czwartek, 6 października 2016

Rozdział 11

Dzisiaj na początek parę ogłoszeń (w sumie chyba tylko dwa), w dodatku krótkich, więc chyba nie będzie źle.
Po pierwsze zapraszam do nowej zakładki z opowiadaniami, w których mam zamiar publikować inne swoje teksty; aktualnie tylko jeden, no ale zawsze coś. Prolog już jest, więc kto chętny, ten może czytać.
Po drugie główne opowiadanie przekroczyło już sto pięćdziesiąt stron w Wordzie. Przyznam szczerze, że mnie samą to zaskoczyło, chociaż rzadko kiedy zdarza mi się patrzeć na ilość tekstu. Niemniej jednak to i tak bardzo miłe uczucie.
No, to tyle.

***

Elyana siedziała przy stole w swoim pokoju, bębniąc lekko palcami o jego blat. Po zdarzeniu w „Mieczniku” i niespodziewanym ratunku ze strony dhornijskiego oficera była zbyt pobudzona, by zasnąć. Dodatkowo z każdą niemal chwilą czuła narastającą wściekłość. Wściekłość na samą siebie i własną bezradność. Co z tego, że ciągle obiecywała sobie, że będzie odpowiedzialna, że nie da wpędzić się w kolejne kłopoty, skoro i tak nic to nie dawało? Co z tego, że nosiła ze sobą broń, skoro jej nie używała? Co z tego, że członkowie Rodziny jej ufali, skoro do wykonania najprostszych rzeczy potrzebowała pomocy innych?
Gwałtownie zerwała się z krzesła, niemal je wywracając, i zaczęła krążyć po pokoju. Wszystkie te pytania raz po raz przewijały się przez jej myśli, wprowadzając ogromny mętlik, którego w żaden sposób nie mogła opanować.
Księżniczka zatrzymała się przy blaszanej miednicy z zimną wodą i bez chwili namysłu zanurzyła w niej twarz, a następnie całą głowę z nadzieją, że przynajmniej to jej pomoże. Gdy się wyprostowała, zadrżała, kiedy lodowata ciecz spłynęła jej z włosów za koszulę w dół pleców. Sięgnęła po wiszący na ścianie ręcznik i z całej siły zaczęła wycierać nim twarz tak, że aż czuła pieczenie.
Nic to jednak nie dało. Natrętne myśli, przemieszane ze wspomnieniami z tawerny, powróciły niemal natychmiast. Elyana cisnęła ręcznikiem na drugi koniec pokoju, gdzie uderzył ścianę i upadł na podłogę. Dziewczyna prychnęła głośno. Żałowała, że nie ma pod ręką czegoś, co przynajmniej narobiłoby trochę hałasu. Może wtedy poczułaby się lepiej.
Nie wiedząc, co innego jeszcze mogłaby zrobić, rzuciła się na łóżko z zamiarem zaśnięcia. Nim zdążyła chociaż zamknąć oczy, do pokoju weszła Chella ze świecznikiem w ręce, ubrana w gruby szlafrok. Księżniczka zerwała się na równe nogi i spojrzała na nią niepewnie.
– Co ty tu wyprawiasz? Tłuczesz się jak nie wiem… – wymamrotała kobieta zaspanym głosem. Dopiero po paru chwilach zdała sobie sprawę z tego, jak Elyana wygląda. Odstawiła świecznik na stół i ostrożnie sięgnęła po podarty rękaw koszuli, zauważając przy tym siniaki na jej przegubach, które powstały, gdy jeden z napastników wykręcał jej ręce.
– Dziecko drogie, co ci się stało? – zapytała przerażona. – Ktoś na ciebie napadł? Mówiłam ci, żebyś była ostrożna!
– Potknęłam się – mruknęła w odpowiedzi i odsunęła się od niej o krok.
– Elyana, nie kłam. – Chella odwróciła ją w stronę światła świec, by przyjrzeć się jej dokładniej. – Kto ci to zrobił?
– Nikt mi nic nie zrobił – warknęła i wyrwała się z jej uścisku, ale zaraz potem się zreflektowała. Nie chciała pokłócić się z nią kolejny raz. – Nie ma się czym martwić, naprawdę. Przepraszam, że cię obudziłam.
– Przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć. – Kobieta wzięła ją za rękę i usiadła na łóżku, sadzając ją obok siebie.
– Wiem. Po prostu nic… – Księżniczka przerwała nagle. Poczuła nagłą ochotę, by opowiedzieć o wszystkim, co się stało, ale po chwili wahania zrezygnowała z tego pomysłu. Nie sądziła, by była w stanie zrobić to do końca, poza tym wolała uniknąć późniejszych pytań. – Naprawdę nic się nie stało. I w ogóle przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie – dodała szybko. – Nie powinnam była odezwać się do ciebie w ten sposób.
– Daj spokój, dziecko. – Chella machnęła tylko ręką, po czym przytuliła dziewczynę z całych sił.
Tym razem Elyana nie próbowała wyrwać się z jej objęć, tylko odwzajemniła gest, czując ogarniające ją poczucie spokoju i bezpieczeństwa, których nie doświadczyła już od dłuższego czasu. Gdy Chella zaczęła gładzić ją po wilgotnych włosach, przypomniało się jej dzieciństwo, kiedy nawet przez myśl jej nie przeszło, że przyjdzie taki moment w jej życiu, że każdego dnia będzie musiała walczyć o przetrwanie. Wtuliła się jeszcze mocniej w ramiona starszej kobiety, by stłumić wzbierający w jej gardle szloch, ale bez powodzenia.
Chella, jakby rozumiejąc targające dziewczyną emocje, o nic nie pytała, tylko zaczęła kołysać ją lekko w ramionach i szeptać uspokajające słowa.
Elyana nie wiedziała, jak długo tak przesiedziały; przypuszczała, że musiała się trochę zdrzemnąć w międzyczasie, gdyż gdy w końcu odsunęła się od kobiety, z kuchni dało się słyszeć różne odgłosy świadczące o tym, że już za chwilę praca miała ruszyć pełną parą.
– Wyśpij się porządnie, dziecko – powiedziała Chella, wstając z łóżka z pewnym wysiłkiem. – I nie szwendaj się już nigdzie po nocy, dobrze?
– Dobrze – mruknęła sennie w odpowiedzi. – Nie będę.
***
Przez cały następny tydzień Elyana musiała znosić pełne wyrzutu spojrzenia Chelli, gdy wychodziła wieczorami z „Niedźwiedziej Nory”, by ćwiczyć u Hatoriego. A że mężczyzna zamykał swoją herbaciarnię dopiero o zachodzie słońca, to księżniczka nie miała innego wyjścia, jak tylko czekać do tej godziny.
Z powodu ostatnich wydarzeń stwierdziła, że na jakiś czas da sobie spokój z wykonywaniem zadań dla Rodziny. Wiedziała, że i tak mało kto traktuje ją tam poważnie, więc uznała, że to najlepsze rozwiązanie: nie będzie nikomu pałętać się pod nogami i niepotrzebnie narażać życia, a uzyskany czas spożytkuje na coś przydatniejszego, jak chociażby dalszą naukę fechtunku.
Z niemałym zadowoleniem musiała przyznać, że szło jej nie najgorzej. Nie wiedziała, czy to zasługa jej talentu, dobrego nauczyciela, wcześniejszego treningu, gdy jeszcze mieszkała w zamku, czy może wszystko po trochu, ale nie miało to dla niej aż takiego znaczenia. Ważne było, że dawała sobie radę.
– Nieźle – stwierdził Hatori, przytykając czubek miecza do szyi dziewczyny, po czym pomógł jej wstać. – Ale nie wolno ci opuszczać broni, dopóki nie unieszkodliwisz przeciwnika.
– Rozumiem – odpowiedziała, rozcierając bark, który przyjął większość siły upadku. Co prawda jeszcze nigdy nie udało się jej rozbroić nauczyciela i nie sądziła, że dojdzie do tego w najbliższej przyszłości, ale zdążyła już poznać go na tyle, by wiedzieć, że nie chwali jej bez powodu.
– W takim razie jeszcze raz. – I nim dziewczyna zdążyła zdać sobie sprawę z tego, co się właściwie dzieje, Hatori ruszył do ataku.
Elyana sparowała pierwszy cios. Nie miała tyle siły, by go całkowicie zablokować, więc wykorzystała jego rozpęd, by uskoczyć w bok i wykonać szybkie pchnięcie, wymierzone w żebra mężczyzny. Hatori odtrącił jej ostrze swoim mieczem z taką mocą, że księżniczka była pewna, że wyrwał jej rękę ze stawu; mimowolnie krzyknęła z bólu. Nauczyciel nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Wziął zamach, celując w jej nogę. Dziewczyna, widząc, że nie zdoła sparować tego ciosu, kopnęła go w nadgarstek.
Była to dość ryzykowna decyzja, gdyż w ten sposób mogła się łatwo nadziać na jego ostrze, ale to zagranie się opłaciło. Hatori wypuścił miecz z ręki.
Jej chwila tryumfu trwała niecałą sekundę, gdyż mężczyzna złapał ją za kostkę i bez najmniejszego problemu wywrócił. Elyana upadła na kamienną posadzkę, tym razem tłukąc sobie łokieć tak mocno, że aż pociemniało jej w oczach.
– Nieźle – powtórzył Hatori i podniósł swój miecz. – Przyznam, że tego się nie spodziewałem.
– Ja też – mruknęła w odpowiedzi, masując obolałą rękę. Te treningi zawsze przypłacała co najmniej kilkoma siniakami, ale w gruncie rzeczy nie żałowała tego. Przynajmniej czuła, że robi coś, co faktycznie może się jej przydać w przyszłości.
– Chwila przerwy? – zapytał, wskazując na jej łokieć. – Przyniosę ci zimnej wody, żeby nie pojawiła się opuchlizna.
– Dziękuję – odrzekła i usiadła pod ścianą, podczas gdy Hatori poszedł na górę.
Ręka bolała ją coraz bardziej i księżniczka powoli zaczynała przypuszczać, że nici z dalszych ćwiczeń. Zirytowało ją to dość mocno, ponieważ czuła, że tego wieczoru szło jej lepiej niż zwykle. Jeśli przez kilka następnych dni nie będzie w stanie utrzymać miecza w dłoni, to pozostanie jej tylko siedzenie w „Niedźwiedziej Norze” w jej niewielkim pokoiku, gdyż nawet w kuchni do niczego się nie przyda.
– Przynajmniej Chella będzie zadowolona – mruknęła do siebie, ale zaraz zamilkła, uważnie nasłuchując. Wydawało się jej, że usłyszała coś na kształt kapiącej wody; dźwięk ten dobiegał zza ściany, o którą się opierała.
Uklęknęła do niej bokiem i przyłożyła ucho. Nie myliła się: były to krople wpadające do wody.
W tej pozycji zastał ją Hatori. Nie odezwał się słowem, ale uniósł brwi, wyrażając tym samym bezbrzeżne zdumienie.
– Co jest za tą ścianą? – zapytała Elyana. Zanurzyła łokieć w przyniesionej przez mężczyznę lodowatej wodzie i syknęła cicho. Ból nie ustąpił, w dodatku miała wrażenie, że ktoś wbija jej w skórę tysiące małych igieł.
– Czyjś dom – odrzekł nauczyciel, spoglądając w zamyśleniu na ścianę. – Ale nie wiem, kto tam mieszka.
– Nie? Przecież to twój sąsiad!
– Nigdy go nie widziałem. Poza tym nie wtrącam się w czyjeś sprawy. A dlaczego cię to interesuje? – zapytał i podszedł, by obejrzeć jej łokieć.
– Bo słyszałam kapiącą wodę. Nie masz czasem jakiejś mikstury? To naprawdę boli – jęknęła, gdy Hatori wykręcił jej rękę pod dość nietypowym kątem.
– Nie mam. Lecznicze mikstury zawsze kosztowały majątek, a odkąd Dhornijczycy nas podbili, jest jeszcze gorzej. Co do tej wody… – Mężczyzna potarł w zamyśleniu podbródek – to pewnie jest tam jakaś zawilgocona piwnica.
– Nie, to nie to – stwierdziła księżniczka, kręcąc lekko głową. – A czym Dhornijczykom przeszkadzają mikstury?
– Pewnie tym, że robią je czarodzieje. Widzisz – Hatori usiadł obok niej – ich cesarz nie przepada za magią, przez co handel czymkolwiek… niezwykłym stał się praktycznie niemożliwy. A to, jak się zapewne domyślasz, wpływa również na ceny – wyjaśnił, po czym wskazał jej, by dalej moczyła łokieć. – Ja sam czekałem dość długo, aż pozwolili mi ponownie otworzyć herbaciarnię.
– Dlaczego?
– Bo podejrzewali, że to tylko przykrywka, a w rzeczywistości handluję czymś innym. Niczego mi nie udowodnili. – Mężczyzna uśmiechnął się blado.
– Czy oni w ogóle pozwalają na cokolwiek?
– Oczywiście. W końcu ja prowadzę swój sklep, Igor swój, a Nathan restaurację – odpowiedział. – Wszystko jednak musi odbywać się legalnie. Osoby, które łamią przepisy, zwykle czeka dość ponury koniec. Ludziom, którym odpowiadała swoboda panująca w czasie rządów króla Aureliusa, niespecjalnie się taka zmiana podoba, już nawet nie mówiąc o tym, że i tak podpadli praktycznie wszystkim, gdy kazali pozamykać wszystkie domy publiczne i większość tawern.
– Aha – mruknęła w odpowiedzi. Wzmianka o ojcu bardzo ją zainteresowała, ale nie wiedziała, jak do niej nawiązać bez wzbudzania podejrzeń. Nim zdążyła cokolwiek wymyślić, odezwał się Hatori:
– Lepiej wracaj już do domu. Obawiam się, że twoja ręka potrzebuje co najmniej kilku dni odpoczynku, zanim będziesz mogła wrócić do dalszych treningów.
***
Słowa mężczyzny potwierdziły się całkowicie: gdy tylko księżniczka dotarła do „Niedźwiedziej Nory”, jej łokieć był tak opuchnięty, że ledwo mogła wykonać jakikolwiek ruch ręką; przy najmniejszej próbie manewru czuła przeszywający, pulsujący ból, który sprawiał, że momentami aż łzy stawały jej w oczach.
Chella nie skomentowała tej sytuacji w żaden sposób. Owinęła jej tylko łokieć namoczonym w occie bandażem i kazała w miarę możliwości nie ruszać ręką.
Elyana nie spodziewała się jakichś spektakularnych efektów, zwłaszcza że noc spędziła głównie na wpatrywaniu się w ścianę, gdyż z powodu bólu i tak nie mogła zasnąć. Udało się jej to dopiero nad ranem, a po obudzeniu stwierdziła z zadowoleniem i zaskoczeniem jednocześnie, że ręka jest w o wiele lepszym stanie.
Mimo to dziewczyna i tak musiała spędzić kilka długich dni w swoim pokoju. Dziwiło ją przy tym, jak bardzo miała ochotę wyjść i zająć się czymkolwiek, czy to ćwiczeniami, czy nawet jakąś pracą dla Rodziny, choć przecież niedawno zarzekała się, że wcale nie chce się z nimi zadawać.
Większość wolnego czasu zajmowały jej przemyślenia na temat tajemniczej piwnicy. Zastanawiała się, dlaczego aż tak bardzo przykuła jej uwagę, ale nie mogła znaleźć na to żadnej odpowiedzi. Intuicja podpowiadała jej jednak, że kryje się za tym coś istotnego, dlatego starała się obmyślić jakiś dobry plan, by dostać się do środka. Skłonna była nawet się przemóc i poprosić Carona o pomoc, ale Chella powiedziała jej, że chłopak zajmuje się jakąś pracą dla Rodziny i że ma mu nie zawracać głowy.
Księżniczce przemknęło też przez myśl, by może zapytać Tony’ego, czy nie chciałby jej pomóc, ale zrezygnowała z tego pomysłu niemal natychmiast. Raz, że mężczyzna nie wyglądał na takiego, który interesowałby się włamaniami do piwnic, a dwa, że nawet nie miała pojęcia, gdzie mogłaby go szukać. Uznawszy, że koniec końców powinna dać sobie radę z wejściem do zwykłego domu, zdecydowała, że pójdzie sama.
Główny problem stanowiło przede wszystkim wybranie odpowiedniej pory: w ciągu dnia miała co prawda większe szanse, że nikogo nie byłoby w domu, co znacząco ułatwiłoby rozejrzenie się wewnątrz, ale z drugiej strony dhornijski patrol mógł z łatwością zauważyć, że gmera w zamku, a na zwiedzanie więzienia nie miała najmniejszej ochoty. Stwierdziwszy, że z dwojga złego woli rozgniewanego gospodarza niż chcących aresztować ją żołnierzy, zdecydowała wybrać się tam wieczorem.
Ręka jeszcze trochę ją pobolewała, ale poza tym nie czuła żadnego dyskomfortu. Wzięła ze sobą tylko broń i zestaw wytrychów, by w razie czego nic nie spowalniało ucieczki. Powiedziała Chelli, że może wrócić nieco później, po czym szybko opuściła restaurację, by uniknąć ewentualnych pytań ze strony kobiety.
Z przyjemnością powitała świeże powietrze, które uderzyło ją, gdy tylko opuściła budynek. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo uciążliwe było dla niej tych kilka dni przymusowo spędzonych w pokoju. Bez mała radośnie ruszyła w stronę herbaciarni Hatoriego, nucąc sobie coś fałszywie pod nosem na tyle cicho, by nie usłyszał jej żaden z przechodniów.
Wąska uliczka, przy której znajdował się cel jej wycieczki, tonęła w wieczornym mroku, co Elyana bez wahania uznała za sprzyjającą okoliczność. Wiedziała, że nie dość, że będzie trudniej ją zauważyć, to jej samej łatwiej przyjdzie się ukryć w razie ewentualnych kłopotów.
Szła powoli, uważając, by nie potknąć się o zdradliwie wystające kocie łby. Kamienie dodatkowo były dość śliskie po niedawnym deszczu, więc księżniczka ostrożnie stawiała każdy krok.
Bez najmniejszych problemów dotarła do interesującego ją domu. Drzwi chronił słabej jakości zamek, który najprawdopodobniej ustąpiłby od mocniejszego szarpnięcia klamką. Wiedząc jednak, że musi zachowywać się tak cicho, jak to tylko możliwe, rozejrzała się szybko dookoła, by upewnić się, że nikt jej nie widzi, a następnie wyjęła zestaw wytrychów i ostrożnie wzięła się do pracy.
Tak jak przypuszczała, zamek ustąpił nadzwyczaj szybko. Drzwi uchyliły się z cichym skrzypnięciem, które dla niej brzmiało niczym największy rumor. Zamarła bez ruchu, ze wstrzymanym oddechem nasłuchując, czy przypadkiem nikt w domu nie zainteresował się tym hałasem. Gdy po kilku długich chwilach nic się nie wydarzyło, Elyana wsunęła się do środka, ostrożnie zamykając za sobą drzwi.
Wewnątrz panowała głucha cisza. Korytarz tonął w mroku, nieoświetlony nawet jedną świecą. Dziewczyna przyjęła to za znak, że gospodarz albo śpi, albo nie ma go w domu. Powstrzymała się od westchnienia ulgi i ruszyła powoli przed siebie, jedną ręką przytrzymując się ściany, a drugą wyciągając przed siebie, by przypadkiem nie wpaść na jakiś mebel.
Ta wędrówka nie zajęła jej wiele czasu: po kilkunastu krokach jej ręka trafiła na pustkę, gdy natknęła się na prowadzące w dół schody. Zeszła po nich, tym razem opierając się o ścianę z obu stron. Ostatni stopień kończył się nagle drewnianymi drzwiami, które zabezpieczał równie bezużyteczny zamek. Tym razem sprawił jej on jednak o wiele więcej kłopotów, gdyż w ciemnościach w ogóle nie widziała, co robi. Z ulgą powitała więc ciche kliknięcie, które świadczyło o tym, że zamek został otwarty.
Gdy uchyliła drzwi, oślepił ją blask płonącej pochodni, umieszczonej w metalowym uchwycie przytwierdzonym do ściany. Odczekała chwilę, aż jej wzrok przyzwyczai się do światła, a oczy przestaną łzawić, po czym przymknęła za sobą drzwi i rozejrzała się dookoła.
Na pierwszy rzut oka w piwnicy panował niezwykły porządek. Skrzynie poustawiane były równo pod ścianą, a podłoga dokładnie zmieciona. Po bliższych oględzinach księżniczka zauważyła zwisające w kątach zakurzone pajęczyny, a na ścianach lśniące lekko plamy wilgoci. Nigdzie jednak nie dostrzegała niczego, do czego mogłaby wpadać woda i wydawać tym samym taki dźwięk, jaki słyszała przed kilkoma dniami u Hatoriego.
A przecież była pewna, że słuch jej nie mylił! Mogła przysiąc, że podczas treningu dotarł do niej wyraźny odgłos kapiącej wody. Nadstawiła uszu, by spróbować go ponownie zlokalizować, ale oprócz lekkich trzasków pochodni nie słyszała niczego podejrzanego.
Nie wiedziała, co powinna zrobić. Nie chciała wracać bez niczego, skoro miała pewność, że mogła coś znaleźć, choć w zasadzie nie przychodziło jej do głowy, czym to coś mogło być. Wszystko jednak świadczyło o tym, że to najzwyklejsza piwnica, jakich znajdowało się wiele w całym mieście. Mimo to, nie chcąc się zupełnie poddać, weszła głębiej do pomieszczenia i niemal natychmiast westchnęła z ulgą.
W kącie, zaraz za sięgającą niemal sufitu wieżą ze skrzyń, znajdował się drewniany właz z okrągłym metalowym uchwytem. Skobel, służący do zamknięcia, leżał tuż obok.
Dziewczyna zatrzymała się, zastanawiając się, czy powinna zejść na dół. Wysoce prawdopodobne było to, że zastanie tam właściciela domu, który z pewnością nie będzie zachwycony, że ktoś się włamał do środka, ale po chwili namysłu postanowiła zbadać dalszą część piwnicy. Koniec końców miała przy sobie broń.
Elyana odłożyła pochodnię na ziemię, złapała oburącz za uchwyt i pociągnęła go do siebie z całych sił. Klapa nie była jednak ciężka, więc podniosła ją bez problemu. W głębi majaczył jakiś słaby blask, więc szybko umieściła pochodnię w uchwycie i zeszła po metalowej drabinie.
Gdy znalazła się na dole, wstrzymała oddech.
Znała to miejsce.
Widziała je podczas swojej pierwszej wizyty w kanałach. To właśnie tu dhornijski żołnierz rozmawiał z mężczyzną, który miał za zadanie szpiegować Rodzinę.
Nie wiedziała, co myśleć, ale wszystko wyglądało na to, że właściciel domu wiedział o tym miejscu i udostępnił je Dhornijczykom, co w oczach księżniczki było zwyczajną zdradą, kolaboracją z wrogiem. Czuła, że powinna powiadomić o tym jak najszybciej Nathana, ale nim zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję, w ciemnościach zamajaczył jej jakiś niewyraźny kształt, zbliżający się do niej. Wyciągnęła broń i wytężyła wzrok, czekając, aż zobaczy więcej szczegółów. Słyszała tylko ciche szuranie, bicie własnego serca, swój przyspieszony oddech i kapiące krople wody.
Kolejny raz tego wieczoru westchnęła z ulgą, gdy nieznany kształt wszedł w krąg światła rzucanego przez pochodnie umieszczoną obok drabinki.
Był to Caron. Szedł powoli w jej stronę, chwiejąc się lekko.
– Och, Caron, jak to dobrze, że to ty. – Zdziwiło jej drżenie własnego głosu i dobrze słyszalne w nim napięcie. Schowała broń i uśmiechnęła się do niego. – To Nathan wysłał cię z zadaniem? Chella mi o tym wczoraj wspominała.
Chłopak zatrzymał się obok niej i złapał ją za ramię. Otworzył usta, ale zamiast słów wydobył się z nich jedynie charczący dźwięk.
Elyana spoglądała na niego z przerażeniem, czując się, jakby ziemia osuwała się jej spod nóg: jego język był odcięty, zęby powybijane lub powyrywane, a dziąsła przypominały krwawą miazgę.
– Caron…! – wykrztusiła, nie wierząc w to, co właśnie widziała. Spróbowała go podtrzymać, ale bezskutecznie. Znów spróbował coś powiedzieć, ale ponownie udało mu się wydobyć z siebie tylko te okropne dźwięki. Zachwiał się mocno i osunął na kolana, pociągając za sobą księżniczkę.
W blasku rzucanym przez pochodnię dostrzegła na jego ubraniu ogromną, ciemną plamę. Uklęknęła obok niego i, szepcąc jakieś uspokajające, bezsensowne słowa, drżącymi dłońmi rozwiązała rzemyki koszuli chłopaka.
Jej palce momentalnie pokryły się krwią, a ona sama ledwo powstrzymała okrzyk przerażenia. Ktoś bowiem rozciął jego tułów, zaczynając od dołu brzucha, a kończąc niemal na szyi. Wyglądało również na to, że usunięto mu jelita; ich poszarpane fragmenty zaczęły wypływać, gdy Elyana rozwiązała mu koszulę.
Cudem powstrzymała chęć zwymiotowania i skierowała spojrzenie na twarz Carona, który wpatrywał się w nią błagalnie. Znów otworzył usta, by coś powiedzieć, ale tym razem, zamiast charczenia, wydobyło się z nich ciche westchnienie, a on sam znieruchomiał.
– O nie… – jęknęła, patrząc na jego wykrzywioną cierpieniem twarz. Czuła spływające po policzkach łzy, ale nie miała sił, by je otrzeć. Spróbowała zmusić się jednak do racjonalnego myślenia.
W tym stanie Caron nie mógł przejść więcej niż kilkanaście metrów, więc wszystko wskazywało na to, że jego oprawca ciągle znajduje się w pobliżu. Elyana nie miała żadnej pewności, że nie zostanie potraktowana w ten sam sposób, jeśli ten ktoś przypadkiem się na nią natknie.
– Nie zostawię cię tu – rzuciła w stronę chłopaka, po czym, po sekundzie namysłu, przykryła jego ciało własnym płaszczem.
Ruszyła w głąb kanałów, modląc się, by na nikogo nie wpaść. Wiedziała, że najpewniej ryzykuje życiem, ale musiała się dowiedzieć, kto stoi za tak okrutną śmiercią jej najbliższego przyjaciela.
Tak jak przypuszczała, już po kilku krokach usłyszała czyjś głośny śmiech, dobiegający zza znajdujących się na końcu ściekowego tunelu lekko uchylonych drzwi. Przez przerwę między nimi a framugą wylewało się lekko chybotliwe światło. Księżniczka, starając się iść tak cicho, jak to tylko było możliwe, wyjęła broń, podeszła do drzwi i ukryła się za nimi.
Jej nozdrza bez przerwy atakował intensywny zapach krwi. Z całych sił starała się go zignorować, ale nie mogła. Zamknęła mocno oczy, by nie patrzeć na umazane ciemnoczerwoną cieczą drewno oraz kamienną posadzkę i zaczęła nasłuchiwać, co dzieje się w środku.
Początkowo do jej uszu dotarł tylko dźwięk stawianego prawdopodobnie na stole szkła i odgłos rozlewanego do szklanek napoju. Księżniczka miała już pewność, że wewnątrz znajdują się przynajmniej dwie osoby.
– Wiesz – odezwała się jedna z nich, mężczyzna. – Zastanawiam się, jak daleko nasz dzielny chłopaczek dojdzie.
– Myślisz, że powinniśmy go zabić? – zapytała druga, również mężczyzna. Elyanie wydawało się, że słyszy w jego głosie lekki niepokój.
– Nie – odrzekł ten pierwszy. – Pewnie i tak nawet nie dotrze do drabiny. A nawet jeśli… – tu urwał z rozbawieniem na chwilę – to za dużo nie powie.
Drugi mężczyzna roześmiał się głośno, po czym, sądząc po dźwiękach, ponowne nalali sobie napoju do szklanek i wznieśli toast. Księżniczka zdała sobie sprawę, że tak mocno zaciska dłonie, że aż paznokcie wpijają się w skórę. Rozluźniła uścisk.
– Szkoda tylko, że nie dowiedzieliśmy się za dużo – westchnął ten, który sugerował zabicie Carona.
– Szkoda – przytaknął jego towarzysz. – Ale i tak zabawa była niezła.
To jej wystarczyło. Miała pewność, że ta dwójka odpowiada za śmierć jej przyjaciela; teraz tylko musiała zobaczyć, jak wyglądają. Wychyliła się ostrożnie zza krawędzi drzwi, po czym gwałtownie cofnęła głowę.
Oprawcy Carona należeli do dhornijskiej armii; ich czerwono-srebrnych zbroi nie mogła pomylić z niczym innym. Obaj byli łysi, ale te informacje do niczego się nie nadawały.
– Idziemy później do Tadla? – zapytał jeden z nich. Sądząc po jego głosie, właśnie się przeciągał.
– Pewnie. To w końcu wypiliśmy już do połowy, a i jakąś dziwką bym nie pogardził.
Elyana zajrzała kolejny raz i skupiła się na tym, który stał do niej przodem. Oprócz tego, że na twarzy również nie miał zarostu, zauważyła sporych rozmiarów szramę biegnącą w poprzek jego nosa. Więcej nie udało się jej zobaczyć, ale nie chciała ryzykować, że żołnierze zorientują się, że ktoś ich podsłuchuje.
– Uważaj, jak cię porucznik usłyszy, to będziesz miał przejebane.
Księżniczka odeszła powoli od drzwi, całą siłą woli próbując powstrzymać się od biegu. Musiała się stąd wydostać i dowiedzieć się, kim są ci dwaj Dhornijczycy, nie mogła więc dopuścić, że zostanie schwytana właśnie teraz.
Wyglądało jednak na to, że obaj mężczyźni czuli się na tyle pewnie i bezpiecznie w tym miejscu, że nawet nie przyszło im do głowy, że ktoś niepowołany może ich słyszeć. W związku z tym dziewczyna, nie niepokojona przez nikogo, dotarła do miejsca, w którym leżał Caron. Uklęknęła przy nim i delikatnie odgarnęła włosy z jego czoła. Nie próbowała nawet zahamować napływających do oczu łez.
– Nie dam rady wnieść cię po tej drabinie – wyszeptała, cały czas gładząc go po głowie. – Ale powiem Nathanowi, żeby kogoś po ciebie przysłał. Na pewno tu nie zostaniesz.
Nie zwlekając już ani chwili dłużej, weszła po drabinie do górnej części piwnicy i ponownie wyjęła broń. Nie obchodziło jej teraz, czy narobi hałasu. Chciała jak najszybciej odnaleźć właściciela tego domu i wyciągnąć z niego wszystkie informacje, jakie tylko mógł znać.
Z całych sił pchnęła prowadzące do piwnicy drzwi i wpadła na korytarz, uderzając nogą w komodę, stojącą naprzeciwko schodów. Na ziemię spadły znajdujące się na niej, sądząc po dźwięku, metalowe świeczniki.
Ten rumor w zupełności wystarczył, by usłyszał go znajdujący się w domu właściciel.
– Co ty tu robisz?! – krzyknął mężczyzna, ruszając szybko w jej stronę. Zawahał się jednak, gdy zobaczył przed sobą ostrze jej rapiera.
– Mam kilka pytań – wycedziła Elyana przez zaciśnięte zęby, po czym przystawiła broń do jego nieosłoniętej szyi.
– O… o co chodzi? – wyjąkał drżącym głosem.
– Dowiedziałam się, że… pewni ludzie używają twojej piwnicy jako… miejsca spotkań.
– T-tak?
– Tak.
– Nic o tym nie wiem – mruknął w odpowiedzi, po czym krzyknął, gdy ostrze rozcięło mu skórę.
– Mój przyjaciel został zamordowany przez dwóch Dhornijczyków! – ryknęła Elyana, tracąc resztki cierpliwości. – Jedyne wejście jest przez twoją piwnicę! Próbujesz mi wmówić, że nigdy nikogo nie zauważyłeś?!
– Dhornijczycy… oni mi płacili – szepnął mężczyzna, patrząc cały czas na przytknięty do jego szyi miecz.
– Kim są ci dwaj na dole?
– Nie wiem.
– Z kim się spotykali?
– Nie wiem. Mieli zakryte twarze.
– Posłuchaj mnie uważnie – warknęła, przysuwając się do niego tak blisko, że czuła na swoim policzku przyspieszony oddech mężczyzny. – Albo powiesz mi trochę więcej, albo będę zmuszona wrócić to z ludźmi, którzy wiedzą, jak wyciągnąć z innych odpowiedzi.
Nawet w panującym na korytarzu mroku księżniczka zauważyła, że jej rozmówca zbladł.
– Błagam, pani! Ja naprawdę nic nie wiem!
– Wkrótce się o tym przekonamy – syknęła i odwróciła się w stronę wyjścia.
– Nie! Czekaj! Zaczekaj! – krzyknął. Dziewczyna poczuła ponurą satysfakcję, słysząc autentyczne przerażenie w jego głosie. – Może jednak coś wiem. Ja… wyczułem od jednego z nich mocny zapach. Oliwy.
– Oliwy? – powtórzyła ze zdumieniem, wracając do niego.
– Tak! Oliwy. I potu. Ale nie wiem, po co ktoś miałby się smarować oliwą.
– Rozumiem – westchnęła. Ona również nie miała pojęcia, w jakim celu ktoś miałby to robić. Chciała o to dopytać, ale jeden rzut oka na jego twarz wystarczył jej, by stwierdzić, że z całą pewnością nie kłamie.
– Błagam, pani, mogę odejść? Muszę uciec z miasta. Nie jestem tu już bezpieczny.
– Masz rację. Nie jesteś – przytaknęła, a potem bez chwili wahania, jednym ruchem, poderżnęła mu gardło.
– Ciesz się, że za zdradę spotyka cię tak łagodna kara – rzekła, spoglądając mu prosto w oczy. Mężczyzna nic nie odpowiedział; spomiędzy przytkniętych do szyi palców wypływała gwałtownymi chluśnięciami krew, zalewając jego ubranie i drewnianą podłogę.
Elyana, nie czekając, aż ten umrze, schowała broń i wyszła z budynku. Wiedziała, że jak najszybciej musi porozmawiać z mistrzem Nathanem.
***
– Nic mnie nie obchodzi, że śpi! Muszę się z nim zobaczyć!
– Tłumaczę ci przecież, że nie da rady – westchnął ciężko Warent. Widać było, że jest już na skraju cierpliwości.
– Wesh by mi pomógł.
– Ale ja nie jestem Weshem! – krzyknął w końcu. – I zabieraj się już stąd, nie mam czasu, żeby tu z tobą gadać!
– Przecież i tak nic tu nie robisz – prychnęła Elyana obrażonym głosem, ale widziała, że niczego nie uda się jej już u niego wskórać, więc odwróciła się, czując, że zaraz rozpłacze się ze złości. Zaraz jednak przed oczami stanął jej obraz leżącego gdzieś w kanałach Carona, okrytego jej płaszczem, i ona również straciła cierpliwość.
– Warent, ja muszę z nim porozmawiać, rozumiesz?! Muszę!
– Poczekaj do rana. Mistrz Nathan też musi kiedyś spać.
– No właśnie – odezwał się starszy mężczyzna, wychodząc ze swojej niewielkiej sypialni; mimo to miał na sobie już dzienne ubranie. – Wasza dwójka skutecznie mi to uniemożliwia, więc chyba najlepiej będzie, gdy dowiem się, o co chodzi. – Ruchem głowy wskazał księżniczce, by weszła do jego gabinetu. Minęli Warenta, stojącego z bardzo niezadowoloną miną, a Nathan zamknął za nimi drzwi.
– Co się stało? – zapytał ze spokojem, przyglądając się uważnie dziewczynie.
– Przepraszam, że cię obudziłam – szepnęła, czując dławiące ją łzy. – Ale…
Przerwała i rozpłakała się. Nie była w stanie powiedzieć tego, że Caron został zamordowany. Wydawało się jej, że wypowiedzenie tych słów na głos będzie ostatecznym potwierdzeniem śmierci chłopaka; tego, że ten koszmar naprawdę miał miejsce.
– Co się stało? – powtórzył Nathan, teraz już mocno zmartwiony.
– Caron… On… on nie żyje – załkała. Osunęła się na stojące przy biurku krzesło i ukryła twarz w dłoniach.
Mężczyzna nie odezwał się słowem przez kilka długich chwil, czekając, aż księżniczka trochę się uspokoi. Gdy w końcu tylko cicho łkała, Nathan usiadł naprzeciwko niej, wziął jej dłonie w swoje ręce i powiedział łagodnie:
– Opowiedz mi wszystko.
Elyana zdała mu relację od samego początku, zaczynając od tego, jak usłyszała u Hatoriego dziwne kapanie za ścianą. Gdy jednak dotarła do momentu, w którym zobaczyła idącego w jej stronę Carona, zamilkła.
– Widziałaś, kto to zrobił? – zapytał szybko starszy mężczyzna. Dziewczyna spojrzała na niego z wdzięcznością i zaczęła mówić o obu Dhornijczykach.
– Jeden z nich twierdził, że dużo z niego nie wyciągnęli… I że później mają iść do jakiegoś Tadla…
– Cóż, miejmy nadzieję, że faktycznie tak było. Ale tak czy inaczej lepiej się tym zająć. Na wszelki wypadek. A co do Tadla… To tawerna. – Nathan spojrzał na nią surowo. – Trzymaj się stamtąd z daleka. Większość dhornijskich żołnierzy tam chodzi. To zbyt niebezpieczne, rozumiesz?
– Rozumiem – westchnęła. – Ale…
– Zajmiemy się nimi – przerwał jej. – W swoim czasie. Lepiej mi powiedz, czy dowiedziałaś się czegoś jeszcze.
– Tyle tylko, że właściciel tego domu brał pieniądze od Dhornijczyków – prychnęła, przypominając sobie rozmowę z mężczyzną. – I że jeden z tych ludzi, z którymi się spotykali… Czuć było od niego oliwę.
– Oliwę? W mieście nikt nie sprzedaje oliwy – stwierdził Nathan, pocierając w zamyśleniu nieogolony policzek.
– Myślisz, że to ktoś spoza Betancurii?
– Nie mam pojęcia, szczerze mówiąc. Ale o tym pomyślimy później – powiedział, wstając. – Idź do siebie i odpocznij.
– A… a co z Caronem? Przecież… przecież nie możemy go tak tam zostawić, w tych kanałach…
– Oczywiście, że nie. Zaraz się tym zajmę. – Nathan poklepał ją pocieszająco po ramieniu i wyszedł, zostawiając ją samą.

4 komentarze:

  1. Czytało mi się dobrze, szczególnie od połowy, wiec dużo błędów nie zauważylam (będą na końcu) xD z merytorycznych to mam następującą uwagę: jeśli oprawcy rozcięli cały tułow Carona, to on nie mógłby przejść aż tylu kroków,co przeszedł.
    Ja juz przy tym jesteśmy... kompletnie się tego nie spodziewałam, co gorsza-nie zgadzam sie na to! no dobra, może nie, że się nie spodziewałam, w końcu Dhornijczycy ęł pewnością zwalczają wrogów, ale dlaczego akurat Caron? matko boska... E. sie zmienia i to bardzo. po pierwsze, zadziałała sama, tak jak dyktował jej instynkt, choć podjęła spore ryzyko. Ale przemyślenia miała zdecydowanie słuszne, jak się okazało. po drugie, zdołała się dowiedzieć, kto zabił jej przyjaciela. I mam nadzieję, że mistrzowi uda się dotrzeć do tych osób! po trzecie... tego zupełnie się nie spodziewałam, ale ona naprawdę bez mrugnięcia okkiem zabiła człowieka. Podejrzewam, że gdy zejdzie z niej adrenalina, bedzie to analizować, ale nie wiem, cz żałować.. To z pewością ją zmieni. nie sądzę, że na lepsze, ale nie wiem też, czy tak aboslutnie na gorszde. nie da się jednak ukryć, że życie zmusiło ją do przejrzenia na oczy i że nie jest tą samą, nieco naiwną księzniczką co kiedyś. staje sie coraz ciekawszą bohaterką. Stawia na swoim. Domaga się wysłuchania. myśli i działa. Dobry rozdział. ale dlaczego zabiłas Carona?!?!?!
    kilka błędów: co do opisu przed rozdziałem: "niemniej" i "jednak" ma to samo znaczenie, a więc pojawił się pleonazm.
    naisałaś "mas" zamiast "masz"
    raz zabrakło przecinka przed "że"
    To ty Nathan wysłał cię z zadaniem? - Ciebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznę od końca :)
      Coś dziwnego mi się faktycznie stało z tym zdaniem, zaraz poprawię. Literówki i przecinki zresztą też, ale będę bronić "niemniej jednak". W sjp piszą, że to związek frazeologiczny, więc akurat tego nie będę poprawiać. ;P
      No tak, śmierć Carona w sumie ma za zadanie stać się swojego rodzaju punktem zwrotnym, który mocno wpłynie na Elyanę, ale mam nadzieję, że te zmiany nie będą jednak zbyt gwałtowne i wprowadzone za szybko.
      Racja, w tym momencie księżniczka na pewno nie działała racjonalnie. Może też nie do końca będzie żałować, ale na pewno kiedyś to do niej wróci.
      Cieszę się, że rozdział się podobał, czekam na nowość u Ciebie. :)

      Usuń
  2. Dzień dobry. :) Jak zwykle, gdyby nie Twój komentarz u mnie, przegapiłabym kolejny rozdział.
    Z pewnością zapoznam się z nowym opowiadaniem. Tylko nie wiem, czy dziś się wyrobię. Muszę kiedyś sprawdzić, ile stron ma już mój Kot. Tak z czystej ciekawości. Statystyki niby suche, ale jakoś cieszą.
    Mnie, aspirującego psychologa, cieszy takie... wgryzanie się w bohaterów. Nie ma robotów, nie ma bezwładnych marionetek, ideałow i przerysowanych zwyrodnialców. Taka pobudzona, rozgorączkowana Elyana to z pewnością krok w dobrą stronę, do tego cudnie subtelny.
    Chella chyba wciąż pozostaje najbliższą mi postacią. Takim promyczkiem. Tylko że, znając moje szczęście... no cóż, promyczki często wzniecają pożary.
    Hatori (?) też intryguje. Jeszcze ta sprawa z sąsiadem...
    Och, Elyano... protagoniści na ogół źle wychodzą na swojej ciekawości.
    (Och, Caron, jak to dobrze, że to Ty!". Za bardzo kocham horrory, by być spokojna po takim zdaniu.
    Słodko-gorzkie zakończenia i czyste angsty jak najbardziej... Szkoda mi Carona, bardzo szkoda, ale taki zabieg w jakimś sensie na pewno mnie ucieszył. Masz pole do popisu, uczucia Elyany, poczucie winy, niesprawiedliwości...
    Trzymaj się. xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. :)
      Lubię wgryzać się w bohaterów, a gdy mają okazję do angstowania, to w zasadzie mogłabym tylko siedzieć i pisać.
      Śmierć Carona z czysto pragmatycznego punktu widzenia przyda mi się do wprowadzenia mroczniejszego klimatu oraz odrobiny gore. Jak można pewnie się domyślać, w tym wypadku Elyana tak łatwo nie odpuści.
      Pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń