymanie go w jednym miejscu.
– Złodziej nie okrada swojego – rzekła Jacia lodowato. W jej głosie było coś takiego, że księżniczka od razu jej uwierzyła.
– No dobrze, to gdzie mogę je schować?
– Tutaj. – Kobieta zaprowadziła ją do niewielkiego pokoju, zastawionego w środku różnej wielkości skrzyniami i wskazała na jedną z nich. – Klucz jest w środku.
Dziewczynie zajęło kilka dobrych chwil, by wszystko przenieść do tej skrzynki, ale gdy w końcu to zrobiła, zostawiwszy trochę złota w plecaku, żeby ukryć je w „Niedźwiedziej Norze” i mieć trochę pod ręką na różne wydatki, powoli zaczynało do niej docierać, co właściwie się stało. Czuła, że szeroki uśmiech niemal nie schodzi jej z twarzy. Stał się on jeszcze większy, gdy powoli zaczynała planować, co sobie za te pieniądze kupi.
Już miała wychodzić z kryjówki, gdy zatrzymał ją głos Jacii:
– A może chciałaby się do czegoś przydać, co?
Elyana odwróciła się powoli. Kobieta patrzyła na nią z lekko przechyloną głową, jakby oceniając jej przydatność.
– A o co chodzi? – zapytała ostrożnie. Nie wydawało się jej, że będzie to coś, na co miałaby szczególną ochotę; złowieszczy uśmiech Jacii całkowicie tego dowodził. Jednak pragnienie udowodnienia innym i przede wszystkim samej sobie, że może się do czegoś przydać bez niczyjej pomocy, zwyciężyło.
– W porcie jest jeden taki statek. Należy do kapitana Tersa. To przemytnik z Ilerieny, który uważa, że skoro jest obcy, to nie musi płacić nam… daniny – wyjaśniła kobieta. – Znajdzie go w „Mieczniku”. Kapiran ma czarne włosy, czarną brodę i siedzi zwykle w bocznej sali. Da mu mały prezent ode mnie. Przypomnienie, że Jacia o nim nie zapomniała.
Złodziejka podała Elyanie niewielki skórzany worek, który na szczęście nie był za ciężki; szelki plecaka zdążyły wpić się już mocno w ramiona księżniczki.
Dziewczyna już chciała schować przesyłkę, gdy, tknięta nagłym przeczuciem, zapytała:
– A co jest w środku?
Niemal natychmiast tego pożałowała. Jacia z diabolicznym uśmiechem wzięła worek i rozchyliła jego brzegi. Oczom księżniczki ukazała się odcięta głowa kota; sierść była pozlepiana brunatną, zaschniętą już krwią, a na pyszczku zastygł wyraz największego przerażenia.
– Słodziutki, prawda? – Uśmiech nie schodził z twarzy kobiety, gdy delikatnie pogłaskała uszy martwego zwierzęcia, a potem z powrotem wręczyła pakunek Elyanie. Księżniczka, czując obrzydzenie do samej siebie, przyjęła woreczek i szybko schowała go do kieszeni. Odwróciła się i bez słowa opuściła kryjówkę; bała się, że zwymiotuje, gdy tylko otworzy usta.

***

Elyana szybkim krokiem zmierzała w stronę „Miecznika”, opatuliwszy się przed wyjściem płaszczem tak szczelnie, jak to tylko było możliwe. Przenikliwie zimne powietrze zmusiło bez mała wszystkich mieszkańców do pozostania w domach. Nawet Dhornijczycy poukrywali się przed chłodem; tylko gdzieniegdzie energicznie maszerowali dwójkami, by za bardzo nie zmarznąć.
Księżniczka z tęsknotą pomyślała o swoim ciepłym i przytulnym pokoju w „Niedźwiedziej Norze”. Gdy wróciła tam po rozmowie z Jacią, by ukryć złoto oraz biżuterię, miała ochotę zagrzebać się pod kołdrą i nie wychodzić na zewnątrz aż do południa. Stwierdziwszy jednak, że wtedy musiałaby porozmawiać z Chellą, zostawiła wszystkie niepotrzebne rzeczy, zabierając ze sobą tylko przesyłkę dla kapitana oraz broń.
Mimo tych niesprzyjających warunków dziewczyna nie mogła powstrzymać się od kontemplowania miasta, które bez pędzących jego ulicami przechodniów wyglądało niemal pięknie. Zniszczone przez Dhornijczyków budynki były niewidoczne w mroku nocy. Światło zapalonych tylko miejscami latarni odbijało się w czarnej tafli wody, drgając lekko, gdy wiatr marszczył jej powierzchnię. Uroki temu widokowi dodawały gwiazdy, tak rzadko pojawiające się na zwykle zasnutym chmurami niebie.
Elyana odetchnęła głęboko, wciągając do płuc rześkie powietrze. Czuła się tak, jakby chwilowy spokój Betancurii udzielał się i jej. Przypomniała sobie również o majątku, który udało się jej zdobyć w wieży maga, i szeroki uśmiech pojawił się na jej twarzy. Wcześniej rozmyślała o tym, ile rzeczy mogłaby sobie kupić za te pieniądze, ale potem przyszło jej do głowy coś zupełnie innego: czy gdyby zaoszczędziła trochę więcej złota, to czy udałoby się jej nakłonić któreś z pobliskich królestw do pomocy w pozbyciu się Dhornijczyków? Wydawało się jej, że możliwość zdobycia sporej ilości pieniędzy oraz objęcia tronu przez małżeństwo z nią mogłaby kogoś przekonać do ataku na Cesarstwo.
Księżniczka westchnęła ciężko. Myśl o wrogich żołnierzach przypomniała jej, jak bardzo zmieniło się jej życie. Wcześniej nawet w snach nie sądziła, że w mieście może być aż tylu złodziei, którzy w dodatku mają zorganizowaną strukturę, prowadzą sklepy czy restauracje i przemycają nielegalne towary. Zastanawiało ją również, czy jej ojciec też o nich nie wiedział i nie zajmował się tym problemem, czy może po prostu nie odniósł na tym polu szczególnych sukcesów.
Na wspomnienie o królu poczuła lekkie ukłucie winy, gdy zdała sobie sprawę, że na dobrą sprawę nie tęskni za rodzicami. Z matką nigdy nie miała jakichś bliższych kontaktów. Irytowała ją nadmierna egzaltacja królowej oraz jej nadmierne zamiłowanie do dworskiej etykiety. Czasem chciała porozmawiać z nią normalnie, ale i tak najpóźniej po kilku chwilach temat przechodził w dyskusję o tym, jak powinna zachowywać się księżniczka. Na palcach jednej ręki mogła policzyć sytuacje, w których matka ją przytuliła czy powiedziała coś miłego.
Niewiele lepiej wyglądała sytuacja z jej ojcem. Król pozwalał jej w zasadzie na wszystko i spełniał bez mała każdą jej zachciankę, niezależnie od tego, czy była to jazda konna, nauka fechtunku czy nowa suknia. Większość czasu spędzał jednak w otoczeniu swoich ministrów i tylko czasami pytał ją o to, jak jej minął dzień.
Dziewczyna nie mogła mu wybaczyć tylko jednej rzeczy: o ile rozumiała, że nie zawsze mógł poświęcić jej swój czas i starał się to nadrobić prezentami, tak nie do pomyślenia było dla niej, że ryzykował życiem rodziny, a nie próbował uciekać. Kto wie, może wtedy udałoby się im wszystkim uratować?
Tymczasem jej rodzice byli martwi, królestwo przeszło w ręce wroga, a ona sama ukrywała się między złodziejami, modląc się, by nikt jej nie rozpoznał i nie doniósł o niej Dhornijczykom. Musiała zadawać się z mordercami, włamywaczami i przemytnikami, błąkać się po brudnych i cuchnących kanałach oraz dostarczać jakieś podejrzane przesyłki.
Tym bardziej zastanawiała się, dlaczego tak bardzo zależy jej na uznaniu tych ludzi, którzy przecież w większości przypadków nie byli dla niej nawet mili, jeśli nie liczyć Chelli i Carona. Pomijając już skrajny przypadek Vico, cała reszta kazała jej nie pałętać się pod nogami, uważając ją za zbędny balast.
Elyana westchnęła kolejny raz. Jakby jednak nie patrzeć, przeżyła wyłącznie dzięki ich pomocy, nawet jeśli nie byli do tego zbyt skłonni; w końcu Nathan zgodził się przyjąć ją pod swój dach dopiero po namowach Vico.
Dziewczyna nieco nieświadomie potrząsnęła głową, nie chcąc wracać myślami do ostatniej spędzonej na zamku nocy, ale było już za późno. Przed oczami przelatywały jej różnorakie wspomnienia: ucieczka przed żołnierzami, śmierć Shiry, stosy ciał na dziedzińcu, zimna i twarda podłoga w piwnicy, Vico…
Księżniczka zacisnęła powieki z całych sił, odsuwając od siebie tę wizję. Skupiając się na tym, jak zemści się na mężczyźnie, który ją skrzywdził, dotarła pod drzwi „Miecznika”.
Nazwa tej tawerny wydawała się jej znajoma, ale nie pamiętała, gdzie o niej słyszała. Przypomniała sobie to dopiero, gdy ujrzała pordzewiały szyld: to Caron ostrzegał ją, by lepiej nie zapuszczała się tam sama.
Elyana żałowała trochę, że nie poprosiła chłopaka, by jej towarzyszył, ale było już za późno. Mając nadzieję, że nie będzie aż tak źle, nacisnęła klamkę i ostrożnie wsunęła się do środka.
Tawerna, mimo dość późnej pory i odpychającego z zewnątrz wyglądu, była wypełniona po brzegi. Kakofonia rozmów, śmiechu, przekleństw i pijackich śpiewów przyprawiała o natychmiastowy ból głowy, ale księżniczka nie narzekała na taki obrót spraw. W takich warunkach z pewnością mało kto zwróciłby uwagę na nią i na przesyłkę, którą miała dostarczyć. Z drugiej strony jednak odnalezienie kapitana w takim tłumie nie należało do najłatwiejszych zadań. Uznawszy, że najlepiej będzie zapytać o niego szynkarza, zanurzyła się w ciżbę.
Stojący przy wejściu wykidajło obrzucił ją uważnym i niezbyt przyjaznym spojrzeniem, ale nie odezwał się słowem. Elyana ostrożnie przepychała się między marynarzami, kupcami i ciasno ustawionymi stolikami, starając się na nikogo nie wpaść.
Oberżysta zauważył ją już wcześniej i, nie przerywając obsługiwania innych klientów, patrzył na nią spod oka. Gdy w końcu księżniczka dotarła do lady, odezwał się od razu:
– Nie obsługuję takich jak ty.
– Słucham?! – wykrztusiła ze zdziwieniem. Nie spodziewała się wyjątkowego traktowania w takim miejscu, ale obcesowość tego mężczyzny naprawdę ją zaskoczyła.
– Jeśli Dhornijczycy się dowiedzą, że wpuszczam tu dziwki, to zamkną mi lokal. Spieprzaj stąd!
– Nie jestem dziwką! – syknęła ze złością przez zaciśnięte zęby, po czym dodała: – Moi przyjaciele nie będą zadowoleni, że tak mnie potraktowałeś.
– Gówno mnie obchodzisz ty i twoi przyjaciele – parsknął oberżysta, patrząc na nią z niechęcią. – Zjeżdżaj.
– Świetnie – mruknęła Elyana bardziej do siebie niż do niego i odeszła od szynkwasu; nie sądziła, by mężczyzna powiedział jej, gdzie może znaleźć kapitana.
Przepychając się dalej przez tłum, ruszyła w stronę bocznej sali, w której to, według słów Jacii, powinien znajdować się Ters.
Tym razem dopisało jej szczęście: pomieszczenie było puste, jeśli nie liczyć jednego mężczyzny. Miał czarne włosy i brodę w tym samym kolorze. Dziewczyna nie chciała jednak zaryzykować, że się pomyli.
– Kapitan Ters? – zapytała, siadając naprzeciwko niego. Uważała, by nie dotknąć najmniejszego skrawka stołu; nawet w przytłumionym świetle, wpadającym do środka z głównego pomieszczenia widziała, że jego blat niemal lepi się od brudu.
– Czego chcesz, dziewko? – Mężczyzna spojrzał na nią ze znudzeniem. Jego wzrok wskazywał na wypicie co najmniej kilku kufli piwa.
– Mam coś dla ciebie – odrzekła Elyana i wręczyła mu paczuszkę, którą dostała od Jacii.
Twarz kapitana wyrażała zdziwienie, ale przyjął worek i rozchylił jego brzegi. Gdy tylko rozpoznał zawartość, pobladł.
– To tylko ostrzeżenie – dodała księżniczka. Poczuła dziwną przyjemność na widok strachu w jego oczach.
– Rozumiem – stwierdził głucho, nie mogąc oderwać wzroku od paczuszki.
– Świetnie. – Dziewczyna wróciła do głównej sali, zadowolona, że poszło jej tak dobrze. Zaczęła przepychać się w stronę drzwi, cały czas czując podejrzliwe spojrzenie szynkarza.
Musiała przyznać, że to miejsce miało w sobie jakąś niezwykłą atmosferę. Nie dziwiła się, że było tu aż tylu ludzi. Przypuszczała, że gdyby tylko miała z kim tu przyjść, to robiłaby to całkiem często. Nie mogła powstrzymać uśmiechu na myśl o tym, jak zareagowałaby jej matka, gdyby ją zobaczyła w takim miejscu.
Nagle poczuła szarpnięcie za płaszcz, na tyle silne, że prawie upadła.
– Hej, patrzcie, co tu mam! – ryknął za jej plecami jakiś mężczyzna, cały czas ją trzymając. Spróbowała się wyrwać, ale uścisk był za mocny.
– Puszczaj mnie! – warknęła i odwróciła się, by stanąć z nim twarzą w twarz.
Napastnik imponował muskulaturą. Jego mięśnie wyraźnie rysowały się pod tkaniną poszarzałej koszuli, a łysa głowa z wyraźnie widocznymi lekko szpiczastymi uszami połyskiwała od potu.
Księżniczka szarpnęła się jeszcze raz, ale bez skutku. Mężczyzna zaśmiał się głośno i ruchem ręki przywołał swoich trzech towarzyszy. Reszta klientów zaczęła przyglądać się całej scenie z rosnącym zainteresowaniem.
Elyana poczuła kolejne pociągnięcie, gdy ktoś zdarł z niej płaszcz. Na oślep kopnęła w tył, trafiając go w kolano; jęknął głośno z bólu, ale ktoś natychmiast zajął jego miejsce i złapał ją za ręce, wykręcając je. Dziewczyna ponownie spróbowała się wyrwać, czując narastającą w niej panikę.
– Puszczajcie mnie! – krzyknęła, starając się kopnąć któregokolwiek ze stojących obok mężczyzn, ale nie przyniosło to żadnego efektu. Zdała sobie sprawę, że ktoś próbuje zedrzeć z niej zbroję, lecz nieskutecznie; zadowolił się tylko rozerwaniem rękawów koszuli.
– Dajmy ją na stół! – rzucił ten pierwszy, który złapał ją za płaszcz. Reszta przyjęła tę propozycję z radosnym okrzykiem. Zrzucili na podłogę szklane kufle, robiąc tym samym miejsce dla niej.
Księżniczka cały czas próbowała się wyrwać, ale nie przynosiło to żadnych rezultatów. Nie chciała myśleć o tym, co zaraz się stanie.
– Co się tutaj dzieje, jeśli wolno mi spytać?
Dziewczyna odwróciła głowę, tak samo jak reszta zebranych w sali klientów, w stronę głosu dobiegającego gdzieś z okolic drzwi wejściowych. W sali zapadła nagła cisza.
O ile wcześniej sądziła, że znajduje się w sytuacji bez wyjścia, tak teraz było jeszcze gorzej. Do tawerny weszło trzech dhornijskich żołnierzy. Jeden z nich, wyglądający na dowódcę, podszedł do centrum zbiegowiska, patrząc to na nią, to na otaczających ją mężczyzn.
– Nic, panie oficerze – wydusił jeden z nich.
Elyana wykorzystała to, że nikt jej nie trzyma: zerwała się ze stołu i zawinęła w strzępy podartego płaszcza, starając się zapanować nad dygotaniem.
– Nic? – powtórzył ostro Dhornijczyk. Delikatnie przyciągnął Elyanę do siebie. – Wygląda na to, że wasze „nic” nie bardzo pasuje do mojego.
– To była tylko… taka niegroźna zabawa – mruknął ten potężny mężczyzna, patrząc gdzieś w okolice swoich butów.
– Młoda kobieta na stole, otoczona grupą pijaków? – prychnął oficer. Cały czas trzymał ją za rękę. – Rzeczywiście, wspaniała zabawa.
Nikt nic nie odpowiedział. Wszyscy stali z opuszczonym wzrokiem, przypominając tym samym grono ganionych przez nauczyciela uczniów.
– Wracajcie na swoje miejsca – rzucił w końcu Dhornijczyk ze znużeniem, co zostało skwapliwie wykorzystane przez biorących udział w zamieszaniu.
Elyana stała w miejscu zarówno dlatego, że żołnierz bez przerwy trzymał jej dłoń, jak i dlatego, że bała się, że upadnie, gdy tylko spróbuje zrobić krok. Nogi cięgle jej drżały, w głowie szumiało, a przed oczami miała mroczki. Uniosła drugą rękę, by je przetrzeć i poczuła, że całą twarz ma mokrą od łez. Nawet nie wiedziała, kiedy zaczęła płakać.
– Możesz mi powiedzieć, co tu robiłaś?
Księżniczka zawahała się. Nie mogła przecież wyjawić prawdziwego powodu; nawet jeśli ten żołnierz jej pomógł, to nie wyglądał na takiego, który puściłby płazem, że współpracuje ze złodziejami. Coś w jego intensywnie jasnoniebieskich oczach i dumnej postawie sprawiało, że czuła przed nim obezwładniający strach.
– Byłam po prostu ciekawa tego miejsca… – wyszeptała w końcu; z jej gardła wyrwał się głośny szloch.
– Oczywiście – prychnął oficer, ale gdy na nią spojrzał, dodał łagodniej: – Przypuszczam, że wiesz, że prostytucja jest przestępstwem, prawda?
Dziewczyna poczuła, że krew odpływa jej z twarzy. Jeśli Dhornijczyk ją zaaresztuje, to będzie koniec. Prędzej czy później odkryją jej prawdziwą tożsamość, a wtedy ją zabiją.
– No dobrze – westchnął łagodnie i podał jej chusteczkę; Elyana zdała sobie sprawę, że znowu płacze. – Biorąc pod uwagę, że zjawiłem się w samą porę, nie wyciągnę żadnych konsekwencji. Ale nie wchodź więcej do tej… do tego przybytku, bo wtedy będę zmuszony zmienić zdanie. Czy to jasne?
Księżniczka w milczeniu skinęła głową. Czuła, że jeszcze nie odzyskała panowania nad głosem.
– Wspaniale. – Dhornijczyk uśmiechnął się do niej lekko. – Pozwolisz, że będę ci towarzyszył w drodze do wyjścia?
– Tak – odpowiedziała niemal bezgłośnie, ale żołnierz ją usłyszał. Podał jej ramię, a dziewczyna położyła na nim niepewnie dłoń. W ten sposób wyszli z „Miecznika”.
Na zewnątrz chłodne powietrze uderzyło ich twarze. Oficer pożegnał się z Elyaną, życząc jej dobrej nocy, i odszedł wraz ze swoimi towarzyszami. Księżniczka ruszyła chwiejnie w stronę „Niedźwiedziej Nory”, ale po kilku krokach nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Opierając się o ścianę jakiegoś budynku, osunęła się na ziemię. Mimo całych swoich starań nie mogła przestać płakać; ciągle wyobrażała sobie, co by się stało, gdyby Dhornijczycy nie weszli do tawerny w odpowiednim momencie.
Dziewczyna nie miała pojęcia, jak długo tam siedziała, zanim nie zaczęła dygotać z zimna. Otuliła się szczelniej swoim podartym płaszczem i zaczęła chuchać w dłonie, by rozgrzać skostniałe od chłodu palce, ale nie przyniosło to większych efektów. Stwierdziwszy, że dalsze siedzenie na ziemi nie przyniesie jej niczego dobrego, podparła się i wstała powoli. Łzy płynęły po jej policzkach, ale nie miała sił, żeby je ciągle ocierać.
Otrzepała się z mokrego piachu i już miała ruszać, gdy zauważyła zbliżającą się w jej stronę postać. Sztywnymi od zimna dłońmi wyjęła broń i zmrużyła oczy. Chciała ocenić swoje szanse w ewentualnej potyczce z napastnikiem, ale niemal natychmiast tajemnicza osoba odezwała się:
– Elyana?! Co ty tutaj robisz do kurwy nędzy?!
Był to Tony. Księżniczka przypuszczała, że chyba jeszcze nigdy nie ucieszyła się tak bardzo na widok kogoś z Rodziny. Nim zdążył się zastanowić, co właściwie robi, na nowo wybuchła płaczem, ale tym razem z ulgi.
– Ktoś na ciebie napadł? – zapytał przemytnik, przyglądając się jej zniszczonemu płaszczowi i podartym rękawom koszuli. – No, już dobrze – wymamrotał, gdy nie otrzymał żadnej odpowiedzi oprócz głośnego szlochu. Podszedł do dziewczyny, ostrożnie wyjął rapier z jej  dłoni, po czym odpiął swój płaszcz i otulił nim jej ramiona. Po chwili wahania przytulił ją, głaszcząc delikatnie po włosach. Księżniczka jednak niemal natychmiast odsunęła się od niego.
– Dziękuję – powiedziała. Spróbowała się uśmiechnąć, ale z marnym efektem. Wzięła od niego swoją broń i schowała ją do pochwy.
– Co ty tutaj robisz? – zapytał mężczyzna. – Nie powinnaś się tu szlajać sama, zwłaszcza o tej porze.
– Zauważyłam – westchnęła. Zrobiło się jej cieplej; gruby płaszcz Tony’ego dobrze chronił przed chłodem. – Ale Jacia mnie wysłała do „Miecznika”, żebym dostarczyła przesyłkę jakiemuś kapitanowi i…
– Jacia? – przerwał ostro przemytnik. – Kazała ci tu przyjść?
– Zapytała, czy chciałabym się do czegoś przydać – odrzekła.
Nie myślała o tym wcześniej, ale teraz przyszło jej do głowy, że kobieta z pewnością wiedziała, dokąd ją wysyła. Czy świadomie naraziła ją na takie niebezpieczeństwo? Czy może, jako jedna z nielicznych, uznała, że księżniczka da sobie radę?
– Idiotka – mruknął Tony. – Ale nic ci nie jest? Nie wyglądasz najlepiej.
– Wszystko w porządku – skłamała. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby komukolwiek powiedzieć o tym, co się wydarzyło w „Mieczniku”. – Ale lepiej wrócę już do „Niedźwiedziej Nory”.
– Lepiej cię odprowadzę – stwierdził, a Elyana skinęła głową. Nie miała teraz najmniejszej ochoty na samotny spacer ulicami miasta.
– A ty co tu właściwie robiłeś? – zapytała po chwili milczenia, gdy już znaleźli się na lepiej oświetlonej drodze. W blasku latarni księżniczka poczuła się trochę bezpieczniej.
– Byłem u Drago – odpowiedział Tony. Wyciągnął z kieszeni dwa papierosy i jeden z nich wręczył dziewczynie. Przyjęła go po chwili wahania; stwierdziła, że w tym momencie każdy sposób będzie dobry, żeby uspokoić skołatane nerwy.
– Szykuje się nam spora transakcja – kontynuował mężczyzna, gdy już zaciągnął się dymem – i musiałem obgadać z nim szczegóły.
– Transakcja? – powtórzyła, zastanawiając się, czym mogą handlować złodzieje. Bronią? Może truciznami?
– Tak. – Tony zaciągnął się mocno kolejny raz. – Illeryjczycy od wielu lat kupują od nas narkotyki. Ale o tym możemy porozmawiać później – mówił, nie zwracając uwagi na jej podejrzliwe spojrzenie, jakim obrzuciła papierosa. – Lepiej powiedz, jak ci się podoba u nas w Rodzinie.
– Nie jest źle – stwierdziła ostrożnie, co przemytnik skwitował śmiechem. Elyana wolałaby dowiedzieć się czegoś więcej o tajemniczej transakcji, ale po chwili stwierdziła, że chyba nie chce wiedzieć o tym za wiele.
– Na pewno lepsze to niż praca w kuchni, co?
– No tak, to prawda – zgodziła się po chwili. Mimo tych wszystkich niebezpieczeństw i niedogodności za nic nie chciałaby wrócić do obierania warzyw i mycia podłóg.
– Tak myślałem. No, ale jesteśmy. – Mężczyzna wskazał na szyld „Niedźwiedziej Nory”.
– Dziękuję, że mnie odprowadziłeś – powiedziała księżniczka z wdzięcznością. Sięgnęła do zapinki płaszcza, by oddać go przemytnikowi, ale ten powstrzymał ją ruchem ręki.
– Tobie bardziej się przyda. No i jest na mnie za duży – zaprotestowała Elyana.
– Ale twój do niczego się nie nadaje. – Tony uśmiechnął się do niej ciepło. – Oddasz mi, gdy sobie kupisz nowy.
– Dziękuję – powtórzyła. Już miała wejść do środka, gdy zorientowała się, że przemytnik stoi i cały czas się na nią patrzy. Spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
– Uważaj na siebie – rzucił tylko i zniknął w ciemnej uliczce.

4 komentarze:

  1. Przeczytałam. ;) podobało mi się,ze w tym rozdziale pomimo akcji znalazłaś miejsce nie tylko na rozmyślania na temat C., ale i rodzicow oraz ewentualnych planów związanych z przyszłością królestwa. Troche brakowało mi tego typy fragmentów i ciesze sie z nich. Księżniczka powoli coraz wiecej wie i rozumie, aczkolwiek jak widac, troche błędów jeszcze popełnia. J to kolejna dość specyficzna postac; mam nadzieje, ze nie kłamała co do tego, ze złodzieje nie okradają innych; ale z drugiej storny wysłała Eylanę do takiego miejsca, ze... Ach. Wlasciwie to księżniczka mogłaby sie kiedyś komuś postawić i powiedzieć "nie". Ciekawe, jak dziewczyna zareaguje, kiedy uświadomi sobie, ze to wróg zachował się jak człowiek i uratował ją przed gwałtem. To było dobre zagranie, autorko. Jeszcze co do kłótni w kuchni: mysle, ze staruszka miała rację, a Elyana nieco przesadziła ze swoją reakcja
    Uwagi: momentami az roiło się od ją/jej, raz było napisane u zamiast i (na poczatku), ponadto mysle,ze zapach uderza kogoś W nozdrza, Ty napisałaś jakoś inaczej (komentuję z komórki jbc).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :)
      Zacznę od końca. Powtórzenia zaimków, jak już chyba Ci kiedyś wspominałam, są moją zmorą :) Ale chwilę wolnego będę miała w przyszłym tygodniu, postaram się te niedociągnięcia poprawić.
      Mnie ostatnio też brakowało przemyśleń na różne tematy, więc stwierdziłam, że dobrze będzie to nadrobić, zwłaszcza że na przyszły rozdział mam zaplanowane nieco poważniejsze klimaty.
      To właśnie też jej problem, że nie potrafi odmawiać, przez co wplątuje się w różne tarapaty. Ale w końcu przyjdzie też pora, że odmówi, o to możesz być spokojna :)
      Pozdrawiam i czekam na nowość u Ciebie. :)

      Usuń
  2. Dzień dobry. :)
    Jakie miłe zaskoczenie, nie spodziewałam się rozdziału. Dobrze, że mnie poinformowałaś. Wyobraź sobie, że od tygodnia nic nie czytałam i nie komentowałam (a dużo osób wzięło się akurat za publikowanie, szczęście, poziom: Corteen), a gdy już się przełamałam, najpierw wpadłam do Ciebie. Czuj się zaszczycona, hah. To taki prezent na nowy rok szkolny? Już jutro mam fizykę... dlaczego, Boże, dlaczego?
    Miłej rocznicy, blożku.
    Cud, miód i maliny.
    Plus za psychologię, trochę więcej myśli. Też sądzę, że Elyana raz przesadza, a innym razem zachowuje się jak pokorna służka.
    Powinnam potem wpaść z treściwszym komentarzem.
    Do napisania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      W takim razie faktycznie czuję się zaszczycona. Może być jako prezent na nowy rok szkolny, w sumie czemu nie.
      No, jeśli zaczynają od fizyki, to sprawa jest poważna. Pociesz się, że przynajmniej jutro sporo czasu pewnie zleci na przedstawienie wymagań do zaliczenia. :)
      Elyana zwykle przesadza, to prawda, i dość często zachowuje się jak hipokrytka. Zauważ też, że przesadza w stosunku do osób, które zna już dość dobrze. Grzeczniutka jest w stosunku do obcych i silniejszych od niej - czyli do osób, których się boi. No przynajmniej takie jest moje założenie, że tak to ma wyglądać. :)

      Usuń